Menu Region

Garguła popsuł humor piłkarzom Górnika

Garguła popsuł humor piłkarzom Górnika

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł, Zabrze

Prześlij Drukuj
Piłkarze Górnika Zabrze rozegrali najlepszy mecz w tym sezonie, ale z GKS Bełchatów zanotowali kolejną porażkę.
W tle tego spotkania tlił się także ambicjonalny pojedynek na ławkach trenerskich - gospodarzy prowadzi przecież Henryk Kasperczak, który w kontekście związkowej prezesury Grzegorza Laty, znanego z niechęci do Leo Beenhakkera, znów wszedł do gry o posadę selekcjonera, natomiast gośćmi kierował były opiekun kadry Paweł Janas.

Obaj szkoleniowcy ustawili drużyny ofensywnie i dlatego mecz przebiegał już do końca w wysokim tempie.

Piłkarze Górnika od pierwszych sekund udowadniali, jak bardzo zależy im na zwycięstwie. Błyskawicznie zepchnęli bełchatowian do obrony, co wyraźnie zaskoczyło faworytów tego meczu. Adrenalina dała o sobie znać, gdy Tomasz Hajto starł się z Mariuszem Ujkiem, którego kibice w Zabrzu pamiętają z czerwonej kartki, jaką otrzymał podczas poprzedniego spotkania obu drużyn na Roosevelta. Faul stał się ogniskiem zapalnym, w ruch poszły ręce, ale skończyło się jedynie na żółtej kartce dla obrońcy Górnika.

Nawiasem mówiąc, Hajto wyraźnie uwierzył Kasperczakowi, że ma na karku nie trzydzieści sześć, a jedynie dwa razy po osiemnaście lat, bo wczoraj nadzwyczaj często gościł pod polem karnym rywali, choć wiązało się to z mozolnymi powrotami na swoją pozycję.

I właśnie taką sytuację wykorzystali bełchatowianie w 28 minucie, gdy w ekipie gospodarzy zapanował chaos związany z kontuzją Mariusa Kiżysa. Dawid Nowak został osamotniony przed bramką Michala Václavíka, zatańczył z nim w polu bramkowym i nad ogoloną nałyso głową próbującego pomóc golkiperowi Michała Pazdana, posłał piłkę do siatki.

Nie minęło 120 sekund, a już był remis. Po akcji Przemysława Pitrego Grzegorz Bonin zdobył wyrównującego gola.

Te dwa kulminacyjne momenty to nie wszystkie atrakcje pierwszej połowy, ponieważ Łukasz Garguła trafił lobem w poprzeczkę, Václavík kapitalnie obronił uderzenie z kilku metrów Piotra Kuklisa, natomiast Pitry nie dotknął piłki szybującej trzy metry od pustej bramki.
Remis gospodarzy nie urządzał. Druga część zapowiadała kolejne emocje i nie rozczarowała. Zabrzanie znów przycisnęli, ale szczęście nie chciało się uśmiechnąć. Chociażby wtedy, gdy Pitry trafił w poprzeczkę.

Nie siłą, to sprytem postanowili zadziałać zabrzanie. W 63. minucie oszukali rywali przyrzucie wolnym z linii pola karnego i Piotr Madejski, w stylu Antonina Panenki, pokonał Krzysztofa Kozika.
Ledwie trzy minuty później bełchatowianie ponieśli kolejną, tym razem personalną, stratę, gdy z boiska został wyrzucony ich kapitan Dariusz Pietrasiak - za faul ratunkowy na Marcinie Wodeckim.
Jednak osłabieni bełchatowianie podnieśli głowy. W 76. minucie Mariusz Magiera nieprzepisowo powstrzymał w polu karnym Nowaka i Hubert Siejewicz podyktował jedenastkę wykorzystaną po chwili przez Ujka.

Zabrzański dramat dopełnił się dziesięć minut później - Łukasz Garguła strzałem z rzutu wolnego udowodnił, że masywny Václavík ma problemy z fruwaniem w powietrzu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się