Menu Region

Bez pół litra nie rozbieriosz

Bez pół litra nie rozbieriosz

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Konrad Dulkowski

Prześlij Drukuj
O trudnych relacjach polsko-rosyjskich, hipokryzji w dyplomacji i o tym, dlaczego czasy zimnej wojny były bardziej moralne, w rozmowie z Konradem Dulkowskim mówi Krystyna Kurczab-Redlich.
I kochamy, i nienawidzimy. Takie uczucia wzbudza w nas Rosja. Straszą nas imperialne zapędy Putina, ale jednocześnie z księgarń znikają książki współczesnych rosyjskich pisarzy, rosyjskie zespoły dają koncerty przyciągające tłumy, a trwający właśnie festiwal filmów rosyjskich podwoił od ubiegłorocznej edycji liczbę seansów, bo zainteresowanie jest tak duże.
Zawsze tak było, że uwielbialiśmy Okudżawę i Wysockiego, a opowiadaliśmy wredne dowcipy o Breżniewie.
Mnie też zarzucano, że jestem rusofobem, tymczasem ja nie krytykuję Rosjan, tylko ich władzę, czyli Kreml, a to nie to samo. Tak jest z Polakami: Rosja nas pociąga, bo z jednej strony jest państwem zamkniętym, nieznanym, a z drugiej - Rosjanie są nam bliscy. U nich podobnie się zasiada do stołu, inaczej niż na Zachodzie. We Francji dadzą jednego rogalika i kawę, a Polak czy Rosjanin suto ugości i postawi butelkę. Więc nam łatwiej się z Rosja-nami porozumieć. Ale tylko pozornie, bo jest to porozumie-nie dość płytkie. Jesteśmy z innych planet.

Dzieli nas historia i podsta-wowa sprawa: oni uciskali, a my byliśmy uciskani.
I jeszcze to, że tak niewiele o sobie nawzajem wiemy. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Rosji w 1987 roku, usłyszałam, że Polacy to nie patrioci, bo poddali Polskę Niemcom, nie walczyli, nie było żadnego wojska polskiego. I tak wciąż się często dzieje, kiedy Polacy jadą do Rosji. Wszystko jest dobrze, dopóki pijemy z nimi wódkę, zachwycamy się ich kulturą. Ale zejdźmy na politykę i awantura gotowa. Wystarczy powiedzieć, że pradziadek umarł na Syberii zesłany po powstaniu styczniowym. "A co to za powstanie?" - pytają, bo często nie wiedzą. "Przeciwko carowi". "No to bardzo dobrze, że was zesłali, nie trzeba się było przeciwko carowi buntować!".

Tam, gdzie buzują emocje, trudno dyskutować. My też niechętnie przyjmujemy do wiadomości te historyczne fakty, gdzie Polacy nie wypadają na rycerzy bez skazy. Ale fakty są faktami i oni też powinni przełknąć gorzką pigułkę, jaką był np. pakt Ribbentrop-Mołotow.
Usiłowałam o nim porozmawiać z pewnym wojskowym, inteligentnym człowiekiem, przekonywałam go, że przecież istnieją dokumenty. A on odpowiada: wszystkie dokumenty można podrobić. I - zgodnie z tym - na każdej stacji metra można kupić takie książki jak "Anty-rosyjska podłość", gdzie autor Jurij Muchin dowodzi, iż pakt Ribbentrop-Mołotow to fałszywka. I że Polacy to idioci, tchórze, podłe świnie. Bo np. reanimują sfałszowaną historię Katynia, żeby wyciągnąć od Rosji odszkodowanie.

Tak łatwo jest tam otumanić ludzi prymitywną propagandą?
Ludzie wierzą w to, co słyszą, poza oczywiście wąską grupą inteligencji. A w Rosji nie ma i praktycznie nie było nigdy wolności słowa. Z wyjątkiem lat gorbaczowskiej pierestrojki i okresu władzy Jelcyna. Wtedy zaczęto mówić o białych plamach w historii. Skończyło się, gdy Jelcyn oddał władzę Putinowi. Dzisiaj 80 proc. Rosjan czerpie wiedzę o świecie z telewizji, która jest kontrolowana przez Kreml. Informację zastąpiła propaganda. W czasie rosyjskiego embarga na polskie mięso rosyjska telewizja pokazywała tylko zdjęcia zgniłych wędlin z polskiego Constaru. Przekaz był jasny: Polacy chcieli nas otruć zgniłym mięsem! Kiedy po dłuższym milczeniu odezwałam się do przyjaciółki w Moskwie, usłyszałam: "Już myślałam, że i ty nas tak nienawidzisz, jak mówią w telewizji".

1 3 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się