Menu Region

Nieuniknione są redukcje w budżecie na przyszły rok

Nieuniknione są redukcje w budżecie na przyszły rok

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Ł.Rożek

Prześlij Drukuj
Przyszłoroczny budżet jest zaplanowany tak, jakby rok miał kilka miesięcy.
Jego przychody są zawyżone. Utrzymanie wzrostu gospodarczego na poziomie 3,7 proc. jest niewykonalne z powodu światowego kryzysu. Dlatego rząd może w połowie roku zwiększyć deficyt budżetowy i opóźnić wejście Polski do strefy euro - twierdzi większość ekonomistów.

Na razie minister finansów Jacek Rostowski wyklucza dalsze obniżenie prognozy wzrostu PKB. Wczoraj Sejm po głosowaniu nad 255 poprawkami zgłoszonymi w trakcie drugiego czytania uchwalił ustawę budżetową. Uwzględnił w niej autopoprawkę rządu, która zakłada redukcję przyszłorocznych wydatków o 1,7 mld zł. A to w związku z obniżeniem prognozy wzrostu gospodarczego z 4,8 do 3,7 proc.

Według Krzysztofa Rybińskiego, byłego wiceprezesa NBP, przyszłoroczny wzrost gospodarczy prawie na pewno nie przekroczy 3 proc., co oznacza, że w kasie państwa zabraknie nie 1,7 mld zł, ale co najmniej 5-6 mld zł. Dlatego jego zdaniem rząd już w połowie 2009 r. zamiast dalszych, bardzo bolesnych cięć może zdecydować o zwiększeniu deficytu. I nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby utrzymanie niskiego deficytu ( na poziomie 3 proc. PKB) nie było jednym z warunków przyjęcia wspólnej waluty.

Rząd ma naprawdę mało czasu na decyzje. Najpóźniej w maju musi rozstrzygnąć, czy wchodzimy do strefy ERM2, czyli dwuletniego korytarza walutowego, poprzedzającego przyjęcie euro. - Rząd będzie miał dwa rozwiązania: albo przystępujemy do ERM2 i wówczas nie ruszamy deficytu budżetowego i tniemy wydatki na wielką skalę, albo zwiększamy deficyt i żegnamy się na jakiś czas z euro - mówi Krzysztof Rybiński.

Ekonomiści podkreślają, że jeśli gabinet Tuska będzie upierał się przy utrzymaniu niskiego deficytu, to może okazać się, że zabraknie pieniędzy na podstawowe inwestycje infrastrukturalne - budowę autostrad, dróg lokalnych i linii kolejowych. Mogą one być zagrożone choćby dlatego, że najłatwiej je z budżetu wyciąć - są to tzw. wydatki elastyczne, które zawsze można przesunąć na następne lata.

- To byłaby katastrofa. W Polsce jest fatalny stan infrastruktury i po prostu muszą znaleźć się pieniądze na poprawę nawierzchni dróg i torów. Potrzebne są też pilnie inwestycje w nowe technologie, choćby budowę sieci teleinformatycznych - uważa Rybiński.

Według Mirosława Groni-ckiego, byłego ministra finansów, rząd uciekł się do fortelu - dziś nie obniża znacznie prognozy wzrostu PKB, by nie straszyć inwestorów, ale w pierwszych miesiącach przyszłego roku może zacząć ostro ciąć wydatki. Jego zdaniem w kasie państwa w przyszłym roku zabraknie prawie 30 mld zł. To jak dotychczas najbardziej pesymistyczne przewidywania co do stanu naszej gospodarki w przyszłym roku. Już teraz widać, że rząd będzie ciął wydatki inwestycyjne. Oznacza to, że w 2009 roku może nie powstać wiele inwestycji współfinansowanych przezUnię - np. dróg i obiektów użyteczności publicznej.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się