Menu Region

Reportaż: Żyję za swoje, nie bankowe

Reportaż: Żyję za swoje, nie bankowe

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mariusz Leśniewski

Prześlij Drukuj
Bez kredytu, bez karty kredytowej, nawet bez bankowego konta w dzisiejszym świecie funkcjonuje się może mniej wygodnie, ale za to bezpieczniej. O ludziach, którzy żyją w ten sposób z wyboru lub z przymusu - pisze Mariusz Leśniewski.
Blok na gdańskim Suchaninie budzi się do życia. Około 6.30 słychać stukot windy pamiętającej złote czasy towarzysza Gierka. Wtedy bu-dzi się 3-letni synek Tomasza. Jego łóżeczko stoi w małym pokoju 42-metrowego M-3 na V p., a tam charczenie windy słychać najgłośniej. Koło 7 rano trzaskają drzwi, to pan Edmund spod numeru 142 idzie do pracy i kłóci się z żoną koło windy.

Ściany znakomicie przewodzą ich głosy.
"To nic, dziecko i tak już nie śpi, bo płacze, ja nie śpię, żona już jest wkurzona, bo też nie śpi" - myśli Tomasz i czeka na odgłosy numer 3, 4 i 5. Bo za chwilę pojawi się pani sprzątająca, a na zakupy do Biedronki wyruszą emerytki. Potem dzieciaki idące do szkoły zaczną się bawić domofonem i jego buczący sygnał oznajmi, że w M-3 rodziny Witczaków zakończył się poranny rytuał budzenia.

W takich momentach Tomasz marzy o domku jednorodzinnym. Albo chociaż mieszkaniu w nowym bloku. Tylko warunek: budynek musi być niski, bez windy i koniecznie bez pana Edmunda spod 142. Te marzenia trwają jednak krótko, krócej niż kłótnie z żoną o to, że nie mieszkają tak, jak by ich było stać. Spełnienie marzeń oznacza bowiem kredyt, a Tomasz Witczak, lat 35, posiadacz własnościowego M-3 w 6-klatkowym 10-piętrowym wieżowcu ma życiową zasadę: nie bierze kredytów. Nie ma też konta w banku. Nie używa kart bankomatowych.

Nie ma karty kredytowej. Wszystko kupuje za gotówkę. Mieszkanie też tak kupił. W 2000 r. kosztowało 82 tys. zł.

- Mieliśmy książeczki mieszkaniowe, trochę pomogli rodzice, no i miałem dobry okres w pracy - mówi Tomasz, z zawodu informatyk. - Tak, była pokusa, by się budować. Teściowie namawiali. Każdy bank dałby mi kredyt hipoteczny, ale nie wziąłem. Nie wziąłem też w 2003 r. na samochód. Dlatego nie kupiłem nowej fabii za 40 tys., tylko używanego fiata palio za 15 tys. zł. Żona jest niepocieszona. Razem zarabiamy tyle, że dla każdego banku bylibyśmy fajnymi klientami. Ale nie jesteśmy.

Nienormalni

Polacy żyją na kredyt. To wiadomo. Rok temu średnie zadłużenie przeciętnego Kowalskiego wynosiło 5 tys. zł; w 2008 powiększyło się o 860 zł. Wystarczy, a raczej wystarczyło, bo kryzys zmienił rynek, mieć etat i 3000 zł brutto, by zaciągnąć kredyt hipoteczny na 30 lat i cieszyć się z nowego mieszkania. Jeszcze łatwiej można było zaciągnąć pożyczkę na nowy samochód, nie wspominając o takich drobnostkach jak sprzęt elektroniczny czy AGD. Ci, którzy kredyty biorą, nikogo nie dziwią. Dziwią ci, którzy banków unikają.

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się