Menu Region

Politycy próbują ratować traktat w Brukseli

Politycy próbują ratować traktat w Brukseli

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kazimierz Sikorski

Prześlij Drukuj
Nerwowe zabiegi polityków i nowe koalicje zawiązują się przed zaplanowanym na czwartek i piątek unijnym szczytem w Brukseli.
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który do końca roku przewodniczy Unii, spotkał się w Londynie z brytyjskim premierem Gordonem Brownem.

Obaj politycy chcą, by w Brukseli poparto ich pomysł planu ratunkowego dla wspólnoty, który wymaga wpompowania 200 mld dol. Sarkozy i Brown spotkali się też z szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso i cała trójka zgodnie stwierdziła, że nadeszła pora na podjęcie nadzwyczajnych kroków dla ratowania europejskiej gospodarki.

Ale spotkaniu w Londynie zabrakło jednego z najważniejszych graczy, kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Aby zatrzeć złe wrażenie związane z pominięciem Berlina Sarkozy, Brown i Barroso deklarują, że nie eliminuje tak kluczowego partnera. Z panią kanclerz dwaj pierwsi politycy rozmawiali w miniony weekend, tyle że telefonicznie.

Nie wiadomo, w jaki sposób nieformalny sojusz Paryża i Londynu z pominięciem Berlina wpłynie na część brukselskiego spotkania poświęconą walce z kryzysem.

Wśród niemieckich polityków panuje taka oto opinia o francuskim prezydencie: zapala się do wielu błyskotliwych na pozór pomysłów i wykłada je na stół, zapominając, że ktoś musi za ich realizację zapłacić.

Ale kryzys to niejedyny ból głowy unijnych przywódców. Muszą się też zająć traktatem lizbońskim. Francji marzyło się, by wszedł on w życie jeszcze za jej prezydencji, czyli do końca grudnia. Ale irlandzkie "nie" przekreśliło te plany. Teraz mówi się, że na szczycie pojawi się deklaracja, iż traktat wejdzie w życie najdalej do 1 stycznia 2010 roku. Irlandczykom zostałby więc cały rok na zorganizowanie ponownego referendum.

Propozycję ponownego głosowania w tej sprawie ma złożyć w Brukseli premier Brian Cowen. Unika jednak podania konkretnej daty. Wspomina się o październiku jako możliwym terminie referendum. W zamian Zielona Wyspa otrzymałaby m.in. gwarancje w sprawie zakazu aborcji oraz prowadzenia przez Dublin niezależnej od Unii polityki podatkowej.

W Brukseli padnie zapewne pytanie, czy do tego czasu polski prezydent złoży swój podpis pod ratyfikowanem już przez parlament traktatem lizbońskim. Nieprzyjęcie traktatu w przyszłym roku mogłoby oznaczać dla niego wyrok śmierci. Gdyby bowiem wybory w Wielkiej Brytanii wygrali konserwatyści, oznaczałoby to referendum, którego negatywny wynik można z góry przewidzieć.



Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się