Menu Region

Francuzi przeciw

Francuzi przeciw drogiej żywności

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Adam Sage, Paryż "The Times"

Prześlij Drukuj
Stąpając po rozgniecionych klementynkach wśród przelatujących nad głowami marchewek, szef ochrony hipermarketu stracił panowanie nad sobą.
- Co to za bałagan! Wynoście się w tej chwili! - wrzeszczał, ale jego słowa ginęły w chaosie wywołanym przez demonstrantów. Akcję zorganizowali aktywiści ze zbuntowanej radykalnej lewicy, która, choć od dawna należy do francuskiej kultury politycznej, dopiero teraz, w dobie kryzysu, zyskała wigor.

W hipermarkecie Carrefour w paryskiej dzielnicy Créteil protestowano przeciwko podwyżkom cen żywności i - jak to określili organizatorzy protestu - kolosalnym zyskom ze sprzedaży detalicznej.
Zaimprowizowany piknik odbył się na deskach do prasowania rozstawionych pomiędzy stoiskami z kwiatami i mrożonkami. - Częstujcie się! - zachęcał klientów Victor Porcel, który mimo wysokich kwalifikacji pracuje jako technik w kinie. Protestujący rozdawali owoce, chipsy, ser, soki i inne produkty zebrane ze sklepowych półek.

Przybyłą po kilku minutach ochronę hipermarketu powitały gwizdy. Gdy szef ochrony próbował interweniować, posypał się grad marchewek. Rozwścieczony pracownik ochrony nakazał usunięcie pikniku. Próba zakończenia protestu przerodziła się w przepychankę między strażnikami, którzy usiłowali ciągnąć stoły w jedną stronę, a grupą 30 aktywistów ciągnących je w przeciwnym kierunku.
W efekcie szarpaniny cała żywność wylądowała na podłodze.

- To wasza wina - gorączkował się szef ochrony, nerwowo skubiąc wąsy. - Nie, wasza! - krzyczeli protestujący. Podniesione głosy wzbudziły zainteresowanie wielu kupujących i już po chwili filmowanej przez kamerzystę utarczce przyglądał się spory tłum klientów. Niektórzy byli setnie rozbawieni. - Czy to promocja Danone'a - pytała kobieta w średnim wieku, popijając Danao, napój produkowany przez francuski koncern spożywczy. - Dlaczego ochrona im przeszkadza?

Robiący przedświąteczne zakupy Grégory przestudiował ulotkę, w której demonstrujący domagali się "kontroli nad koncernami zajmującymi się handlem detalicznym" i 300 euro podwyżki dla pracowników. - To złodziejstwo - oświadczył. - Nie mam na to czasu. Nie podoba im się, że Carrefour zarabia, a przecież nie ma w tym nic złego. Byłoby gorzej, gdyby tracili na tym pieniądze.
W wielu krajach taka opinia prawdopodobnie spotkałaby się z szerokim poparciem społecznym, a rewolucja bez przemocy, propagowana przez radykalną lewicę pod przywództwem trockisty Oliviera Besancenota, zostałaby uznana za niebezpieczną iluzję. Ale w Créteil, podobnie jak w prawie całej Francji, ludzie uważają aktywistów za współczesną wersję Robin Hooda i wierzą, że partia Besancenota może dokonać przewrotu w skostniałym systemie politycznym.

- Popieram to, co robią - powiedziała Christine, matka dwojga dzieci, gdy jej czteroletnia córeczka kończyła pić jogurt. W rozmowie przyznała, że cała pensja męża - 1200 euro - nie wystarcza im na zakupy artykułów spożywczych i opłacenie rachunków. - Mieszkanie kosztuje nas 600 euro, w ubiegłym miesiącu zabrakło nam na czynsz - powiedziała. - Takich akcji powinno być więcej, żeby politycy uświadomili sobie, jak wygląda życie zwykłych ludzi.

Tłum. Lidia Rafa

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się