Menu Region

Bez Mili też potrafią

Bez Mili też potrafią

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Michał Mazur, Wrocław

Prześlij Drukuj
Wychodząc na przedmeczową prezentację, piłkarze Śląska ubrani byli w mikołajowe czapeczki. I jak na prawdziwych świętych Mikołajów przystało, sprawili swoim kibicom doskonały prezent, wygrywając na koniec roku z Ruchem 3:1. Dodajmy - wygrali w pełni zasłużenie.
Zawodnicy Ruchu przez całe 90 min sobotniego spotkania robili wszystko, by potwierdzić obiegową opinię, że na wyjazdach grać nie potrafią. Przed przyjazdem na Oporowską mieli na koncie tylko jedno zwycięstwo odniesione na cudzym obiekcie i żenująco słaby dorobek bramkowy: dziewięć goli straconych, a tylko jeden strzelony.

- Mecz we Wrocławiu był podsumowaniem wszystkich naszych dotychczasowych porażek na wyjazdach.
Zbyt łatwo traciliśmy bramki, w prosty sposób oddawaliśmy piłkę rywalowi, a przeciwnik, w przeciwieństwie do nas, do bólu wykorzystywał sytuacje, które sobie stwarzał - narzekał po końcowym gwizdku opiekun chorzowian Bogusław Pietrzak.

Nic dodać, nic ująć. Ruch we Wrocławiu oddał zaledwie jeden strzał w światło bramki bronionej przez Wojciecha Kaczmarka. Od razu był to strzał celny i na dodatek - jak mówią w takich sytuacjach piłkarze - gol: stadiony świata. Co z tego, skoro Tomasz Brzyski trafił z dystansu dopiero w 3. min doliczonego czasu gry, gdy Śląsk miał już na koncie trzy bramki?

Co ciekawe, gospodarze wszystkie trzy gole zdobyli po stałych fragmentach gry, choć w ich szeregach zabrakło Sebastiana Mili. Etatowy wykonawca wolnych, rożnych i karnych musiał odpocząć od piłki z powodu nadmiaru żółtych kartonik. Jego koledzy udowodnili jednak, że i bez Mili w składzie potrafią grać nie tylko dobrze, ale i skutecznie.

Strzelecki festiwal rozpoczął, jak zwykle aktywny na lewej flance, Janusz Gancarczyk. Pomocnik Śląska mógł otworzyć wynik już w 20. min, ale jego piekielnie mocne uderzenie Krzysztof Pilarz jeszcze zdołał przerzucić nad poprzeczką. Cztery minuty później bramkarz gości już się nie popisał. Gancarczyk dośrodkował piłkę z rzutu różnego, a ta - bez pomocny żadnego innego zawodnika Śląska - po rękach Pilarza wpadła do bramki.

- Gdy wykonuję rożne z lewej strony, zawsze staram się zakręcić futbolówkę w światło bramki. Ale po raz pierwszy udało mi się w ten sposób strzelić gola - cieszył się po meczu Gancarczyk, którego z trybun obserwował Mirosław Trzeciak.

Dyrektor sportowy Legii Warszawa pojawił się we Wrocławiu również po to, by przyjrzeć się Piotrowi Celebanowi. I raczej się nie zawiódł. Obrońca Śląska - tak jak tydzień wcześniej - wywalczył rzut karny, który na bramkę zamienił Sebastian Dudek.

Trzecie trafienie było dziełem Vuka Sotirovicia. Serb perfekcyjnie wykonał rzut wolny dokładnie z linii pola karnego.

- Ćwiczymy na treningach stałe fragmenty gry, ale nie wyolbrzymiałbym tutaj moich zasług. Te bramki i wyniki to przede wszystkim zasługa moich chłopców - stwierdził trener Ryszard Tarasiewicz, przed laty mistrz rzutów wolnych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się