Menu Region

Radykalne ambicje lidera związku Sierpień'80

Radykalne ambicje lidera związku Sierpień'80

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Beata Sypuła

6Komentarzy Prześlij Drukuj
Rząd się nie ugnie? To się złamie - mówi Bogusław Ziętek, lider Wolnego Związku Zawodowego Sierpień 80, miłośnik Hugo Chaveza, prezydenta Wenezueli.
Pogromca dyrektorów nie tylko śląskich firm, postanowił teraz udzielić lekcji pokory Donaldowi Tuskowi przy pomocy przywódców innych central związkowych. Jeśli tego dokona, zasiądzie w poselskich ławach, bo o to gra Ziętek.

Po trzech dniach okupacji stołecznego biura poselskiego Tuska Ziętek dopiął swego: znów było o nim głośno.

- Anarchiści, trockiści, lewacy - tak o Sierpniu 80 mówi ekonomista, prof.
Andrzej Barczak. Ale Ziętek się nie obraża. W radykalizmie podobny jest do nieżyjącego już współzałożyciela związku i Polskiej Partii Pracy, Daniela Podrzyckiego. Po jego śmierci w wypadku samochodowym Ziętek przesiadł się na fotel lidera.

Jego taktyka walki jest prosta: zawsze wchodzi w niszę przez kogoś pozostawioną. Stanął Budryk, bo Ziętek nie zaakceptował porozumień płacowych zawartych przez inne związki. Wywołał pierwszy strajk w polskim hipermarkecie, w tyskim Tesco, gdzie inne związki nie miały wstępu. Kolegów z konkurencyjnych związków nazywa "solidaruchami", a z OPZZ "komuchami".

O Centrum Dialogu Społecznego mówi Centrum Monologu Władzy. O kapitalistach - że nie chce ich wieszać, tylko obedrzeć ze skóry...

Szczyci się tym, że jego związek i Polska Partia Pracy to lewica, która wyrosła na niekomunistycznych korzeniach. Kto go zlekceważy i potraktuje jak głupawego watażkę związkowego, ten przegra. Nie jest krzykaczem, dlatego zaskakuje przeciwników. Zawsze w garniturze, nigdy nie podnosi głosu, zadaje precyzyjne ciosy.

Średnie wykształcenie techniczne, dobry język, bogate słownictwo, stalowe nerwy, nieprzemakalność na argumenty innych - to jedna z wielu twarzy Ziętka. Nauczył się też licznych sztuczek PR, a dla strajku w Budryku uzyskał nawet poparcie słynnego reżysera brytyjskiego Kena Loacha.



Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

tak trzymać

+10 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pyter (gość)  •

Sierpień 80 i Polska Partia Pracy to jedyna realna opozycja w tym kraju, gdzie mamy wybór miedzy dżumą - PiS i cholerą - PO, a tzw. lewica już dawno temu się zeszmaciła. Panie Zietek, tak trzymać!

odpowiedzi (0)

skomentuj

Działacz

+11 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jermar2 (gość)  •

Powiem krótko: to jest dobry działacz na ustrój, który mamy od roku a którego mottem jest - "by żyło się lepiej bogatym".

odpowiedzi (0)

skomentuj

kolejny cwaniaczek

+8 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ja (gość)  •

który po grzbietach pracowników, bez względu na koszty, chce wjechać na szczyt i zrobić karierę. Niestety, związkowcy w przeważającej większości tacy już są. Cynizm i populizm to ich znak firmowy.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Po stronie związków zawodowych

+9 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

WWW (gość)  •

Wraz z nastaniem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej (zwanej także Tuskmenistanem) polskie związki zawodowe zmuszone były przypomnieć sobie cele, do jakich zostały powołane. Uśpione, pogrążone dotychczas w marazmie i bezradności, stale biurokratyzujące się i niebojowe nagle zabrały się do pracy. Oczywiście wynika to z określonych okoliczności, z których bezwzględnie najważniejszą, jest świadomość szeregowych związkowców. To właśnie ona bowiem została ostatnimi czasy mocno pobudzona „cudem gospodarczym” i „gigantycznymi podwyżkami”, a właściwie nie tyle samymi tymi zjawiskami, co dysonansem pomiędzy rzeczywistością medialną, której były one sednem; a rzeczywistością realną, w której występują one w ilościach ujemnych. Na związkowych liderów zaś (zwłaszcza tego średniego szczebla) to jest jedyny sposób.
Dopóki nie poczują oni na plecach oddechu wściekłej załogi rzadko wykazują gotowość do zrobienia jakiegoś zamieszania, koniecznego często, dla obrony pracowniczych praw. W Polsce podminowali oni swój autorytet na tyle poważnie, że mogliśmy w ostatnich latach zaobserwować serię tzw. dzikich strajków, do których związki zawodowe później – często z niemałym trudem – się przyłączały. Dziś mają pewną okazję się zrehabilitować, ale nie wygląda na to, by liderzy (zwłaszcza średniego szczebla) byli tym przesadnie zainteresowani. Niemniej jednak zabrali się do poważnej roboty i to można im zapisać w pewnym sensie na plus. Teraz wypada uważnie obserwować, czy nie zechcą czasem zrejterować z pola walki przy pierwszej lepszej okazji, gdy pracodawcy i rząd rzucą jakiś ochłap. Zresztą jak na razie sytuacja jest rozwojowa – determinacja pracowników jest olbrzymia.

Naturalnie, wydarzenia ostatnich kilku miesięcy – nasilenie i rozszerzanie się protestów pracowniczych na coraz więcej grup zawodowych – sprowokowały niespotykaną dotąd falę cynicznych ataków na związki zawodowe. Zwłaszcza działacze związkowi stali się obiektem bezprecedensowych, obraźliwych, szyderczych, sarkastycznych, urągliwych, gorzkich i złośliwych - acz przy tym wszystkim mało wyrafinowanych - kpin. W takich wypadkach, nawet najgorsi przewodniczący zasługują na obronę. Niezależnie od krytyki na jaką ten czy inny działacz zasługuje, cała lewica ma obowiązek bronić związków zawodowych przed tymi bezpardonowymi atakami. Są one (związki, nie ataki!) instytucjonalną reprezentacją klasy pracowniczej! Pomimo, iż niektórzy mogą mieć uzasadnione zastrzeżenia do przewodniczącego X czy przewodniczącej Y, nie wolno włączać się w prawicowy młyn propagandowy i jednoczyć się z frontem kapitału. Wielu lewicowych aktywistów tego nie zrozumiało i popełnia fatalny błąd polityczny.


A związkowcom radziłbym – jeśli wolno – tak: strajkować, strajkować i nie popuszczać! Nie słuchajcie bredni o tym, że nie ma pieniędzy. Jak są na Irak, Afganistan i Czad, to dla Was też się znajdą. Nie oglądajcie się na media, które piszą, że trzeba Was przerobić na konserwy – Wy to zrobicie z nimi, jak przejmiecie kiedyś władzę. Nie żałujcie sobie zażądać nawet 500% podwyżki – i tak dadzą Wam mniej. Żądajcie nawet niemożliwego, by od wroga wyrwać cokolwiek. I nie miejcie litości, pracodawcy i rząd jej nie mają i przy pierwszej lepszej okazji zechcą Was zniszczyć, bez skrupułów.

odpowiedzi (0)

skomentuj