Menu Region

Jedna akcja to za mało by wygrać z GKS

Jedna akcja to za mało by wygrać z GKS

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Romaniuk Bełchatów

Prześlij Drukuj
Wygląda na to, że porażka Legii Warszawa w sobotnim spotkaniu z Polonią w Bytomiu (0:1) nie była tylko wypadkiem przy pracy.
Wczoraj w Bełchatowie piłkarze Jana Urbana spisali się równie słabo i zasłużenie przegrali z GKS 0:1. Wprawdzie gospodarze, którzy dzięki temu zwycięstwu przeskoczyli Legię w tabeli i awansowali na 2. miejsce, też nie zachwycili, ale mieli w składzie Łukasza Gargułę.

Ci, którzy psioczyli, dlaczego pomocnik Bełchatowa, a nie Maciej Iwański z Legii dostał powołanie na mecz towarzyski reprezentacji z Irlandią, przynajmniej na razie przyznają rację Leo Beenhakkerowi. Garguła był nie tylko lepszy od Iwańskiego, ale i od Rogera, który w kadrze gra w pierwszym składzie.

A Roger jest zupełnie bez formy. Jeszcze niedawno mówiło się, że ma rozum w obu nogach (potrafił dostrzec partnerów w niewiarygodnych sytuacjach).
Wczoraj, podobnie zresztą jak w kilku ostatnich meczach, nie wychodziło mu nic. Był wolny, podawał najczęściej do najbliżej ustawionego partnera, nie czarował sztuczkami technicznymi. Trener Urban wytrzymał długo, bo podziękował Rogerowi dopiero w końcówce spotkania.

Brazylijczyk z polskim obywatelstwem był przy Gargule tłem. Pomocnik Bełchatowa wyglądał na zmobilizowanego podwójnie. Nie od dziś mówi się, że wkrótce ma trafić na Łazienkowską. Lepszą okazję do autopromocji trudno wymarzyć.

To właśnie Garguła przesądził o wyniku. W 37. min GKS egzekwował rzut wolny. Wszystkim wydawało się, że uderzać będzie Tomasz Jarzębowski, piłkarz, któremu na dobrym występie zależało może nawet bardziej niż Gargule. W końcu to rodowity warszawiak, którego z Legii pozbyto się lekką ręką. Mimo że "Jarza" wziął długi rozbieg, piłkę leciutko, tuż nad murem, uderzył Garguła. Jan Mucha pofrunął w kierunku piłki, ale nie dał rady.

W drugiej połowie Jarzębowski mógł sprawić Legii nie lada prezent. Chciał podawać do bramkarza, ale nie dostrzegł Takesure Chinyamy. Napastnik z Zimbabwe chyba sam był zaskoczony, że znalazł się sam przed bramką Krzysztofa Kozika i strzelił prosto w jego ręce.

To była najlepsza sytuacja Legii do wyrównania. Jedna groźna okazja na cały mecz to zdecydowanie za mało. Nawet spokojny zazwyczaj Urban zaczął kombinować ze zmianami. Wprowadził Macieja Rybusa, lewego pomocnika, na prawą flankę. W decydującym momencie posłał w bój Piotra Rockiego, który powalczyć umie, ale z konstruowaniem ataków ma problemy.

W dwóch najbliższych meczach Legia zmierzy się u siebie ze Śląskiem Wrocław i z Ruchem Chorzów na wyjeździe. Niby rywale łatwi. Problem jednak w tym, że Legia cierpi ostatnio na kompleks drużyn ze Śląska.

GKS Bełchatów 1 Legia 0

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się