Premierzy ośmiu państw regionu pod przewodnictwem Donalda Tuska chcą przekonać prezydenta Francji, by zmienił niekorzystny dla Polski program ograniczenia emisji CO2.
Pakiet, z którym do Gdańska przyjeżdża w sobotę Nicolas Sarkozy, zakłada, że do 2020 r. przemysł europejski wypuści do atmosfery aż o jedną piątą trującego CO2 mniej. Polska, Czechy, Słowacja, Węgry oraz kraje nadbałtyckie nie kwestionują potrzeby ochrony środowiska, walki ze zmianami klimatycznymi.
Nie chcą się jednak zgodzić na tak drastyczne działania. Bo jak podkreśla Sławomir Krystek, dyrektor biura Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie, doprowadzi to nie tylko do załamania naszego sektora energetycznego, który opiera się na węglu, ale także w sposób znaczący spowolni rozwój gospodarczy kraju.
Europejski pakiet promowany przez Sarkozy'ego zakłada, że po 2013 r.
zezwolenia na emisję CO2 przez elektrownie i elektrociepłownie byłyby sprzedawane na specjalnych aukcjach. Efekt? Elektrownie, które wypuszczają w powietrze duże ilości dwutlenku węgla (najwięcej CO2 powstaje w wyniku spalania węgla), będą musiały wyłożyć ogromne pieniądze na zakup pozwoleń na emisję. Ostatecznie zapłacą za to odbiorcy. Według rządowych szacunków cena energii w Polsce wzrosłaby aż o 90 proc. Nietrudno sobie wyobrazić, że pociągnęłoby to za sobą inflację i zahamowało rozwój gospodarczy. O ile? Tego nikt nie obliczył.
Premierzy ósemki z Tuskiem na czele nie chcą całkowicie torpedować pakietu europejskiego, który miałby doprowadzić do ograniczenia emisji CO2. Pragną jedynie złagodzenia restrykcyjnych wymagań. Polski rząd będzie się domagał: aby elektrownie i elekrociepłownie jeszcze przez kilka lat po 20013 r. nie musiały kupować zezwoleń na emisję dwutlenku węgla, aby Unia zagwarantowała nam ochronę przed nagłymi podwyżkami cen energii, aby Unia przyznała nam oraz uboższym państwom Wspólnoty o 10 proc. zezwoleń więcej, niż to wynikałoby z rozdzielnika.
Tusk ma nadzieję , że jeżeli nawet wszystkie propozycje nie zostaną zaakceptowane, to uda się ostatecznie osiągnąć satysfakcjonujący nas kompromis. Premier dobrze wie, że Polska wraz z ósemką państw naszego regionu to niejedyni przeciwnicy pakietu. Wetem grożą Włosi, których nie stać w dobie kryzysu na finansowanie modernizacji energetyki. Największy sprzeciw zgłasza jednak niemiecka kanclerz Angela Merkel.
Obowiązek kupowania limitów zanieczyszczeń na wolnym rynku może pogrążyć niemiecki przemysł samochodowy, stalownie, a także branżę chemiczną. Dlatego będą również zabiegać o inne rozwiązania. Przeciwnicy pakietu klimatycznego zdają sobie sprawę, że na jego przyjęciu bardzo zależy Francji. Liczą zatem, że uda się im wywalczyć swoje.