Menu Region

Awans Turcji po szalonej szarży

Awans Turcji po szalonej szarży

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Michał Mazur

Prześlij Drukuj
Będą rzuty karne, czy też nie - to pytanie jak mantrę powtarzali sobie wczoraj chyba wszyscy piłkarscy kibice. Powód mieli niebagatelny, bo po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy o awansie z grupy mogły zadecydować właśnie jedenastki.
Przed ostatnią kolejką w grupie A sytuacja była dość zagmatwana. Pierwsze miejsce zagwarantowane już miała Portugalia, ostatnia pozycja należała do Szwajcarii. Na drugą lokatę, dającą awans do ćwierćfinału, chrapkę mieli i Czesi, i Turcy.

Problem w tym, że obie ekipy mogły się pochwalić dokładnie takim samym dorobkiem punktowym i bramkowym. Gdyby więc w niedzielę w Genewie padł remis, zgodnie z nowym regulaminem Euro 2008 sędzia od razu - bez dogrywki - zarządziłby rzuty karne.

Tego typu sytuacje to woda na młyn dla wszelkiej maści statystyków futbolu. Od razu wyliczyli, że reprezentacja Turcji jeszcze nigdy w swojej historii nie musiała rozstrzygać spotkań jedenastkami. Czesi okazali się w tej dziedzinie o wiele bardziej doświadczeni - do tej pory przydarzyło im się to trzykrotnie. I na dodatek za każdym razem wygrywali.

Z tego właśnie powodu opiekunowie obydwu drużyn już od kilku dni ćwiczyli strzały z jedenastego metra. A także głowili się, jak zestawić wyjściowe składy. Trener Turków Fatih Terim już tradycyjnie miał problemy z kontuzjowanymi defensorami. Wczoraj, w swoim trzecim meczu tych mistrzostw, po raz czwarty był zmuszony wymienić środkowego obrońcę.

Tym razem na tej newralgicznej pozycji wystawił Emre Gungora, dla którego było to dopiero drugie spotkanie w narodowych barwach.

Selekcjoner Czechów Karel Brückner miał także twardy orzech do zgryzienia. W pierwszym pojedynku ze Szwajcarią jego podopieczni zagrali słabo, ale wygrali. Po zmianach w składzie z Portugalią zaprezentowali się o niebo lepiej, lecz przegrali. - I na kogo w tej sytuacji tu postawić - głowił się Brückner. Ostatecznie zdecydował się na skład zestawiony z prawie tych samych piłkarzy, którymi straszył Helwetów.

Oznaczało to, że w ataku znów zagrał Jan Koller. Czeski wieżowiec, jak mówi się o nim w świecie piłkarskim, do tej pory zawodził. W spotkaniu ze Szwajcarią szybko zszedł z boiska, a przeciwko Portugalczykom pojawił się tylko w końcówce. Jednak dopiero we wczorajszym meczu pokazał to, z czego słynie najbardziej - strzał głową. W 34. minucie z prawej strony dośrodkował Zdenek Grygera, a Koller główką wpakował piłkę pod poprzeczkę.

Wcześniej na boisku działo się niewiele. Głównie za sprawą Turków, którzy wyglądali tak, jakby marzyli tylko i wyłącznie o dotrwaniu do rzutów karnych. Głównie markowali grę i w niczym nie przypominali zespołu, który kilka dni temu pokonał Szwajcarów w słynnym już meczu na wodzie.

Do tego momentu spotkanie było bardzo jednostronne. Warunki dyktowali Czesi. Ich pomysłem na rozmontowanie obrony Turków były zmasowane ataki skrzydłami (z lewej strony hasał Jaroslav Plasil, a z prawej fenomenalny Libor Sionko) i wrzutki na dwumetrowego Kollera. Jak widać - sposób równie prosty, co skuteczny.

Kawałek porządnego futbolu kibice zobaczyli dopiero po prze-rwie. Nie wiadomo, jakich argumentów użył trener Turków - grunt, że poskutkowały. Podopieczni Terima wreszcie przestali udawać, że grają w piłkę. Zanim jednak rozpędzili się na dobre, zostali skarceni przez Czechów. Sionko dośrodkował z prawej strony i Plasil płaskim strzałem pokonał Demirela.

Jednak na to, co wydarzyło się później, trudno znaleźć wytłumaczenie. Turcy w szaleńczym zrywie (podobnym do tego z meczu ze Szwajcarią) w ciągu kwadransa zdobyli trzy gole. Najpierw Turan po rękach Cecha wpakował piłkę do siatki. Potem w roli głównej ponownie wystąpiły dłonie czeskiego bramkarza - golkiper Chelsea wypuścił mokrą futbolówkę, co skwapliwie wykorzystał Nihat Kahveci.

W tym momencie wydawało się, że ziści się scenariusz z rzutami karnymi. Nic bardziej mylnego - zaledwie dwie minuty później Kahveci ponownie stanął oko w oko z Czechem i pewnie ustalił wynik meczu na 3:2.

Czechom nadzieję na remis dał jeszcze Demirel, który w doliczonym czasie gry wyleciał z boiska za faul na Kollerze. Nasi południowi sąsiedzi nie potrafili jednak wykorzystać tej sytuacji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się