Menu Region

Grzelak: Z wiślakami znamy się jak łyse konie

Grzelak: Z wiślakami znamy się jak łyse konie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Wysłuchał: Piotr Wierzbicki

Prześlij Drukuj
Rozmowa z Bartłomiejem Grzelakiem, napastnikiem warszawskiej Legii, który strzelił Wiśle gola, a przy drugim zanotował asystę
Gol i asysta w tak ważnym spotkaniu z obrońcą mistrzowskiego tytułu Wisłą Kraków. Lepszy występ trudno chyba sobie wyobrazić?
A ja uważam, że tak wspaniale do końca nie było. Owszem, pojawiły się przebłyski dobrej gry. W tym konkretnym spotkaniu zaliczyłem asystę, zdobyłem bramkę. Miałem wielką ochotę do gry. Po tak długiej przerwie nie mogło być inaczej. Cieszę się, że trener dał mi szansę. Chyba mu się odwdzięczyłem, ale mimo wszystko mam jeszcze sporo braków i jest wiele elementów, które muszę poprawić.

Na przykład?
Przytrafiło mi się zbyt wiele głupich strat piłki.

To była dopiero dziesiąta kolejka ekstraklasy, do końca rozgrywek jeszcze dwa razy tyle spotkań do rozegrania, ale z pewnością czujecie się bliżej tego tytułu po takim spotkaniu?

Na pewno dodaje ogromnej pewności siebie, czy - jak to się mówi - mocnego kopa. Po takim występie utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy naprawdę bardzo mocni. Jeśli chodzi jednak o tytuł, to powtórzę słowa trenera Jana Urbana, który podkreśla zawsze, że o mistrzostwie zdecydują punkty zdobywane ze słabszymi zespołami. Z takimi, w których piłkarze nie mobilizują się aż tak, jak w spotkaniach z czołówką tabeli, kiedy wszyscy dają z siebie maksa.

Trener Urban rozpowiadał przed meczem, że musicie zapomnieć o wygranych nad Wisłą w ubiegłym sezonie. Wychodząc na boisko, nie pamiętaliście już o tamtych zwycięstwach, czy jednak sukcesy tkwiły w podświadomości?
Ze spotkania na spotkanie gra nam się z Wisłą lepiej. Rozmawialiśmy o tamtych meczach i na boisku widać było, że czujemy się pewni siebie. Swoją drogą Wisła powoli zaczyna mieć kompleks Legii, bo ogrywamy ich w każdych rozgrywkach.

Wisła zaskoczyła czymś?

W takich zespołach jak Wisła czy Legia nie ma aż tak wielkiej rotacji zawodników. Krakowianie grają podobnym składem od dłuższego czasu, więc można powiedzieć, że zaskoczenia wielkiego nie było. Znamy się przecież jak łyse konie. To raczej my zaskoczyliśmy trochę Wisłę. Chyba nie liczyli, że wyjdziemy w aż tak ofensywnym ustawieniu z dwoma napastnikami.

W tej sytuacji, po której podawał Pan do Takesure Chinyamy, a ten strzelił gola, nie myślał Pan, by kończyć akcję sam? Chinyama pewnie by się nie zastanawiał, tylko strzelał.
Takesure jest trochę innym typem napastnika, takim rasowym. On w każdej sytuacji stara się zdobyć gola, stworzyć zagrożenie dla bramki rywala. Tacy piłkarze są bardzo cenieni i jemu również należy się duży szacunek. Mnie cieszy nie tylko to, że sam bramkę strzeliłem, ale i to, że wypracowałem gola koledze.

Kto po meczu pobiegł po piwo dla Jana Muchy? To on został jednogłośnie uznany bohaterem.
Czapki z głów przed Jankiem, który pod koniec, gdy nam brakowało już trochę sił, popisywał się znakomitymi interwencjami. Wydaje się jednak, że mimo wszystko bohaterów było w sumie co najmniej czternastu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się