Menu Region

Igor Zalewski: Król jechał pod prąd

Igor Zalewski: Król jechał pod prąd

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Pulicysta "Polski"

Prześlij Drukuj
Afroamerykanie mimo wysiłków kolejnych administracji nadal politycznie, społecznie i ekonomicznie odstają od krajowej średniej. Rosnący w siłę Latynosi nie są tak podatni na rozmaite patologie, a Azjaci są przerażająco pracowici.
Raz na jakiś czas trafia się w autobusie czy tramwaju osobnik nadpobudliwy - albo podpity, albo mający niezbyt równo pod sufitem - który wykonuje swego rodzaju komunikacyjny one man show.

No i wczoraj wpadłem na takiego w tramwaju linii 18 w Warszawie. Starszawego faceta roznosiła energia, co wyrażało się w ten sposób, że nieustannie ustępował miejsca kobietom. Jak tylko ustąpił, perorując na temat swej znajomości płci słabej, biegł zaraz na następny fotelik, ale nie mógł w nim usiedzieć, więc dybał na kolejną panią, by znowu z gracją ustąpić jej miejsca.

Trajkotał przy tym jak najęty. Niby był kulturalny, wręcz wylewnie szarmancki, ale w każdej chwili mogło w nim coś eksplodować - bo z czachy ewidentnie mu dymiło. Każda obdarowana przezeń siedzeniem pasażerka przyjmowała prezent z lekkim strachem w oczach, nie mając pewności, czy to aby nie preludium do ekshibicjonizmu albo napadu rabunkowego.

I wtedy nasz dziadunio zobaczył Murzyna. Ów stał z teczuszką w ręku i nieustannie majdrował coś w telefonie komórkowym, ale nie uchroniło go to od wylewnych gratulacji. Nadpobudliwy pasażer gratulował mu rzecz jasna zwycięstwa Baracka Obamy, acz - głowę daję - ciemnoskóry wirtuoz telefonicznej klawiatury miał z USA tyle wspólnego, ile ja z Burbonami.

Tramwajowy showman wykonał kilka kursów po wagonie, informując wszystkich, jakim to fantastycznym gościem jest nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, a ilekroć przechodził obok Afrykanina (bo raczej stamtąd pochodził obiekt jego ekscytacji), energicznie go obklepywał i obściskiwał, mniej więcej tak, jak kiedyś Aleksander Kwaśniewskie Leonida Kuczmę.

W końcu Murzyn miał już serdecznie dość tych gratulacji, podobnie jak większość pasażerów, którzy w skrytości ducha marzyli, by w tramwaju pojawił się niczym deus ex machina Lech Kaczyński i dziarskim "Spieprzaj dziadu!" zakończył ten kłopotliwy spektakl.

Na szczęście energiczny starszy pan w końcu wysiadł z wagonu, przy okazji wyjaśniając, skąd u niego tak niezwykła sympatia dla Obamy. "Widać, że nie jest Żydem!" - rzucił na do widzenia. Pożegnało go wielkie westchnienie ulgi i czyjaś uwaga: "A więc to nie pijak, tylko wariat."
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się