Czerwone światło dla drogowców

    Czerwone światło dla drogowców

    Przemysław Gruz

    Polska

    Polska

    Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK

    Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK ©Bartek Syta

    Działania Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad generują straty dla budżetu. Tak można odczytać raport Najwyższej Izby Kontroli, który wykazał nieprawidłowości w funkcjonowaniu oddziałów GDDKiA. Kontrolerzy najwięcej zastrzeżeń mieli do łódzkiego oddziału drogowej dyrekcji.
    Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK

    Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK ©Bartek Syta

    Główne zarzuty dotyczyły faktu, że drogowcy planują remonty bez względu na prognozy ruchu i skutki dla kierowców, co przyczynia się powstawania korków. – W Polsce nie patrzy się na to, że korek to nie tylko utrudnienie dla kierowców, lecz także konkretne straty dla gospodarki – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adrian Furgalski, członek zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Korki kosztują nas około 2 proc. PKB rocznie, więc co, jak co, ale na pewno administracja państwowa nie powinna się przyczyniać do tego, że tych korków będzie więcej.

    Zarzuty dowodzą, że urzędnicy nie zdają sobie sprawy z tego, ile traci gospodarka. Korki na drogach to straty dla wzrostu gospodarczego. Powodują je nie tylko źle planowane remonty, lecz także decyzja o odroczeniu wprowadzenia elektronicznego systemu poboru opłat dla aut osobowych, który ułatwiłby utrzymanie sieci dróg.

    To opóźnienie Furgalski przedstawia, jako błąd systemowy. Kto, jak kto, ale to właśnie drogowcom powinno zależeć na tym, aby elektroniczny pobór opłat został wprowadzony jak najszybciej. Obecnie mamy do czynienia z faktem, że część autostrad pozostaje darmowa, co może cieszyć kierowców, ale w dłuższej perspektywie przekłada się to, na niższe środki na remonty.

    – To wiąże się z brakiem wpływów, które szacujemy corocznie na 800 mln zł, czyli sporo jednak udałoby się za te pieniądze wybudować czy wyremontować dróg krajowych i wybudować obwodnic na drogach krajowych – mówi Furgalski. - Dlatego jest to zła decyzja, ale ona tutaj jest nie do przeskoczenia. Do jesieni musimy poczekać na rozstrzygnięcie wyborów parlamentarnych. Mam nadzieję, bo jest taka możliwość, tu nas żadne prawo europejskie nie blokuje, że jednak wrócimy do tego, co obiecała Elżbieta Bieńkowska.

    Przypomnijmy, była wicepremier zadeklarowała, że przed odejściem do Brukseli, system będzie działał. Jej następczyni, Maria Wasiak zawiesiła jednak realizację tego pomysłu, co najmniej do listopada 2018 roku, tłumacząc to potrzebą rozpisania nowego przetargu na system obsługi. To dziwne, skoro rząd dysponuje sprawdzony już systemem ViaTOLL, który obsługuje pojazdy ciężarowe.

    Ekspert dodaje, że problemy ujawnione przez NIK oraz związane z opóźnieniem e-myta są wynikiem złej struktury organizacyjnej. Po połączeniu dwóch ministerstw resort infrastruktury i rozwoju jest tak duży, że nie jest w stanie skutecznie nadzorować m.in. GDDKiA i PKP PLK. W efekcie te dwie spółki mają dużą niezależność i same realizują politykę inwestycyjną, a to MIR powinien ją wyznaczać.

    – Resort infrastruktury powinien pilnować tego, w jaki sposób działają te urzędy, a nie interesować się nimi tylko w momencie albo prognozowania i przyjmowania dla nich budżetu, albo potem rozliczania z budżetu i wykonanych inwestycji – twierdzi Furgalski.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo