Menu Region

Obiady pod gruszą

Obiady pod gruszą

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Izabela Pałucha

Prześlij Drukuj
Miłośniczka rosołów i amatorka dań z kategorii biedakuchnia. Do tego - jak sama o sobie mówi - zdeklarowana makaroniara, pierogara i kluchojad. Poznajcie mapę smaków pisarki Małgorzaty Kalicińskiej.
Na jednym z czatów internetowych powiedziała Pani, że pożera ludzkie historie, czego owocem później są książki. Jak takie historie smakują?
Historie ludzkie wchodzą mi do głowy w sposób naturalny. A bierze się to stąd, że bardzo lubię sobie pogadać z kimś od serca. I często zdarza się, że są to zupełnie obce mi osoby, które widzę po raz pierwszy w życiu. Wiele takich historii pożarłam na dworcach lub lotniskach, czekając na opóźniający się pociąg czy samolot.
To jakieś czary, kiedy dwoje nieznajomych ludzi zaczyna wchodzić ze sobą w dyskusję. Na początku są dla siebie absolutną niewiadomą, a po chwili odczuwają bliską więź. Było mi dane znaleźć się w takiej sytuacji kilka razy. I niektóre historie zostały mi na żołądku... To znaczy w pamięci. Poza tym jestem bacznym obserwatorem. Zauważam detale i mam nieprawdopodobną pamięć faktograficzną. Doskonale pamiętam na przykład kształt paznokci i deseń na ulubionej bluzce mojej nauczycielki od rosyjskiego sprzed lat. Jak się ma taką pamięć, czemu jej nie wykorzystać?

Zdaje się, że ta pamięć odnosi się także do smaków z przeszłości, których w Pani książkach sporo. Chyba lubi Pani jeść?
Wystarczy tylko na mnie spojrzeć: widać, że nie jestem osobą zabiedzoną. Wyglądam dobrze, jak na współczesne kanony nawet za dobrze. Rzeczywiście, jest coś takiego jak pamięć smakowa. Był czas, że długo szukałam smaku lodów waniliowych z czasów, gdy byłam dzieckiem - na prawdziwej śmietanie, z prawdziwą wanilią. Znalazłam je całkiem niedawno. Mają nawet drobinki wanilii. One przypomniały mi smak z dzieciństwa. Myślę, że w wielu ludziach siedzi w środku taka indywidualna mapa smaków, którą nakreślamy od dzieciństwa i poszerzamy ją o kolejne punkty w ciągu całego życia. Zdarza się, że te najwcześniej nakreślone wywołują w nas nostalgię kulinarną. Może się zdarzyć, że byle ogórkowa potrafi doprowadzić do ekstazy, i to jest fajne. Osobą o przeciwnym biegunie myślenia do mojego była moja mama, która mówiła: "Gosinko, ty żyjesz, żeby jeść, a ja jem, żeby żyć".

Co zawiera Pani kulinarna mapa?
Z pewnością rosoły. Kiedyś spróbowałam je sklasyfikować i doliczyłam się 11 różnych rosołów, do których mam słabość. Doszłam do wniosku, że rosół to najbardziej uniwersalna zupa na świecie. Znany jest pod każdą szerokością geograficzną. Ale nie wszystkie jego odmiany do mnie przemawiają. Niedawno wróciłam z Korei i tamtejszy rosół zupełnie nie pasuje do mojej kulinarnej mapy.

Jaki jest Pani ukochany rosół?
Każdy z tej rosołowej jedenastki jest ciekawy, ale na różne okazje. Są rosoły z jednego gatunku mięsa i mieszane z różnych gatunków. I te potrzebują szczególnie pieszczoty czasowej. Taki rosół jest świetny na zziębnięte ciało, zziębniętą duszę i zziębnięte serce. Myślę, że ten rosół kocham najbardziej.

A ja przeczytałam gdzieś, że Pani kocha pierogi.
Bo ja w ogóle jestem kluchojad i makaroniara. Uwielbiam wszystko, co jest zrobione z ciasta makaronowego. Czasami zdarza się, że jak moja córka ma czas, robimy pierogową ucztę i lepimy wspólnie mnóstwo pierogów z różnymi nadzieniami. Potem się katujemy niewielką dietką - do następnego takiego kulinarnego ekscesu. Bardzo mi też smakuje odmiana klusek ziemniaczanych, tak zwane przecieraki, lub szare kluski kładzione ze smażonymi skwarkami. Musi być ich dużo. Bo ja nie potrafię zjeść małej ilości klusek dla dobra figury. Czuję się wtedy nieszczęśliwa.

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się