Menu Region

Mira Suchodolska: Odsiadują wyrok do pełnoletności

Mira Suchodolska: Odsiadują wyrok do pełnoletności

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mira Suchodolska, redaktor Magazynu

Prześlij Drukuj
30 tysięcy dzieci odsiaduje dziś wyrok za niewinność w domach dziecka i pogotowiach opiekuńczych.
Nie wyjdą aż do pełnoletności. Są bite (30 proc), gwałcone (10 proc), okradane (70 proc.) przez współtowarzyszy niedoli i personel. To nie kolejna adaptacja dick-ensowskiego "Oliviera Twista", a wyniki badań nad wiktymizacją pensjonariuszy biduli, które ogłosiła Fundacja Dzieci Niczyje. W tym kontekście na wieść, że rząd przygotowuje przepisy, które mają doprowadzić do wyeliminowania z polskiego krajobrazu tego typu placówek, ludzie mający w sobie ciut rozumu i empatii powinni paść na kolana i zaśpiewać "hosanna".

Gdyby nie jeden fakt - zakończenie tej operacji przewidziano dopiero na 2020 rok. Tymczasem każdy miesiąc funkcjonowania sierocińców to kolejne rzesze krzywdzonych dzieci - rocznie trafia tam ok.
5 tysięcy nowych skazańców. I kolejne tysiące niedostosowanych społecznie dorosłych. Badania mówią jasno: wychowankowie domów dziecka są gorzej wykształceni, częściej niż inni wchodzą w konflikt z prawem, nie potrafią sobie ułożyć życia, są agresywni w stosunku do swoich dzieci, które częściej niż przeciętna stają się beneficjentami opieki społecznej. Dlaczego ten horror ma trwać kolejnych 11 lat? W imię czego?

Wiem, że rodzin zastępczych, które miałyby przejąć opiekę nad dziećmi, którymi bliscy opiekować się nie chcą lub nie mogą, jest mało i brak chętnych do opieki nad kolejnymi sierotami. Wystarczy jednak zastępcze rodzicielstwo potraktować jako zawód i godziwie takim ludziom płacić, zamiast żądać od nich, by poświęcali się dla idei. Trzeba i można zrobić to natychmiast! Wyjdzie taniej niż utrzymywanie pełnych personelu biduli.

Natychmiast można też wydać odpowiednie instrukcje pracownikom opieki społecznej, którzy są dziś główną siłą utrwalania patologii w rodzinie i produkcji nowych społecznych sierot. Wytłumaczyć, że ich praca nie polega na rozdawaniu zasiłku, który i tak idzie potem na wódkę. Powinni zaproponować dysfunkcyjnej rodzinie terapię odwykową, zatrudnienie, pomoc psychoterapeutyczną. Rok codziennej pracy terapeutycznej pozwala połowie takich rodzin wrócić do normalności i wychowywać swoje dzieci. Drugiej połowie trzeba odebrać prawa rodzicielskie i przeznaczyć dzieci do adopcji. Zaraz po zakończeniu próby, nie czekając latami, jak to się dzieje dziś.

To prawda, że placówki instytucjonalne nie znikną całkiem z powierzchni ziemi. Nawet w Wielkiej Brytanii czy Norwegii, krajach, które najlepiej rozwiązały sprawę zastępczej opieki nad dziećmi, istnieją domy, dla tych starszych, zbyt zaburzonych, które zagrażają innym lub sobie. Ale to margines. Aby uratować resztę, nie trzeba nawet wielkich rewolucji. Wystarczy zmienić myślenie i powiedzieć dość: dom dziecka to nie jest żaden dom.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się