Magdalena Kula
Data dodania: 2008-11-12 23:30:57 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2008-11-13 09:17:30
Pieciolatki nie wiedzą, czy pójdą w przyszłym roku do szkoły (© Michał Rogala/POLSKA)
Oświatowy okrągły stół u prezydenta nie przyniósł ani kompromisu, ani jasnej odpowiedzi, czy Lech Kaczyński zawetuje edukacyjne projekty rządu
- Nie będę tego dziś rozstrzygał - uciął prezydent. Ale gdyby wnioskować z wizji idealnej szkoły, jaką wczoraj roztoczył - weto jest nieuniknione. Kaczyńskiego najbardziej niepokoi pomysł MEN, żeby ułatwić przejmowanie szkół od samorządów przez fundacje, stowarzyszenia czy firmy. - Podzielam wątpliwości związku Solidarność, że to może być kolejna droga prywatyzacji - uznał prezydent. - Jest to jeden z przepisów ustawy, który budzi moją zasadniczą wątpliwość. On może w ogóle przesądzić o tym, jaka będzie moja decyzja.
Prezydenckie weto przekreśli posłanie sześciolatków do pierwszej klasy już w 2009 r. I dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej gorączkowo szuka kompromisu. - Przekazywanie szkół uratuje te małe przed likwidacją. Taka była nasza intencja - tłumaczy wiceminister edukacji Krzysztof Stanowski. - Jeżeli w trakcie procesu legislacyjnego w Sejmie pojawią się lepsze propozycje, jesteśmy otwarci. Ale nawet jeśli zapisy o przejmowaniu szkół z projektu znikną, ustawy od weta raczej to nie uchroni. Bo zastrzeżeń prezydenta było więcej.
Lech Kaczyński zgadza się wprawdzie, że sześciolatki powinny iść do szkoły, ale jego doradcy przekonują, że reformę trzeba opóźnić (nawet do 2012 r.) i poświęcić ten czas na upowszechnianie edukacji przedszkolnej. W dodatku nie podoba mu się, że przez pierwsze trzy lata reformy ME N zamierza pozostawić rodzicom wybór, czy swojego sześciolatka poślą do szkoły, czy przedszkola.
- Początek edukacji szkolnej powinien jednak być zuniformizowany. Wypowiadam się może niezgodnie z poprawnością, ale pozostawienie wyboru rodzicom może później spowodować bardzo poważne różnice - uznał Kaczyński.
Głowie państwa marzy się szkoła, która każdemu młodemu Polakowi przekaże tę samą, solidną porcję humanistycznej wiedzy, według identycznych, "homogenicznych programów nauczania". - Pod tym względem działo się w Polsce wiele rzeczy złych w ostatnich kilkunastu latach - twierdzi prezydent. Przekonuje, że programy są "nadmiernie zróżnicowane", a nauczycielom dano zbyt wiele swobody. - Nauczyciel zawsze wkłada swoją osobowość w to, czego uczy. Nie można jednak w imię tego, że uczenie jest kreacją, przyjąć, że nauczyciel ma całkowitą swobodę, czego i jak uczy - mówił. Tymczasem projekt Hall zakłada profilowanie klas i bloki tematyczne do wyboru.
Okrągły stół krytykują politycy rządzącej koalicji i SLD. - Trzon dyskutujących stanowiły związki zawodowe i politycy PiS - narzeka Andrzej Smirnow (PO). - To spotkanie byłoby pełniejsze, gdyby zaproszono wszystkie opcje polityczne, chciałabym usłyszeć zdanie kolegów z rządzących partii, ale ich nie zaproszono - krytykowała w pałacu Krystyna Łybacka (SLD). Rozczarowany jest nawet Związek Nauczycielstwa Polskiego, pomysłodawca debaty. - Za dużo politycznych przepychanek - ocenił prezes ZNP Sławomir Broniarz.