Menu Region

Republika tlenku węgla

Republika tlenku węgla

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anna Gabińska, Robert Migdał

Prześlij Drukuj
Nie pojechali do Czadu na wojnę. Nawet nie wolno im strzelać, chyba że w obronie własnej. Mają tylko "stabilizować sytuację" w kraju pustoszonym przez rebeliantów, pełnym sudańskich uchodźców z krwawiącego Darfuru. Ale to misja równie niebezpieczna jak ta w Afganistanie - piszą Anna Gabińska i Robert Migdał, którzy towarzyszyli naszym żołnierzom podczas patroli i w ufortyfikowanej bazie.
Na drogę wybiegają śliczne ciemnoskóre dzieci. Wielkie oczy łypią białkami, rączki w wałeczkach niemowlęcego jeszcze tłuszczu, bose stopy głucho uderzają o spaloną słońcem ziemię. Biegną za wozami i machają, krzycząc "kadu" (prezent). Mały chłopiec, może trzylatek, mierzy w naszą stronę z plastikowego pistoletu. Uśmiechnięta dziewczynka wyciąga zza pleców nóż i pokazuje na swojej szyi gest "Poderżniemy wam gardło".

- To normalne tutaj, w Czadzie - macha ręką jeden z żołnierzy.
Nasi stacjonują w Iribie, kilkanaście kilometrów od granicy z Sudanem, w Bazie North Star (Gwiazda Północy). Robota jak robota, tyle że gorąco. Wstają o 5 rano, na dźwięk sygnałówki "Pobudka wstać, koniom wody dać?". To niby taki dowcip. Za godzinę jedni zmienią kolegów w budkach strażniczych na wałach okalających bazę: trzy godziny służby, sześć godzin odpoczynku - i tak w kółko przez 24 godziny. Inni wyjadą ochraniać konwoje z żywnością i wodą, w które organizacje humanitarne zaopatrują pobliskie obozy uchodźców z ogarniętego wojną domową sudańskiego Darfuru.

Mają na oku pięć takich obozów. W najmniejszym, kwadrans land-roverem od bazy, mieszka prawie 18 tysięcy uchodźców. W największym - Oure Cassoni - 26 tysięcy kobiet, dzieci i starców, którym spalono domy i wymordowano najbliższych.

- Staramy się zapewnić im bezpieczeństwo i możliwość przetrwania - sucho mówi płk Wojciech Kucharski, dowódca polskiego kontyngentu wojskowego w Czadzie.

Pogranicze pustoszą bandy rebeliantów. Podczas naszego pobytu kilkanaście kilometrów od bazy spalili trzy wioski, mordując 500 kobiet i dzieci. Kilka dni wcześniej ranny został brat lokalnego sułtana - napastnik dźgnął go nożem. Innego dnia wieczorem wartownik wypatrzył, jak dwóch 16-letnich czadyjskich wyrostków na koniach z karabinami bije i ciągnie w krzaki 12-latkę. Na szczęście właśnie były na patrolu dwa land-rovery z żołnierzami.

Zdarza się, że w pobliże polskiej bazy, w której stacjonuje 330 żołnierzy, podjeżdża 40 rebelianckich pick-upów, a w każdym 12 chłopa z kałachami i pokaźną kolekcją ręcznych granatników przeciwpancernych. Wtedy w bazie ogłaszany jest alarm, a rebelianci jeżdżą dookoła i strzelają. Na razie w powietrze. Nasi stoją i patrzą, broni mogą użyć tylko w obroni własnego życia.
Republika Tlenku Węgla - tak nazywają kraj, w którym przy-szło im służyć. Bo duszny pod każdym względem, nie tylko klimatu.

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się