Menu Region

Kariera klakiera

Kariera klakiera

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dominika Kwiek

Prześlij Drukuj
O tym, w jakich programach najlepiej płacą klakierom i dlaczego porządny statysta nosi ze sobą do studia poduszkę.
To była ciekawość plus racjonalizm, bo studentce, takiej jak ja, przyda się każdy grosz. Czemu więc nie połączyć przyjemnego z pożytecznym - pobawić się w klakiera, podpatrzeć, jak się robi telewizję od kuchni, a jednocześnie zarobić trochę na kosztowne studenckie życie? Okazja nadarzyła się szybciej, niż przypuszczałam. Zajadałam popcorn, tępo wpatrując się w ekran telewizora, kiedy na dole pojawiło się: "Wpadnij do Szymona".
Wysłałam SMS, choć nie robiłam sobie wielkich nadziei. O dziwo, na drugi dzień zadzwonili: "Nagranie w czwartek, godz. 15. Można zabrać osoby towarzyszące". Zawyłam z zachwytu, oto zaczyna się moja kariera klakiera.


Pierwszy program



Do studia dojeżdżamy podstawionym pod Pałacem Kultury i Nauki transportem. Jestem zdziwiona, bo klakierów uzbierały się dwa pełne autobusy. Siadam obok pulchnej brunetki z długimi włosami. To Małgorzata Czarnecka, 35 lat, studentka. Na swoje pierwsze nagranie poszła, gdy straciła pracę. Dzisiaj statystowanie w programach rozrywkowych jest jej głównym źródłem utrzymania.
- Nie da się z tego wyżyć, jeśli człowiek się nie angażuje, bo konkurencja jest duża - tłumaczy.

Małgorzata czeka na telefony z agencji, ale sama też szuka ofert. Na nagrania chodzi prawie codziennie. Czasem w ciągu dnia jest na trzech programach albo kilku planach zdjęciowych - od 5 rano do 24. Za klaskanie dostaje od 35 do 50 zł za program, za statystowanie w filmach ok. 50 zł. Epizody to rarytas, można na nich zarobić nawet 150 zł. W reklamach płacą jeszcze lepiej. Za statystowanie na planie przez dziesięć godzin można dostać tyle, co za pięciominutowe przejście przed kamerą.

Autobus staje na światłach, a Małgosia opowiada: kiedyś była nieśmiała, nie potrafiła siebie tak zaprezentować, żeby innym wydać się atrakcyjna, a chodząc na nagrania, stała się bardziej otwarta. Nie ma czasu na oglądanie telewizji, więc o wydarzeniach z kraju i ze świata dowiaduje się z programów, w których bierze udział jako statystka. Pewnie, że nie zawsze jest miło. Czasem trzeba kilka godzin siedzieć w jednej pozycji albo stać na baczność, aż nogi cierpną.

Potakuję, ale już o nic nie pytam, bo oto jesteśmy na miejscu. Wchodzimy gęsiego do hali nagraniowej i tu pierwszy szok: czy to coś nie powinno być większe? Cóż, myślę, magia telewizji. W końcu przyjechałam tu pracować, a nie marudzić. Siadamy na podłodze po turecku. Dobrze, że dali chociaż poduszki. Jest godz. 16 i pojawia się pierwszy zaproszony gość: Cezary Żak (panie na widowni mają piszczeć i klaskać, najlepiej jednocześnie). Po godzinnej rozmowie prze-rwa, ale tylko dla ekipy. Kolejny rozmówca. Tym razem to mężczyźni mają gwizdać, bo u Szymona Majewskiego pojawia się Ewelina Flinta. Po pogaduszkach szybka zmiana dekoracji, ustawienia kamer i kręcimy dalej: końca nie widać.

1 3 4 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się