Układanie list wyborczych PO przypomina nerwową łataninę

    Układanie list wyborczych PO przypomina nerwową łataninę

    Anita Czupryn

    Polska

    Polska

    Ewa Kopacz

    Ewa Kopacz ©Piotr Smolinski

    Listy wyborcze PO trzykrotnie zmieniały swój kształt, wywołując falę dyskusji, kontrowersji, a nawet protestów. Nie inaczej jest i teraz, kiedy ostatecznie listy zatwierdziła rada krajowa Platformy.
    Ewa Kopacz

    Ewa Kopacz ©Piotr Smolinski

    Najpierw do układania list wyborczych Platformy Obywatelskiej zasiadły władze regionów. Wiele komentarzy wzbudziło wtedy to, że na listach, i to na najwyższych miejscach, znaleźli się politycy - bohaterowie afery podsłuchowej. Wówczas nad listami pochyliła się premier Ewa Kopacz. I po jej zdecydowanych cięciach i zmianach, a nawet - jak pisały media - wywróceniu list do góry nogami, nie cichły dyskusje, a Paweł Zalewski otwarcie zaprotestował przeciwko Michałowi Kamińskiemu, który dostał drugie miejsce na liście okręgu podwarszawskiego, oraz przeciwko temu, że Roman Giertych startuje do Senatu z cichym poparciem Platformy.
    Posty Pawła Zalewskiego na Twitterze wywołały wówczas prawdziwą burzę. Jak sam mówił w rozmowie z "Polską", był w Platformie pierwszą osobą, która po wyborach prezydenckich stwierdziła, że partia musi przeprosić Polaków za ośmiorniczki i że osoby skompromitowane nie mogą być liderami list. Tak się stało, ale Zalewskiego zabolało to, że Michał Kamiński znalazł się na liście partii i publicznie mówił, że obciąża on Platformę i spycha partię w stronę populizmu i złego PR.
    Dwa dni temu na posiedzeniu krajowej rady PO listy ostatecznie zostały zatwierdzone. I znów nie obyło się bez niespodzianek. Już kilka dni wcześniej wiadome było, że krytykujący skład list wyborczych Paweł Zalewski w efekcie nie znajdzie się wśród kandydatów do parlamentu. I tak się stało. - Paweł Zalewski otrzymał bardzo konkretną propozycję startu z jednej z list mazowieckich, ale ją odrzucił. Wyrażał swoje wielkie niezadowolenie z tego, że Michał Kamiński startuje z miejsca wyższego niż on. Zarząd PO uznał, że może on wzmocnić listę PO w innym okręgu. Zareagował na tę propozycję na nie, a potem już do rady krajowej żadnego kontaktu, poza medialnym, z nim nie było - tłumaczył Marcin Kierwiński, szef gabinetu politycznego premier Ewy Kopacz. Paweł Zalewski w swoim stylu skomentował ten fakt na Twitterze, pisząc, że spodziewał się takiej decyzji swojej partii, ale też, że jest życie poza Sejmem.

    Zdaniem prof. Kazimierza Kika cała ta sytuacja z Pawłem Zalewskim źle świadczy o premier Ewie Kopacz. - To była premia dla Michała Kamińskiego kosztem Zalewskiego. Oczywiście jeden i drugi jest z PiS. To walka PiS-owców na obrzeżach PO o wejście na listę. Ale to też świadczy o tym, że pani Kopacz się zatraciła, wyżej postawiła marketingowca, który jej usługuje, niż jednak zasłużonego dla PO byłego europosła. Zalewski bardziej się już kojarzy z PO niż Kamiński - mówi politolog.

    Najbardziej zaskakującą wieścią było to, że z list PO w okręgu radomskim do Sejmu wystartuje Ludwik Dorn, były wicepremier z PiS, a Grzegorz Napieralski, były szef SLD, będzie kandydatem do Senatu w zachodniopomorskim, z poparciem Platformy. Nowością było też to, że na liście warszawskiej na ostatnim miejscu znalazło się nazwisko Michała Mazowieckiego, syna byłego premiera Tadeusza Mazowieckiego.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo