Menu Region

Koniec rekordu Witkowskiego

Koniec rekordu Witkowskiego

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Szymon Szadurski Gdynia

Prześlij Drukuj
Kolejny już raz w tym sezonie duet napastników Zbigniew Zakrzewski - Marcin Wachowicz zapewnił Arce zwycięstwo i trzy punkty w meczu ekstraklasy.
Arkowcy ograli wczoraj na własnym boisku Cracovię 2:1 (0:0), a wszystkie bramki w tym meczu padły w ostatnich 20 minutach.

Arka dzięki temu zgromadziła już 23 punkty i ze spokojem może przygotowywać się do rundy rewanżowej.

- Cieszę się, że zarówno mnie, jak i "Zakiemu" udało się strzelić gola - powiedział po meczu Wachowicz. - Dzięki tej wygranej będziemy mieli spokojne święta.


Drużyna żółto-niebieskich może jednak mówić o sporym szczęściu, bo o zwycięstwo z Pasami wcale nie było łatwo. W pierwszej połowie to goście sprawiali lepsze wrażenie i zagrażali bramce Norberta Witkowskiego. Arka nie była natomiast w stanie stworzyć sobie żadnej, klarownej sytuacji bramkowej. Jedynie dwa strzały z rzutów wolnych Damiana Nawrocika mogły zaskoczyć Marcina Cabaja, za pierwszym razem jednak golkiper Cracovii spisał się bez zarzutu, zaś drugie uderzenie było minimalnie niecelne.

Na boisku, w strugach ulewnego deszczu, było więcej walki niż płynnej gry. Ofiarą tego stał się Nawrocik, który podczas starć otrzymał dwa silne ciosy w głowę i w przerwie musiał zostać zmieniony.

- Damian po zejściu do szatni nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje - mówi Czesław Michniewicz, trener Arki. - Lekarz stwierdził wstrząs i zakazał mu dalszej gry.

Także w drugiej odsłonie to Cracovia jako pierwsza mogła, a nawet powinna strzelić gola. W 55. minucie składną kontrę Pasów powinien wykończyć Bartłomiej Dudzic, trafił jednak prosto w Witkowskiego.

- To była nie stuprocentowa, a trzystuprocentowa okazja - mówił trener Płatek. - Szkoda, że nie padła bramka. Przed meczem mówiłem swoim zawodnikom, że wygra ta drużyna, która pierwsza strzeli gola. Z przebiegu gry sprawiedliwym wynikiem byłby remis.

Cracovia nie wywiozła jednak z Gdyni punktu, bo w końcówce meczu napastnicy Arki przypomnieli sobie, jak się strzela gole. Szczególnie efektowna była bramka Wachowicza, który przyjął piłkę przedpolem karnym, natychmiast obrócił się, wpadł w szesnastkę i potężnym uderzeniem tuż pod poprzeczkę nie dał Cabajowi żadnych szans. 12 minut później Zakrzewski dobił piłkę odbitą po rzucie wolnym wykonywanym przez Michała Łabędzkiego.

Pasy stać było tylko na honorową bramkę w doliczonym czasie gry. Piłkę z wolnego wrzucał Dariusz Pawlusiński, w zamieszaniu w polu karnym Arki piłka odbiła się od słupka i do bramki skierował ją Łukasz Tupalski.

Choć Arka wygrała kolejny w tym sezonie mecz, gol stracony w ostatniej minucie mocno zdenerwował trenera Michniewicza, który nie krył wściekłości. Trener uspokoił się dopiero w szatni.
- Asystenci musieli mi przyłożyć do głowy trochę lodu - przyznał trener Arki Czesław Michniewicz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się