Menu Region

Zmienia się patrzenie Amerykanów na swój kraj

Zmienia się patrzenie Amerykanów na swój kraj

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas politolog, amerykanista

Prześlij Drukuj
Te wybory przejdą do historii z powodu entuzjazmu głosujących Amerykanów, choć wśród państw demokratycznych, Stany Zjednoczone zajmują drugie miejsce od końca. Ostatnia jest Polska.
Frekwencja wyborcza osiągnie prawdopodobnie trzeci wynik w historii Stanów Zjednoczonych, ale może okazać się nawet wyższa. Tradycyjnie frekwencja w USA jest bardzo niska w porównaniu z innymi państwami demokratycznymi. Prawie tak niska jak w Polsce, a przecież u nas mamy najniższą frekwencję wyborczą wśród państw demokratycznych całego świata. Niżej od nas są kraje o wątpliwej demokracji, takie jak np. Ukraina.

Spośród państw stuprocentowo demokratycznych, Polska ma frekwencję najniższą, a drugie miejsce od końca zajmują właśnie Stany Zjednoczone. Jest to przykład jednej z wielu paradoksalnych więzi między kulturą polską i amerykańską.

W USA, frekwencja w wyborach prezydenckich wynosi zwykle ok. 50 proc. Amerykańska kultura charakteryzuje się indywidualizmem i rozpowszechnionym przekonaniem, że najważniejsza jest jednostka, druga w hierarchii jest rodzina, a później lokalna wspólnota. Im dalej od lokalnej społeczności, tym mniej ważne są kolejne piętra władzy.

Co więcej, USA posiada, jak wiadomo, system federalny i między obywatelem a kongresem federalnym znajduje się bardzo wiele różnych poziomów. Prezydent jest dla wielu Amerykanów, bardzo oddalony i to również nie skłania do brania udziału w wyborach.

Trzecią kwestią są utrudnienia proceduralne, z którymi trzeba się zmierzyć, chcąc zagłosować w USA. Nie można po porostu pójść do swojego okręgu wyborczego, bo nie istnieje coś takiego jak zameldowanie. Z perspektywy dobrze zorganizowanych państw europejskich, w Ameryce panuje bałagan - ale to jest cena indywidualizmu.

W Ameryce nie ma obowiązku zgłaszania władzom, gdzie się mieszka. Dlatego, by zagłosować, trzeba się najpierw zarejestrować, więc każdy wyborca musi stawić się w lokalnym urzędzie dwukrotnie.

Jednakże w tym roku, spodziewamy się frekwencji przekraczającej 60 proc, czyli ok. 10 punktów powyżej średniej. Byłby to wynik podobny do najwyższego, który Amerykanie osiągnęli w XX w. (przy wyborze Kennedy'ego na prezydenta w roku 1960). Zarówno Obama jak i Kennedy zmobilizowali rekordowe elektoraty.

Frekwencji pomogło oczywiście wprowadzenie na bezprecedensową skalę wcześniejszego głosowania. Część lokali wyborczych była otwarta od wielu tygodni, można było przysłać swój głos pocztą i w niektórych miejscach można było zagłosować przez Internet. Ale te ułatwienia są tylko częściowo odpowiedzialne za olbrzymią frekwencję.

Kluczowa była mobilizacja wyborców. W całej Ameryce, zwłaszcza w końcówce kampanii, wybory stały się powszechnym tematem. Większość obywateli jest zwykle mocno obojętna wobec polityki, ale ta kampania ich poruszyła. Nie tylko statystycznie, ale również światopoglądowo.

Zmienił się sposób w jaki amerykanie widza siebie i swój kraj. Najbardziej uderzający jest przyrost zainteresowania polityką oraz powszechne poczucie uczestnictwa w doniosłym wydarzeniu i dokonywania wspólnymi siłami historycznej zmiany.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się