Menu Region

Bagdadzka ulica rozmawia dziś tylko o polityce

Bagdadzka ulica rozmawia dziś tylko o polityce

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Deborah Haynes "The Times"

Prześlij Drukuj
Za czasów Saddama Husajna Irakijczycy nie wiedzieli, jak politycy podejmują decyzje. Dziś przekonują się o tym, jak wygląda demokracja w działaniu. Pilnie słuchają i obserwują dyskusje nad paktem bezpieczeństwa.
Bagdad. W kawiarni siedzi czterech mężczyzn. Grają w karty i rozmawiają o jednym. Podobnie jak klientki pobliskiego fryzjera i pasażerowie miejskich taksówek.

W całym kraju ludzie nasłuchują radia i wpatrują się w ekrany telewizorów. Powód? Gorąca debata w parlamencie na temat przyjęcia zawartego przez rząd porozumienia o zapewnieniu krajowi bezpieczeństwa i statusie sił wojskowych USA w Iraku (SOFA).

Dla wielu to nowe doświadczenie. Za Husajna nie było transmisji z obrad Zgromadzenia Narodowego. Nikt nie wiedział, jak podejmowano decyzje. Od czasu obalenia dyktatora niewielu wykazywało zainteresowanie poczynaniami polityków. Inni patrzyli, ale tylko po to, by z rozbawieniem przekonywać się, jak dorośli mężczyźni i kobiety kłócą się, krzyczą na siebie, walą z wściekłości w stół czy niemal okładają wzajemnie pięściami.

Kraj czeka, by zobaczyć, jak zagłosuje 275-osobowe Zgromadzenie Narodowe. Głosowanie dziś. Jeśli pakt przejdzie, wojska amerykańskie pozostaną w Iraku do końca 2011 r. Tasując karty, 48-letni Hussein Abid Hussein zerka od czasu do czasu na telewizyjną relację z przebiegu dyskusji.

- To zdrowy sygnał. Przed inwazją nie mogliśmy śledzić walk w parlamencie. Liczyła się tylko jedna opinia - mówi dziennikowi "The Times", nawiązując do rządów Husajna.

Jego dwaj siedzący przy stoliku przyjaciele przytakują, kiwając głowami. - Po raz pierwszy śledzę debatę parlamentarną. Ale i tak nie rozumiem, o co chodzi w tym pakcie i co znaczy on dla mnie, zwykłego człowieka - mówi 57-letni Mothar Jasheed Khalaf.

Starszy odeń o osiem lat Habib Adel jest jedynym w tym gronie, którego nie interesuje wypracowane przez Waszyngton i Bagdad porozumienie o statusie sił USA w Iraku. - Nie oglądałem dyskusji. Mam ją tak naprawdę w nosie. Najlepiej nic nie gadać - mówi.
Tłum. Zbigniew Mach

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się