Menu Region

Przez lukę w prawie możesz dostać kilkaset złotych

Przez lukę w prawie możesz dostać kilkaset złotych

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Dominiak

2Komentarze Prześlij Drukuj
Wszyscy, którzy zarabiają powyżej 5 tys. zł brutto miesięcznie będą mogli zaoszczędzić nawet kilkaset złotych.
Wystarczy dogadać się z pracodawcą i przesunąć wypłatę grudniowego wynagrodzenia na początek stycznia. Wówczas zapłacimy podatek już według nowych niższych stawek, czyli 18 i 32 proc.

Wszystko przez lukę w przepisach, dzięki której już teraz można skorzystać z niższych podatków obowiązujących dopiero od przyszłego roku.

- Przepisy podatkowe mówią jasno, że dochody są opodatkowane w momencie wypłaty wynagrodzenia - mówi Piotr Trybała, partner w KPT Doradcy Podatkowi. - Dla fiskusa liczy się więc data wpłynięcia pieniędzy na konto, a nie miesiąc, za który zostały one wypłacone - podkreśla Trybała.

Taką interpretację potwierdzają pracownicy urzędów skarbowych. - W przypadku przeniesienia wypłaty grudniowych poborów na styczeń urząd nie będzie miał żadnych zastrzeżeń - potwierdza dziennikowi "Polska" Michał Lonc z Pierwszego Urzędu Skarbowego Warszawa-Śródmieście.

W tym roku płacimy jeszcze zgodnie z wprowadzoną 10 lat temu skalą: 19, 30 i 40 proc. W 2009 r. będą obowiązywać już tylko dwie stawki - 18 i 32 proc., a próg wejścia w najwyższy podatek wynosi aż 85 528 zł. To spora różnica, bo dzisiaj wystarczy osiągnąć dochód 44 490 zł i już trzeba płacić 30 proc. podatku.

Przesunięcie wypłaty wynagrodzenia opłaca się głównie tym, którzy przekroczą drugi próg podatkowy. Na przykład osoba zarabiająca 5 tys. brutto w grudniu musi zapłacić dodatkowo ok. 500 zł podatku. Jeśli przeniesie termin wypłaty na styczeń, to 500 zł zostanie jej w kieszeni. Gdy ktoś zarabia 8 tys. zł brutto, to może w ten sposób zaoszczędzić ok. tysiąca zł.

Warunek? Wypłata pensji musi nastąpić po 31 grudnia. Taką możliwość może rozważyć 1,3 mln podatników, bo tylko tyle spośród łącznej liczby 24,4 mln osób rozliczających się za pomocą formularza PIT mieści się w drugiej i trzeciej skali podatkowej. Osoby płacące najwyższe podatki według trzeciej, 40-procentowej skali powinny jednak się zastanowić, czy przesuwać wypłatę z grudnia na styczeń.

W ich przypadku korzyści w tym miesiącu będą znikome, Po osiągnięciu rocznego wynagrodzenia powyżej 85 tys. zł nie płaci się bowiem składek na ZUS, i dlatego zaoszczędzone dzięki niższemu podatkowi pieniądze pójdą w styczniu na wyższe ubezpieczenie społeczne. Ale w 2009 r. wcześniej za to przestaną płacić składki.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Państwo solidarne z bankierami

+39 / -31

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pas (gość)  •

Jeżeli ktoś jeszcze wierzy w bajdury o solidarnym państwie głoszone przez PiS, a teraz papugowane przez Tuska, to niech sobie zajrzy do statystyk. Jak podaje GUS, w okresie ostatnich dwóch lat - a więc już za rządów Kaczorów i spółki - w solidarnym państwie wzrosła liczba pracowników otrzymujących płace niższe od połowy średniej krajowej.
Osoby te stanowią obecnie 20 proc. wszystkich zatrudnionych. Krajowa średnia płaca to nieco ponad 2 700 zł. Tak więc, co piąty pracujący, nie licząc dużej liczby emerytów i wszystkich bezrobotnych, ma dochody nie wyższe niż 1 300 zł miesięcznie. Wielu z nich zarabia 936 zł - tyle bowiem wynosi płaca minimalna. Oczywiście, jeżeli uda im się załapać na cały etat. Minimalne wynagrodzenie wzrosło w ciągu roku o 4 procent, podczas gdy o co najmniej 5 procent zdrożały artykuły powszechnego użytku. Niby to samo, a jednak nie to samo. Dokonując zakupów w sklepie nie płaci się bowiem procentami, lecz złotówkami. I na złotówki, a nie na procenty przelicza się ceny. W bieżącym roku najmniej zarabiający dostali tych złotówek 37 więcej na miesiąc, a zatrudnieni w sektorze przedsiębiorstw "aż" 27.
Równocześnie w solidarnej Polsce przeciętne uposażenie najwyżej opłacanych krezusów rośnie w tempie dwa razy szybszym od wzrostu najniższych zarobków. Dzięki temu np. członek zarządu banku BPH może zarabiać miesięcznie około 525 tys. zł. Daje mu to całkiem przyzwoitą dniówkę rzędu 17 tys. zł - ponad 500 razy wyższą od wynoszącego 31 zł dziennego dochodu ludzi harujących za płacę minimalną. Liczby te wśród nadwornych "ekonomistów" nie wywołują nie tylko szoku, lecz także jakiejkolwiek ludzkiej refleksji. Zwiększające się zróżnicowanie dochodów to - jak twierdzi na łamach "Rzeczpospolitej" profesor Panek z SGH - "zjawisko całkiem naturalne w dynamicznie zmieniającej się gospodarce rynkowej". Inny mózgowiec, Mateusz Walewski z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych uważa natomiast, że "w gospodarce opartej na wiedzy" najlepiej opłacane są osoby o wysokich kwalifikacjach. Z enuncjacji tych wynikałoby, że polska gospodarka oparta jest na wiedzy bankierów, co wcale nie jest takie głupie, jak mogłoby się wydawać. Finansiści, nie tylko polscy, doskonale bowiem wiedzą, jaką część bankowych zysków przeznaczać na własne wynagrodzenia. Wiedzą też, w jaki sposób ciągnąć pieniądze od klientów ,oferując kredyty o oprocentowaniu znacznie wyższym od stopy inflacji, czy też ustalając opłaty od każdej duperelnej operacji bankowej, co szczególnie bije po kieszeni klientów niezamożnych. I na tym chyba ma polegać solidarne państwo oparte na wiedzy.


odpowiedzi (0)

skomentuj

Koszty firm

+37 / -32

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ada (gość)  •

Wszystko pięknie łądnie a co z kosztami firmy ? pensje są kosztami i jak je przeniosą na następny rok to zapłacą wyższy podatek w tym roku.

odpowiedzi (0)

skomentuj