Menu Region

Alina Białkowska: Ekologia vs. biznes

Alina Białkowska: Ekologia vs. biznes

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

redaktor działu pieniądze

Prześlij Drukuj
Jestem daleka od tego, żeby krytykować ludzi opierających się szybkiemu wprowadzeniu do naszego menu żywności modyfikowanej.
Po pierwsze, żywność modyfikowana (GMO) jest w użyciu zbyt krótko, by móc odpowiedzialnie powiedzieć, że nie wpływa źle na nasze zdrowie. Czym innym jest znana od pokoleń krzyżówka dwóch traw, czyli pszenżyto, a czym innym roślina wzbogacona genami bakterii.

Po drugie, rośliny GMO są bardzo odporne. Raz wprowadzone mogą się rozplenić jak chwasty. Nie ma przecież żadnej gwarancji, że nasiona GMO nie przedostaną się z kontrolowanych przez człowieka upraw do otwartego środowiska.

Po trzecie wreszcie, wszyscy wiemy, że plagą naszych czasów są alergie. Sztuczne podbicie rynku przez stworzoną rękoma człowieka wyjątkowo wydajną (a więc tanią) soję GMO doprowadziło do tego, że w tej chwili trudno jest znaleźć produkt spożywczy niezawierający białka soi. Ta powszechność oznacza dla alergików zagrożenie uczuleniem na to białko.

Z drugiej strony nie wolno lekceważyć faktu, że transgeniczne manipulacje mogą rozwiązać problem głodu w niektórych rejonach świata. Oraz że w świecie zdominowanym przez tanie pasze GMO nie można w jednym kraju zakazywać korzystania z nich.

Dlatego, zamiast ideologizować spór o GMO i wprowadzać jednostronne zakazy, dajmy sobie trochę czasu na dodatkowe badania. Wyciągnijmy z nich wnioski, a potem konsekwentnie brońmy swojego stanowiska, budując w UE koalicję "za" lub "przeciw" GMO. Droga na skróty nie da nic dobrego.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się