Menu Region

Dopingowi detektywi idą na cichą wojnę

Dopingowi detektywi idą na cichą wojnę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski

Prześlij Drukuj
Jesienią tego roku wpadło już na dopingu cztery razy więcej polskich sportowców niż w tym samym okresie w 2007 r. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy na braniu niedozwolonych środków przyłapywanych jest czterech zawodników miesięcznie.
To prawie jeden w tygodniu. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to przyszły rok może być rekordowy.

Kontrolerzy nie mają litości dla oszustów. Nagle zaczęli pojawiać się dosłownie wszędzie. Od września ekipy tropiące koksiarzy wkraczały do akcji 74 razy. Zrobiły prawie pół tysiąca testów. To jednak tylko połowa sukcesu, druga jest zazdrośnie strzeżona w małym pokoiku na warszawskim Torwarze. Od kilku miesięcy rezyduje w nim nowy szef dopingowych detektywów - Paweł Zach, kierujący Biurem Zarządzania Badaniami w Komisji do spraw Zwalczania Dopingu w Sporcie.


Jak na śledczego przystało jest oszczędny w słowach, powściągliwy, długo waży każde zdanie.
- Nie jestem szczęśliwy z tego powodu, że w ciągu dwóch miesięcy złapaliśmy aż ośmiu zawodników. Wolałbym, żeby sport był czystszy - mówi spokojnie. - To raczej sygnał do środowiska: oszuści powinni poczuć strach i przestać wierzyć, że można się gdzieś schować - dodaje i zaznacza, że nagły wzrost wpadek może się zatrzymać, gdy zawodnicy zorientują się, że są pod czujnym okiem.

Gabinet na Torwarze jest takim małym biurem detektywistycznym, a Komisja stara się dobrać do skóry nieuczciwym zawodnikom na różne sposoby. Zwiększono jednak znacznie liczbę kontroli poza imprezami. Pracownicy z probówkami coraz częściej pukają do drzwi klubów, na zwykłych treningach.

Oszuści zdawali sobie bowiem sprawę, że najczęściej grozi im badanie na obozach kadry i dużych zawodach. Starali się więc oczyścić organizmy już wcześniej. Zaostrzono ponadto kontrole w tzw. grupie wysokiego ryzyka (kulturystyka, podnoszenie ciężarów, rugby, kolarstwo, hokej na lodzie, zapasy).

Nie powinni spać spokojnie także zawodnicy w klubach, w których często dochodzi do przypadków stosowania zabronionego wspomagania. - Staramy się zbadać środowisko wokół sportowca, który wpadnie. Oni nie żyją w próżni, ktoś im te środki dał, często spotykali się z ogólnym przyzwoleniem - dodaje Zach i odbiera telefon od kolejnej grupy kontrolerów. - Wieczorem dostaniecie zlecenie na weekend - rzuca krótko do słuchawki.

Jego koledzy za granicą mają lepsze narzędzia do śledzenia sportowców. Jednym z nich jest system ADAMS wprowadzony przez Światową Agencję Antydopingową. To program, w którym wybrani sportowcy muszą dokładnie wpisywać gdzie, o której godzinie i jak długo trenują, śpią, odpoczywają. Polskie biuro posługuje się własnymi metodami.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się