Menu Region

Chory Kim grozi Seulowi

Chory Kim grozi Seulowi

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Leo Lewis "The Times"

Prześlij Drukuj
Kim Dzong Il, "Ukochany Przywódca" Korei Północnej, przebywa w szpitalu, ale prawdopodobnie nadal podejmuje kluczowe decyzje. Informację taką podał w Tokio premier Japonii, Taro Aso.
Stan zdrowia Kima, który dysponuje bronią atomową, niepokoi jego sąsiadów, głównie Japonię i Koreę Południową. Phenian reaguje na to zainteresowanie wyjątkowo ostro. Tamtejsze władze zagroziły, że jeśli sianie pogłosek o rychłej śmierci Kima nie ustanie, północnokoreańska armia obróci Seul w gruzy.

Już od miesiąca światowe media spekulują, że Kim Dzong Il miał wylew lub też z jakiegoś innego powodu utracił pełnię władzy.
Według ekspertów, gdyby okazało się to prawdą, posiadający broń nuklearną komunistyczny reżim mógłby pogrążyć się w chaosie walk frakcyjnych. To z kolei mogłoby doprowadzić do zaostrzenia konfliktu z Koreą Południową, z którą Phenian od 55 lat pozostaje w stanie wojny.

Powołując się na informacje chińskiego wywiadu, premier Taro Aso powiedział komisji parlamentarnej, że stan koreańskiego przywódcy jest zły, ale prawdopodobnie nie uniemożliwia mu podejmowania decyzji. Gdyby zgodnie z sugestiami niektórych komentatorów Kim był niezdolny do rządzenia, sytuacja na Półwyspie Koreańskim przedstawiałaby się zupełnie inaczej.
Według ekspertów od Korei Północnej, zły stan zdrowia 66-letniego Kima jest ciężkim ciosem dla komunistycznej machiny propagandowej.

Od dawna przedstawiała ona "Ukochanego Przywódcę" jako wysportowanego człowieka tryskającego zdrowiem i pełnego wigoru. Dlatego poinformowanie społeczeństwa, że Kim jest przykuty do szpitalnego łóżka, oznaczałoby kompromitację.

Dzień przed wystąpieniem premiera Aso jedna z japońskich stacji telewizyjnych pokazała materiał, w którym mężczyzna zidentyfikowany przez dziennikarzy jako najstarszy syn Kima próbuje ściągnąć z Paryża francuskiego neurochirurga, żeby zajął się jego ojcem. Kim Jong Nam, uważany za kandydata na następcę dyktatora, wśród analityków uchodzi za przegranego w walce o sukcesję po ojcu. Na razie nie widać też żadnych oznak, żeby ktokolwiek w Phenianie czynił przygotowania do zmiany władzy.

Zaskakująca wypowiedź japońskiego premiera padła w okresie eskalacji napięcia po obu stronach najbardziej zmilitaryzowanej granicy na świecie. Niedługo po inauguracji nowego, konserwatywnego prezydenta Korei Południowej, Lee Myung-baka, Phenian zerwał stosunki dyplomatyczne z Seulem.
W poniedziałek stawka wojny propagandowej zdecydowanie wzrosła: Phenian miał zagrozić Seulowi uderzeniem prewencyjnym z użyciem broni o sile rażenia większej niż broń jądrowa. Północnokoreańskie władze reagują tak gwałtownie między innymi z powodu serii akcji ulotkowych przeprowadzanych przez organizacje społeczne z Południa.

Ulotki informują Koreańczyków z Północy, że ich przywódca jest sparaliżowany i nadszedł moment, aby powstali i obalili ludobójczy reżim. Tylko w ubiegłym tygodniu z balonu skierowanego na drugą stronę granicy zrzucono 40 tys. ulotek.

Reżim w Phenianie zagroził w odpowiedzi atakiem na Koreę Południową i powtórzył swoją tradycyjną zapowiedź, że w razie potrzeby doprowadzi siłą do połączenia obu Korei w jedno państwo pod przewodnictwem komunistów.
Tłum. TK

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się