Policja tylko pozorowała

    Policja tylko pozorowała działania w sprawie Ziętary

    Krzysztof M. Kaźmierczak

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Zaniechania, błędy i niekompetencja organów ścigania w tej sprawie jeżą włos na głowie. 24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara zajmujący się aferami gospodarczymi i politycznymi zaginął 1 września 1992 r. w drodze do redakcji "Gazety Poznańskiej".
    Od tego czasu nie wyjaśniono, co się z nim stało, choć było wiele tropów, które wskazywały na zabójców i ich zleceniodawców.

    Skala "nieudolności" policji i prokuratury w tej sprawie przerasta nawet to, co działo się przy poszukiwaniu porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika,

    Wczoraj przedstawiliśmy nowe informacje dotyczące tajemniczych "przypadków", które nie pozwoliły wyjaśnić najbardziej oczywistych wątków dotyczących zaginięcia Ziętary. Policja skupiała się na wątkach pobocznych, a lekceważyła istotne informacje, jak ta że dziennikarz po wyjściu z domu wsiadł do radiowozu.

    16 lat temu zaginął poznański dziennikarz. Przez ten czas organy ścigania popełniały same "błędy"Na szefa specjalnej grupy poszukiwawczej wyznaczono policjanta, o którym już wówczas wiedziano, że współpracuje z przestępcami...

    ***

    Rozmowa z oficerem poznańskiej policji o kulisach śledztwa

    Dlaczego nie wszczęto dochodzenia w sprawie zniknięcia dziennikarza zaraz po jego zaginięciu, tylko dopiero po roku?
    To zależało od kierownictwa komendy. Wtedy nie było takiej jak teraz jasności w przepisach dotyczących wszczynania spraw. Wiem, że była jednak inicjatywa kilku oficerów, by w porozumieniu z prokuraturą stworzyć specjalny zespół śledczy. Ale ówczesny komendant miał inne zdanie.

    Dlaczego?
    Może nie lubił dziennikarzy...

    W końcu w 1994 roku utworzono grupę specjalną, która przez rok zajmowała się wyjaśnianiem losu Ziętary...
    To była fikcja.

    Jak to fikcja? Do grupy skierowano kilku oficerów, jej szefem został zastępca naczelnika, otrzymali dodatki do pensji...
    Skład osobowy tej grupy świadczy o tym, że było to działanie pozorowane. Gdyby celem było faktycznie ustalenie sprawców, sprawę oddano by policjantom, którzy mieli doświadczenie w tropieniu zabójców. Tymczasem do grupy powołano ludzi od przestępstw gospodarczych i zajmujących się wcześniej głównie niezidentyfikowanymi zwłokami lub zaginionymi osobami z amnezją. A tutaj potrzeba było ludzi z dużym doświadczeniem operacyjnym i dobrymi kontaktami w grupach przestępczych.

    Po co zatem utworzono specgrupę?

    W Komendzie Głównej chcieli mieć spokój. Pojawiły się wtedy artykuły krytykujące naszą bezczynność. Ojciec zaginionego wysyłał listy nawet do premiera i prezydenta. W Komendzie Głównej polecili stworzenie grupy na odczepnego, by rodzina nie skarżyła się, że nic w tej sprawie się nie robi...

    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ...

    Carlito (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 17 / 20

    Na 100% umoczeni w to morderstwo są niektórzy ówcześni politycy , niektórzy do dziś dnia siedzą przy korycie.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo

    Gry