Menu Region

Najsłabsza drużyna Euro odpadła w fatalnym stylu

Najsłabsza drużyna Euro odpadła w fatalnym stylu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Rafał Musioł, Rafał Romaniuk, Piotr Wierzbicki

2Komentarze Prześlij Drukuj
Nie było cudów ani w Klagenfurcie, ani w Wiedniu. Nie pomógł telefon Mariusza Lewandowskiego do klubowego kolegi z Szachtara Donieck Darijo Srny ani pogawędka Łukasza Piszczka z przyjacielem z Herthy Berlin Josipem Simuniciem.
W łeb wzięły spekulacje i przypuszczenia, że Chorwaci odpuszczą sobie to spotkanie, bo im bardziej zależy, by do ćwierćfinału awansowała Polska. Nie dlatego, że nas lubią, ale żeby z turniejem pożegnali się Niemcy.

Nie pomogły kolejne roszady LeoBeenhakkera w składzie. Po słabej grze przegraliśmy ostatni mecz turnieju 0:1 i wracamy do domu. Po zachowaniu niektórych piłkarzy, a także ich wypowiedziach po spotkaniu z Austrią można było wyczuć, że Leo zechce wstrząsnąć drużyną. Ale że aż tak?

Biało-czerwoni wybiegli na boisko bez dwóch kluczowych graczy eliminacji Euro: najskuteczniejszego piłkarza i jednocześnie strzelca zwycięskiego gola w ostatnim towarzyskim spotkaniu z Chorwacją Ebiego Smolarka oraz Jacka Bąka (opaskę kapitana przejął Michał Żewłakow). Faktem jest, że obaj w poprzednich meczach grali słabo, ale wydawało się, że wśród rezerwowych nie ma graczy, którzy mogą ich zastąpić.

Innego zdania był Leo. W miejsce Bąka na środek obrony cofnął ze środka pomocy Dariusza Dudkę. A w to miejsce wstawił Rafała Murawskiego.

Zaskoczeniem nie powinna być obecność Marka Saganowskiego, który pokazał się z dobrej strony w meczu z Austrią (zaliczył asystę przy golu Rogera), mimo iż grał na nietypowej dla siebie pozycji - prawej pomocy. Tym razem "Sagan" zaczął mecz na szpicy. Na lewej obronie Beenhakker dał w końcu szansę Jakubowi Wawrzyniakowi.

Mniej zaskakujący był wyjściowy skład Chorwatów, chociaż pojawili się w nim niemal sami rezerwowi. Trener Chorwatów Slaven Bilić dał odpocząć aż siedmiu piłkarzom z podstawowej jedenastki. Na ławce rezerwowych usiedli m.in. Robert Kovač, Josip Simunić, Darijo Srna, Luka Modrić, Ivica Olić, a nawet bramkarz Stipe Pletikosa. Bilić mógł sobie pozwolić na taki luksus, bo
jego podopieczni awans do ćwierćfinału mieli zapewniony już po dwóch kolejkach, po wygranych z Austrią (1:0) i Niemcami (2:1).

A Polacy? Nawet grając przeciwko rezerwom - może poza pierwszymi 10 min - wyglądaliśmy źle. To my jako pierwsi stworzyliśmy dwie groźne sytuacje: najpierw szczupakiem w polu karnym rzucił się do piłki Jacek Krzynówek, ale zabrakło mu kilku centymetrów. Chwilę potem głową uderzał, niecelnie, Dudka. Serca nam zadrżały, gdy w podobnej sytuacji minimalnie spudłował

Hrvoje Vejić. Chwilę później uratował nas Boruc, najpierw broniąc w sytuacji sam na sam z Ivanem Klasniciem, a potem blokując dośrodkowanie Ivana Rakiticia.

Podopieczni Beenhakkera mieli kłopoty z utrzymaniem piłki. Mylił się Dudka. Zagubiony był Murawski, w żółwim tempie zbierał się do podań i wślizgów (kolejna żółta kartka) Lewandowski, a Krzynówek znów potykał się o piłkę i własne nogi. Bezradny był Roger.

Najjaśniejszym punktem polskiej drużyny był znów Boruc, który uratował nas w tym turnieju przed kompromitacją. 10 mln funtów - taka była jego cena przed pierwszym meczem Euro. Wydawało się, że lekko przesadzona, ale dziś za taką kwotę Celtic z pewnością go nigdzie nie puści.

Boruc w końcu jednak skapitulował. Po przerwie na boisko wszedł Adam Kokoszka. To m.in. po błędzie obrońcy Wisły Kraków Boruca pokonał Klasnić, zawodnik, który kilkanaście tygodni temu wstał ze szpitalnego łoża po transplantacji nerki.

Nam nie pomogło wpuszczenie Smolarka ani Zahorskiego (zmarnował 100-procentową okazję w ostatnich minutach). A Chorwaci czuli się coraz pewniej. Wymieniali między sobą po kilkanaście podań. Polacy zaś biegali bez ładu i składu.

Na trybunach stadionu w Klagenfurcie fani znad Wisły po raz pierwszy w tych mistrzostwach byli w mniejszości (mniej więcej w stosunku 10 tys. Polaków do 20 tys. Chorwatów), chociaż jeszcze kilka minut przed pierwszym gwizdkiem można było kupić bilet.

Oczywiście od koników, którzy stali niemal na każdym kroku. Ceny spadały z każdą godziną. Gdy dotarliśmy pod stadion około południa, za jedną wejściówkę żądano 300 euro, dwie godziny przed spotkaniem już o 100 euro mniej, a tuż przed rozpoczęciem meczu nawet poniżej setki. Sprzedawali głównie Polacy, ale Chorwaci woleli trzymać pieniądze na ćwierćfinały i oglądać spotkanie na telebimach w fan zonach lub klagenfurckich knajpach. Od samego rana na ulicach tego 90-tysięcznego miasta dominowały biało-czerwone barwy chorwackich szachownic.

Hasła "Gramy u siebie, Polacy gramy u siebie!", które można było usłyszeć gdzieniegdzie, odbierane były raczej jako żart. - Na ulicach na dziesięciu kibiców, dziewięciu przyjechało z Zagrzebia i innych miast chorwackich - powiedział "Polsce" rzecznik prasowy polskiej policji w Austrii Paweł Międlar.

- Jest bardzo spokojnie, nie mamy prawie nic do roboty - dodał. Tym razem służby porządkowe miały znacznie mniej pracy niż przed pierwszym meczem podopiecznych Beenhakkera z Niemcami.

Kibice obu drużyn byli do siebie przyjaźnie nastawieni, pozdrawiali się wzajemnie, wymieniali uprzejmości, od czasu do czasu stoczyli "bój" na przyśpiewki. Czasem jednoczyli się i skandowali razem: "Auf wiedersehen, auf wiedersehen, Deutschland!" (Niemcy, do widzenia!). Życzenie to nie spełniło się. Niemcy awansowali do ćwierćfinału.

Na jednym z sektorów zajmowanych przez polskich kibiców, którzy przybyli do Austrii z Wysp Brytyjskich, wisiała flaga z napisem "It's not over, until it's over" (to nie jest koniec, dopóki to nie koniec). Niestety, to jest już koniec naszego udziału w Euro. Można śmiało powiedzieć: byliśmy najsłabszą drużyną turnieju. Były przebłyski dobrej gry, ale bardzo nieliczne. Kończymy mistrzostwa z gorszym dorobkiem punktowym niż podczas mundialu w Korei i Japonii oraz Niemczech. W
tamtych turniejach udało nam się wygrać choć po jednym meczu. Tutaj nie potrafiliśmy pokonać nawet drużyny grającej w rezerwowym składzie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Polacy

+2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kibicka (gość)  •

Owszem, Artur jest wielki, boski, cudowny, śliczny, fenomenalny i wszystko, co najlepsze :)) Nie mam zamiaru obwiniac pozostałych graczy... Każdy ma inne zdanie do tego, jak grali. Ja już powiedziałam i mówię po raz kolejny-dla mnie Nasi zawsze będą najlepsi! Bez względu na wszystko!!! Dziękuję Im za emocje i za to, że mogłam ich oglądac w dobrych meczach. Nie mówię, że w najlepszych, bo wiem, że potrafią grac zdecydowanie lepiej, że stac Ich na więcej! Kocham Ich wszystkich.!!! Dziękuję...! :***********

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nic nie dzieje się samo z siebie

+2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

hwpo (gość)  •

Porażka jest konieczna, aby ludzie z PZPN zrozumieli wreszcie, że trzeba inwestowac w młodych piłkarzy. Skąd mamy brać utalentowanych piłkarzy skoro wciąż brakuje boisk do gry?! Talent rozwija się tylko wtedy, gdy się nad nim pracuje i doskonali. Inaczej umiera.

odpowiedzi (0)

skomentuj