Menu Region

Pożegnanie z maską

Pożegnanie z maską

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dorota Kowalska

Prześlij Drukuj
Chronienie się pod prześcieradłem przed promieniowaniem jądrowym, nakładanie masek p-gaz koniom i likwidacja "enpli". Absurdalne lekcje przysposobienia obronnego w przeddzień ich likwidacji przez MEN wspomina Dorota Kowalska.
Piorduś (od imienia Piotr) był małym, chuderlawym mężczyzną po trzydziestce. Typem ofiary, którą każdy kopie w tyłek - wspomina swojego peowca Wojtek z Suwałk (rocznik 1972). Panicznie bał się ciemności. Podczas wyjazdów na wycieczki szkolne nigdy nie gasił światła w pokoju i wszędzie chodził z latarką. Także dlatego że, jak okazało się później, był namiętnym czytelnikiem pisma "Sekstrety", które wertował pod kołdrą. Był pośmiewiskiem całej szkoły, a poczucie niższości od-bijał sobie na lekcjach PO.

- Osobie wytypowanej do od-powiedzi kazał się meldować, a do siebie mówić per "obywatelu nauczycielu" - opowiada Wojtek. To meldowali się, pękając ze śmiechu, za to w zeszytach wy-pisywali same bzdury.

- Cokolwiek, byleby nie było czystych stron. Sam na pytanie: "Co zrobić z rannym?" napisałem: "Dobić" i Piorduś zaakceptował - ciągnie opowieść Wojtek.

Na ramię broń

Piorduś, choć jest postacią jak najbardziej autentyczną, wspaniale wpisuje się w archetypiczne wyobrażenia nauczycieli PO, jakie wbiły się w polską świadomość. Bo obok postaci emerytowanego wojskowego o gromkim głosie i wąskich horyzontach, jaki wykładał ten przedmiot w pierwszych dekadach po wojnie, właśnie zakompleksiony a niekompetentny peowiec był dominującym na lekcjach gatunkiem.

I choć wśród nauczycieli przysposobienia obronnego nie brakowało i nie brakuje belfrów z prawdziwego zdarzenia, którzy uczyli młodzież pożytecznych rzeczy, ludzka pamięć bywa okrutnie wybiórcza. Ci dobrzy utonęli w tłumie niezadowolonych pechowców, którym dyrekcja wrzuciła w cotygodniowy grafik zajęć największą szkolną farsę - przysposobienie obronne.

Choć podstawa programowa zajęć z PO dawno uległa zmianie i miejsce grzybów atomowych zajęły pierwsza pomoc i zagrożenie terroryzmem, odium ciążące nad samą nazwą "przysposobienie obronne" zostało. Dlatego decyzja Ministerstwa Edukacji Narodowej o zastąpieniu od przyszłego roku lekcji PO przedmiotem edukacja dla bezpieczeństwa wydaje się sensowna. Uwspółcześniony ma też zostać program, więcej będzie np. o bezpieczeństwie i kulturze w ruchu drogowym, profilaktyce HIV i prawach dziecka.

- To konieczność, bo żyjemy w całkiem innym niż kiedyś świecie - tłumaczy Jerzy Dul-czyński z Warszawy, nauczyciel PO z 42-letnim stażem. - Ten przedmiot, ciekawie prowadzony, nietraktowany jak piąte koło u wozu, może zainteresować młodzież - mówi z przekonaniem. On sam prócz AWF skończył Akademię Obrony Narodowej i swoje lekcje traktuje poważnie. Tak jak traktowano je niemal wiek temu, zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

I wojna światowa pokazała jasno, że w nowoczesnym konflikcie zbrojnym walczą nie tylko armie, lecz całe narody, a zwycięstwo wymaga zmobilizowania milionów rekrutów, których trzeba przeszkolić i wysłać na pole walki w roli mięsa armatniego. Rekrut, aby podporządkować się dyscyplinie i mieć odpowiednie morale, musiał zacząć szkolenie jak najwcześniej, stąd szkol-ny obowiązek nauki strzelania i musztry wprowadzono do polskich szkół już w 1918 roku.

Ale przez kolejne siedem lat, z braku pieniędzy i odgórnych dyrektyw, przedmiot traktowano po macoszemu. Dlatego w 1927 roku przy Ministerstwie Spraw Wojskowych powołano Państwowy Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego (PUWFiPW). Obowiązkowe zajęcia z przysposobienia wojskowego weszły pod kuratelę powiatowych komitetów PW, które po-traktowały sprawę priorytetowo.

1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się