Menu Region

Muniek: Jak w Orwellu

Muniek: Jak w Orwellu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Grzegorz Łabędziewski

1Komentarz Prześlij Drukuj
Metroseksualizm jest dla niego modą, zwykłym naśladownictwem, fabryką, w której ktoś próbuje zarobić pieniądze. Kilka razy padał na pysk, ale pomogły mu książki: Dostojewski, Gombrowicz i Biblia. O mężczyznach, kobietach i metroseksualnych z Muńkiem Staszczykiem rozmawia Grzegorz Łabędziewski.
Choć gadżet - słynne okulary - jest nierozerwalnie związany z jego wizerunkiem, nie należy do gadżeciarzy. Zresztą specjalnie dla "Męskiej Rzeczy" je zdjął. Od tego zaczęła się nasza rozmowa.

Idąc ulicą, spotykasz ludzi. Masz czasami problem z rozpoznaniem, czy widzisz mężczyznę, czy kobietę?
Nie, nie spotkałem się z taką sytuacją. Może dlatego, że kompletnie na to nie zwracam uwagi.
Nie mam też takich znajomych. Wielokrotnie jednak dostawałem sygnały od znanych mi kobiet, że jest taka grupa facetów - przesadnie dbających o siebie, depilujących włosy, przepięknych i pachnących. Myśląc w tych kategoriach, ja nie dbam o siebie. Ale nie przeszkadza mi to. Jestem takim gościem, który najchętniej poszedłby do jednego wielkiego sklepu raz na dwa lata i kupiłby wszystko: od skarpetek po kurtkę. "Metroseksualny gość musi gdzieś wydać pieniądze na fryzjera, kosmetyki czy żel"

Faceci zaczynają się stroić, kobiety wchodzą do biznesu...Zmiana ról?

Chyba nie. Dzisiaj są po prostu inne czasy. Wcześniej panował PRL-owski model rodziny, w którym kobieta siedziała w domu, robiła obiady i wychowywała dzieci. Ludzie ukrywali swoją seksualność, preferencje, a przecież i wtedy byli geje, były lesbijki. Tylko się nie ujawniali, żyli w bardzo hermetycznych środowiskach. Dzisiaj o wszystkim się mówi, żyje się w końcu normalnie. I to jest fajne. Lansuje się też silny model kobiety, takiej modliszki z korporacji - niezależnej bizneswoman. To zarazem świetna matka, kochanka i nie wiadomo co jeszcze. Myślę, że to wynika z odreagowania przeszłości, że teraz w końcu kobiety mogą wszystko.

No tak, ale przecież mężczyzna też może wszystko...Będą się przepychać?
Według mnie najważniejsza, tak jak w naturze, jest równowaga. Chodzi o partnerstwo. Moje małżeństwo dlatego od dawna ma się dobrze, że jesteśmy z żoną prawdziwymi partnerami. W jakiś sposób niezależni, ale nie w karierach, lecz w swoim kosmosie. Te kosmosy się stykają i tak powstaje partnerstwo. To pozwala utrzymać każdy związek. Bez dominacji, z szacunkiem dla drugiego człowieka. Nie musisz pisać żadnych katechizmów z niezależności czy z metroseksualności. To się dzieje samo.

A co do metroseksualizmu...
Ja jestem za wolnością. To, że facet nad wyraz o siebie dba, jest jego sprawą i ja to szanuję. Nie podoba mi się tylko, że niektóre wzorce postępowania tworzą się na potrzeby jakiejś mody. To jest dla mnie śmieszne. Bo moda jest zwykłym naśladownictwem, ludzie idą za nią jak owce. Poza tym często bywa tak, że ona powstaje na życzenie określonych grup biznesowych. Bo przecież ten metroseksulany gość musi gdzieś wydać pieniądze na fryzjera, kosmetyki czy żel. Tak powstają pomysły, w jaki sposób sprzedać jak najwięcej towaru. My nawet nie wiemy, o czym rozmawia się w korporacyjnych gabinetach, jaka jest strategia marketingowa tych wszystkich działań. Żyjemy w takim lajtowym Orwellu.

1 3 »