Menu Region

Dwutlenek węgla rozbił świat na części

Dwutlenek węgla rozbił świat na części

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Agaton Koziński

Prześlij Drukuj
Jak zastąpić protokół z Kioto? To pytanie od poniedziałku słychać w Poznaniu najczęściej. Dużo rzadziej słychać konstruktywne odpowiedzi.
Dokument przyjęty w 1997 r. w Kioto miał stać się rewolucją w podejściu do problemu ciągle rosnącej temperatury. Było to pierwsze porozumienie, które kładło nacisk na istotę problemu: że za globalne ocieplenie odpowiadamy wszyscy i że tylko współdziałanie całego świata pomoże się z nim uporać.

Kraje rozwijające się straty wynikłe z niższej emisji CO2 szacują na 130 bln dol.Niestety, za tymi deklaracjami nie poszły czyny.
Protokół z Kioto zatwierdzono dopiero w 2005 r., ale tak naprawdę zawartych w nim wytycznych nigdy nie udało się zrealizować. Oficjalnie przywódcy państw deklarowali poparcie dla niego, ale nie robili nic, by wcielić go w życie.

Dlatego rok temu na szczycie klimatycznym na Bali narodziła się koncepcja stworzenia nowego, doskonalszego protokołu, który pomógłby rozwiązać problem globalnego ocieplenia, a jednocześnie znalazłby mechanizmy, które nie hamują rozwoju gospodarczego (właśnie ten argument przeciw protokołowi z Kioto wysuwali jego najwięksi oponenci). Konwencja w Poznaniu ma służyć konsultacjom przed uchwaleniem nowego protokołu na przyszłorocznym szczycie w Kopenhadze.

Co może się znaleźć w nowym protokole? Konia z rzędem temu, kto umiałby na to odpowiedzieć. Możliwych scenariuszy jest bowiem tyle, ilu ekspertów. - Ale znalezienie rozwiązania, które miałoby choćby najmniejsze szanse powodzenia, jest praktycznie niemożliwe - przyznaje prof. Maciej Sadowski, szef zespołu ekspertów odpowiedzialnych za merytoryczne przygotowanie do poznańskiej konwencji.

Kością niezgody jest sposób, w jaki należy zredukować poziom emisji dwutlenku węgla na świecie. Opracowania naukowe mówią, że powinniśmy do 2020 r. zmniejszyć go o 20-40 proc. Ale na to nie zgadzają się nawet kraje najbardziej rozwinięte. Uda im się pewnie znaleźć kompromisowe rozwiązanie - choć wspólny mianownik na pewno będzie niższy.

Dużo gorzej wyglądają negocjacje z krajami rozwijającymi się, zwłaszcza z tymi największymi, jak Chiny, Indie, Indonezja, Brazylia. - One nie chcą słyszeć o jakichkolwiek redukcjach - zaznacza Sadowski. Te państwa podają wyliczenia, ile może je kosztować dostosowanie się do norm emisyjnych. Padają tu sumy od 30 do 130 bilionów dolarów! Wiadomo jednak, że nikt takich pieniędzy im nie da. - Być może uda się w Kopenhadze podpisać jakieś porozumienie. Ale nie będzie to dokument, który radykalnie zmieni stan klimatu na Ziemi - zaznacza prof. Sadowski.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się