Menu Region

Lech Wałęsa: mam dowody, że to podrobione dokumenty

Lech Wałęsa: mam dowody, że to podrobione dokumenty

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Joanna Ćwiek

Prześlij Drukuj
Po latach SB wygrywa rękoma tych młodych ludzi. Tego nie przewidziałem - mówi Lech Wałęsa.
"Esbecką bajeczką" i "paszkwilem" nazywa Lech Wałęsa materiały wskazujące, że to on miał być TW "Bolkiem".

- Po raz pierwszy SB ma szanse wygrać rękoma tych młodych ludzi - mówił Lech Wałęsa w Radiu Gdańsk. Byłemu prezydentowi zarzucono nie tylko to, że współpracował z bezpieką, ale także, że niszczył świadczące o tym dokumenty. W wywiadzie dla TVN 24 Wałęsa stwierdził, że spodziewał się, iż historycy IPN oprą publikację na jakimś nieznanym dotąd dokumencie zawierającym jego podrobiony podpis.
- A oni oparli się na kwestionariuszu internowanego. To żaden dowód. To żadna współpraca. To zrobiła bezpieka do swoich celów prawdopodobnie w 1980 albo w 1982 r., a nie w 1970 r. - powiedział były prezydent.

Jego zdaniem dokumenty o rzekomej współpracy podrobili esbecy, którzy nie chcieli, żeby dostał Nagrodę Nobla, i zależało im na tym, żeby skłócić go z Anną Walentynowicz. - Im się wydawało, że oni mnie tym złamią, jak rzucą, że jestem agentem, że biorę pieniądze - stwierdził Wałęsa.

Legendarny przywódca Solidarności tłumaczy, że dlatego w dokumentach podano odległą datę rozpoczęcia współpracy, aby trudniej było to zbadać. - Ponieważ robili to w imieniu państwa polskiego, Rzeczypospolitej, musieli znaleźć jakiś początek, spodziewając się oczywiście, że będzie kontrola.

I początek tej mojej domniemanej współpracy najlepiej było znaleźć jak najdalej, tak by nie można było tego sprawdzić. Młody chłopiec dał się zastraszyć, miał chwile słabości - mówił były prezydent.

Wałęsa przyznaje, że archiwalne dokumenty na swój temat wypożyczał i przeglądał, ale nic z nich nie usuwał.

- Zorientowałem się, że w tych dokumentach jest parę na mój temat, zorientowałem się, że widać podróbę i szybko to kazałem sekretarkom zakleić, opieczętować i wszędzie, gdzie możliwe, napisałem "nie otwierać" - tłumaczył wczoraj w TVN 24.

Jego zdaniem ktoś go nie posłuchał i otworzył. - Zobaczył to samo co ja i rzucił podejrzenie na mnie. A przecież naiwnym byłbym człowiekiem, gdybym coś wyrzucił, a wcześniej zapieczętował i podpisał - wyjaśnia.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się