Menu Region

Bard melancholii nie żyje

Bard melancholii nie żyje

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Bożydar Brakoniecki

Prześlij Drukuj
William Wharton, słynny pisarz zmarł w środę w kalifornijskim szpitalu wycieńczony długą chorobą. Pod oknami jego pokoju do końca koczowały wierne grupki wzruszonych fanów.
W ten sposób wielbiciele żegnali 83-letniego mistrza pióra, którego każda powieść była podróżą w świat nieskrępowanej wyobraźni.

A przecież literacki nimb ozdobił go dopiero wówczas, gdy Wharton przekroczył Rubikon pięćdziesiątki. Wcześniej nic nie na niebie i ziemi nie zapowiadało, że będzie uwodził swoim narracyjnym talentem miliony zafascynowanych czytelników zasiedlających ten padół od afrykańskich tropików aż po lodowe pustkowia.

Początków literackiej pasji sam doszukiwał się przewrotnie w licznych przeprowadzkach, włóczęgach i podróżach, których los zaserwował mu w życiu bez liku. Urodzony w Filadelfii jako Albert Du Aime, potomek osiadłego tam amerykańskiego robociarskiego rodu, zjeździł świat wzdłuż i wszerz.

Młodość spędził w Europie, w Paryżu, dokąd rodzina wywiozła go przed szkodliwymi skutkami jankeskiej popkultury i diabelskiej (ich zdaniem) telewizji. Po wielu latach, już jako literacki gigant, zauważy w "Spóźnionych kochankach", hicie gorącego lata 1991, że dzięki tym peregrynacjom dowiedział się więcej o życiu niż w jakiejkolwiek ze szkół.

Przystańmy więc na chwilę w mieszczańskim Paryżu epoki de Gaulle'a. Młody Albert w pocie czoła zasuwa w ekipach remontujących kamienice w XVI dzielnicy, a całą zarobioną forsę przeznacza na studia malarskie.

Bowiem, wbrew rozpuszczanym później autobiograficznym plotkom, największą jego namiętnością nie były wówczas wino, hazard ani nawet kuszące syreny nocy i słynące z rozpusty nocne świątynie kabaretów, ale zgłębianie tajemnic maestrii pędzla Mattisse'a i Gauguine'a. Pokrywa więc markowymi farbami dziesiątki metrów (względnie, jardów) najlepszego płótna, choć nawet nie podejrzewa, że wcale nie jest mu pisana sława w malarskim panteonie.

Gdyby potraktować serio jego gawędy z "Opowieści z Moulin du Bruit" (1999), paryski żywot Whartona przypominał niekończący się sen dandysa. Zamieszkał z nowo poślubioną żoną Rosemary na malowniczej barce cumującej u brzegu Sekwany. Kupił piękny, otoczony winnicami młyn w Burgundii, a jedyne jego zmartwienia sprowadzały się do kulinariów; znaczy, dokąd wyskoczyć wieczorkim na ulubione danie z przysmażanych szparagów.

1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się