Menu Region

Spokojnie,Węgry nie toną

Spokojnie,Węgry nie toną

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Maciej Domagała

Prześlij Drukuj
Z Ivanem Baba, redaktorem naczelnym "Budapest Analyses", o o skutkach światowego kryzysu finansowego na Węgrzech rozmawia Maciej Domagała
Kryzys dotarł do Węgier, w ciągu dwóch tygodni giełda spadła o 30 proc. Skutki tego już odczuliśmy. Zastanawiamy się, czy Węgry pociągną za sobą Polskę.
Sytuacja się stabilizuje. Sądzę, że węgierska waluta - forint, nie straci już więcej na wartości. 280 forintów za euro to górny pułap, którego cena euro nie przekroczy.

Ale znany brytyjski tygodnik "The Economist" zapowiada ciężkie czasy dla Europy Wschodniej.

Nasza realna gospodarka trzyma się nieźle. Wszystko funkcjonuje w miarę normalnie, przedsiębiorstwa działają, nie ma paniki. Problemem jest natomiast poziom zadłużenia kraju, który wynosi około 67 proc. PKB, a to bardzo dużo w naszym regionie.

Jest to problem ekspertów czy może zwyczajni ludzie też zaczynają bać się o długi publiczne?
Obecny kryzys ma to do siebie, że większość przeciętnych obywateli go nie rozumie. Węgrzy nie są tu wyjątkiem. Martwią się raczej o własne długi i kredyty, a nie o to, ile pieniędzy ma państwo. Martwią się też o kurs walut - euro, dolara i franka. 90 proc. Węgrów, którzy wzięli kredyt w ciągu ostatnich dwóch lat, jest zadłużonych w szwajcarskich frankach. Teraz, kiedy spada wartość forinta, muszą płacić miesięcznie raty wyższe o 10-15 proc.

Kryzys widać na ulicach?
Nie, trudności ekonomiczne to stały temat w mediach, ale na ulicach tego się nie widzi. Nikt tu nie uważa, że Węgry są na skraju załamania - Budapeszt to nie Waszyngton, daleko nam do takiej sytuacji, jaka ma miejsce w Stanach. Wsparcie Międzynarodowego Funduszu Finansowego zdecydowanie poprawiło nastroje.

Węgry zaskakująco szybko odczuły skutki globalnego kryzysu, a przecież transformację ustrojową zaczynały z najsilniejszą gospodarką w regionie. Czyja to wina?
Mieliśmy dobrą pozycję jeszcze w 2002 roku. Ale kiedy do władzy doszła Węgierska Partia Socjalistyczna, sytuacja całkowicie się odwróciła. Powróciło stare myślenie o gospodarce, które doprowadziło do wielu błędów. Największym z nich było zwiększenie zadłużenia. Rząd zaczął wydawać więcej pieniędzy, niż Węgry mogły sobie pozwolić, na przykład zwiększył płace całej budżetówki o 50 proc. W 2002 roku wzrost gospodarczy wynosił 3,2-3,3 proc. PKB, teraz przewiduje się wzrost ok. 1,4 proc. Różnica jest oczywista.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się