Menu Region

Wiktor Świetlik: Rosja? Łukoil? Nie słyszeliśmy

Wiktor Świetlik: Rosja? Łukoil? Nie słyszeliśmy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Publicysta

Prześlij Drukuj
Ciekawie rozwinęła się dyskusja wywołana strzałami, które padły w pobliżu prezydentów polskiego i gruzińskiego w Gruzji w niedzielę. Z każdym dniem coraz więcej możemy przeczytać o Lechu Kaczyńskim, a coraz mniej o Gruzji i wciąż okupujących ją Rosjanach.
"To jest pustka. Pustka, proszę pana. Nic!" - mówił pamiętny inżynier Mamoń w "Rejsie", i tak można opisać większość politycznych i medialnych reakcji.

Jest jak w sondażach - mniej więcej trzy czwarte krytykuje Lecha Kaczyńskiego, pozostała ćwiartka go chwali. Marszałek Komorowski i Zbigniew Girzyński wczoraj ścigali się w tym, kto kogo bardziej obrazi. Donald Tusk i minister Sikorski nie raczyli nawet wykonać kurtuazyjnego telefonu do pałacu prezydenckiego z krótkim pytaniem, "czy wszystko ok", co jest dobrym świadectwem "nowego klimatu" i powrotu do dobrych obyczajów, który Platforma funduje polskiej polityce.
Sam prezydent z kolei już wie, kim są jego krytycy - to "lobby rosyjskie". Następny krok to już tylko chyba stwierdzenie, że lobby rosyjskim są ci wszyscy, którzy nie chcą głosować na Lecha Kaczyńskiego.

Reszta polityków i komentatorów zamieniła się w specjalistów od uzbrojenia, formowania konwojów i zabezpieczenia. A fakt, że Rosjanie ostentacyjnie łamią dopiero co podpisane przez siebie porozumienie, stał się wtórny, a właściwie przestał istnieć.

Trudno jakoś szczególnie pochwalać prezydencką eskapadę w towarzystwie Micheila Saakaszwilego, który nie po raz pierwszy dowiódł, że polityk gruziński - nawet wychowany na najlepszych zachodnich uczelniach - zawsze zachowuje kaukaską zadziorność. Choć dałbym sobie rękę uciąć, że gdyby autorem podobnej wyprawy był Donald Tusk, to ci sami komentatorzy, którzy dziś niepokoją się nieodpowiedzialnością głowy ich państwa, rozpływaliby się nad kozactwem i dzielnością premiera.

Zresztą trudno mieć do kogoś pretensje, że nie lubi Lecha Kaczyńskiego, więc i jest dla niego mało wyrozumiały. Ale i ci krytycy, nawet najbardziej zapiekli, mogliby zacząć dostrzegać, że Polska ma także inne problemy ulokowane poza pałacem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Europejskie nieśmiałe grożenie małym paluszkiem nie wzruszyło Rosjan, którzy metodą faktów dokonanych anektują nowe regiony. Analityk włoskiego potentata bankowego UniCredit stworzył grunt pod wrogie przejęcie polskiej Grupy Lotos. Przyczyny nieznane, ale jeden z zainteresowanych Lotosem jest znany. To rosyjski Łukoil.

A my wciąż zajmujemy się dociekaniami, które, biorąc pod uwagę grozę tych sytuacji, przypominają słowa piosenki Jacka Kleyffa: "Chmurka się przejęzyczyła, jaja nie do wytrzymania".

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się