Menu Region

Kasia Nosowska robi skok w bok

Kasia Nosowska robi skok w bok

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Świrkowicz

Prześlij Drukuj
Polska muzyka coverem stoi. Nasi artyści coraz częściej biorą przykład ze współczesnych hollywoodzkich filmowców i zamiast obrabiać w pocie czoła własne pomysły, serwują publice kolejne remaki.
Najlepiej pozycji klasycznych: Kaczmarskiego, Młynarskiego, Grechuty, Osieckiej. Zagrane nowocześnie, ale broń Boże bez rewolucyjnych ingerencji. Tak w sam raz na elegancki bankiet albo obiad rodzinny.

W końcu, jak konstatuje Maciej Maleńczuk we wstępie do swej ostatniej płyty z coverami "Psychodancing" (w menu hity m.in. Młynarskiego, i Fogga): "Gość lepiej trawi, gdy muzyczki słucha".
A potem, o czym doskonale wiedzą choćby wirtuozi z Raz Dwa Trzy (creme de la creme polskich coverowców), wystarczy już tylko w spokoju ten proces trawienia kontemplować i liczyć kolejne złote płyty na koncie.

W piątek premiera nowego albumu Kasi Nosowskiej. Wokalistka Heya bierze na warsztat songi OsieckiejTeraz do grona rodzimych mistrzów covera (tych pospolitych, w rodzaju Stachursky'ego z jego tegoroczną płytą "Wspaniałe polskie przeboje", pozostawiamy na bocznicy) dołącza jedna z najciekawszych i najbardziej oryginalnych artystek na naszej scenie okołorockowej - Kasia Nosowska. Czołowa spadkobierczyni subtelnego pióra Agnieszki Osieckiej w ekspresowym tempie (nagrania rozpoczęły się niecały miesiąc temu) wypuściła na rynek własne wersje nieśmiertelnych songów swej lirycznej mentorki.

"Nosowska/Osiecka" (premiera w piątek) to najprzyjemniejszy w odbiorze, ale zarazem najbardziej konserwatywny album w błyskotliwej karierze wokalistki. Próżno szukać tu prowokacji, eksperymentów czy zaskakujących konceptów. Nastrojowe, retropopowe aranże Marcina Macuka (współtwórcy sukcesu poprzedniej znakomitej płyty Kasi "UniSexBlues") wdzięcznie kołyszą się w tle, wibrafon i delikatne dęciaki skutecznie pieszczą ucho, a charakterystyczny, nieco dziecinny, głos Nosowskiej świetnie komponuje się z takimi naiwno-miłosnymi perełkami, jak "Na całych jeziorach ty" czy "Na kulawej naszej barce".

Piosenkarka wraz z przygrywającym jej zespołem USB (czyli Uni Sex Blues) skaczą sobie od hitu do hitu. Serwują nam kowbojską wersję "Nim wstanie dzień" z polo-westernu "Prawo i pięść", żeby zaraz z dancingową gracją przerobić na tango "Uciekaj moje serce" czy zapuścić się w rejony knajpianej dekadencji w "Kokainie" albo "Urodzie", którą przed laty rozsławiła interpretacja Wandy Warskiej. I radzą sobie z tym wszystkim wyjątkowo sprawnie.

Nawet jeżeli od artystki tak utalentowanej jak Nosowska powinniśmy wymagać czegoś więcej niż przyjemnego, ale jednak półproduktu, wróżymy temu albumowi olbrzymi komercyjny sukces. Zwłaszcza że ścieżkę Osieckiej w ciągu ostatnich paru lat z powodzeniem przetarły takie tuzy rodzimej estrady, jak choćby zielonogórska supergrupa Raz Dwa Trzy ("Czy te oczy mogą kłamać" z sezonu 2002 - blisko 150 tys. sprzedanych egzemplarzy) czy smoothjazzowa wokalistka Anna Serafińska ze swoim albumem "Gadu Gadu" (2006).

A to bynajmniej nie koniec wspominkowej odysei naszych gwiazd. Już w najbliższy poniedziałek do sklepów trafi album "Silny Kazik Pod Wezwaniem", najnowszy wyrób Kazika Staszewskiego. Lider Kultu jest wyjątkowo zaprawiony w coverowych bojach: oprócz polskich hitów ma na rozkładzie m.in. Toma Waitsa czy Iggy'ego Popa. Teraz wraca na rodzime podwórko i bierze się za bary z hitami Silnej Grupy Pod Wezwaniem, która biła rekordy popularności w latach 60.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się