Menu Region

Śląsk Wrocław na stałe wpisał się do historii Piasta

Śląsk Wrocław na stałe wpisał się do historii Piasta

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Michał Mazur, Wrocław

Prześlij Drukuj
Rok temu Daniel Koczon opuszczał Wrocław z nosem spuszczonym na kwintę. Nic dziwnego. Jego ówczesna drużyna - Motor Lublin - przegrała wtedy z WKS-em aż 1:10! W sobotę w stolicy Dolnego Śląska Koczonowi humor już dopisywał.
Śląsk Wrocław 0 - Piast Gliwice 1

Napastnik zdobył gola, dzięki któremu jego nowy pracodawca - Piast Gliwice - odniósł pierwsze w historii wyjazdowe zwycięstwo w ekstraklasie.

- Nie trzeba było mnie szczególnie motywować na spotkanie ze Śląskiem. Doskonale pamiętam baty, które wrocławianie rok temu spuścili Motorowi. Dlatego ten gol ma dla mnie dodatkowy wymiar. Ale i tak najbardziej cieszy mnie fakt, że wreszcie wygraliśmy na wyjeździe - mówił po spotkaniu Koczon, dla którego było to jednocześnie pierwsze trafienie w ekstraklasie.

Porażka Śląska ze słabym Piastem to co najmniej niespodzianka. Ale i podopieczni Ryszarda Tarasiewicza w sobotę rzadko pokazywali swoje walory, za które w poprzednich meczach zebrali tak wiele pochwał. U gospodarzy słabiej niż zazwyczaj funkcjonowały skrzydła. Bracia Gancarczykowie byli umiejętnie podwajani przez obrońców rywali, przez co nie mogli się rozpędzić i celnie dograć w pole karne. Na niższym niż zazwyczaj poziomie zagrał również Sebastian Mila. Lider zespołu z Wrocławia chyba nadal odczuwa skutki niedawnej choroby.

Paradoksalnie jednak Śląsk, choć nie błyszczał, sportowo i tak prezentował się o klasę lepiej od Piasta. Momentami jedynym pomysłem gości na grę było zamurowanie swojej bramki i wybijanie piłki jak najdalej w pole.

Wrocławianie kompletnie nie mogli sobie z tym poradzić. Ich akcje były nerwowe, szarpane, brakowało w nich pomysłu i przede wszystkim wykończenia. Mimo to mieli kilka okazji, by wyjść na prowadzenie. Jeszcze w pierwszej połowie Krzysztof Ulatowski strzelił tuż nad poprzeczką. Po zmianie stron Januszowi Gancarczykowi udało się urwać lewym skrzydłem i zacentrować do Przemysława Łudzińskiego. Napastnik uderzył z powietrza, lecz minimalnie niecelnie.

Piastowi z kolei pomógł przypadek. Do piłki dogranej z lewej strony chciał dojść Marcin Radzewicz, ale przewrócił się na mokrej murawie. Futbolówka turlała się dalej, a z nieoczekiwanego prezentu skorzystał Koczon, strzałem przy słupku pokonując Jacka Banaszyńskiego.

Śląsk próbował odrobić straty, ale nadal był nieporadny w ataku. Sytuacji nie zmieniło nawet pojawianie się na murawie kolejnych napastników (w ostatnich minutach było ich aż trzech). W końcówce gospodarze zamiast zdobyć gola, mogli go stracić. Po szybkiej kontrze Koczon uderzył w słupek, a dobitkę Rafała Adraszaka w fenomenalnym stylu wybronił Banaszyński.

- Byliśmy faworytem, ale przegraliśmy. Takie rzeczy zdarzają się w piłce. Proszę nie doszukiwać się w tym wyniku żadnej sensacji - stwierdził po spotkaniu trener Tarasiewicz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się