Menu Region

Cztery oktawy Boltona w stolicy

Cztery oktawy Boltona w stolicy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Karolina Szmytko

Prześlij Drukuj
Michael Bolton zagra w warszawskiej Sali Kongresowej już 30 października. Choć jego bujna czupryna mocno się przerzedziła, wciąż ma grono zaprzysięgłych fanek zachwyconych jego wdziękiem Casanovy.
Najwierniejsze wyznawczynie wokalnego talentu i arcymęskiej urody Michaela Boltona obliczyły ponoć, że na każdym z siedemnastu nagranych przez blondwłosego gwiazdora albumów (włączając krążki z kolędami i operowymi ariami) elektryzujące słowa "love" (miłość), "passion" (namiętność) i "you are beautiful" (jesteś piękna) pojawiają się średnio 50 razy.

Nie licząc refrenów.
Nic więc dziwnego, że śpiewający Amerykanin cieszy się największą estymą wśród pań, które rozpływają się w zachwycie, gdy na uszy leje się im słodkie jak miód słówka i gorące, roznamiętnione wyznania.

Operujący czterooktawowym głosem, czarujący 55-latek z New Heaven w stanie Connecticut, który przed 17 laty drżącym głosem wyśpiewał ckliwy miłosny megahit "When A Man Loves A Woman", zrobił nie lada furorę także nad Wisłą.

Dlatego w najbliższy czwartek, 30 października, podczas koncertu w warszawskiej Sali Kongresowej największym przebojom poprockowego romantyka towarzyszyć będzie orkiestra złożona z setek bijących w szaleńczym tempie niewieścich serc, które z powodzeniem mogłyby zastąpić akompaniujących artyście muzyków. Michael Bolton, Warszawa, Sala Kongresowa, 30.10, godz. 19.30, bilety : 110-340 zł

Co prawda nożyce czasu pozbawiły Boltona bujnej czupryny cherubina, którą Polki podziwiać mogły w teledyskach do największych hitów artysty z pierwszej połowy lat 90., przykładowo "Love Is A Wonderful Thing" z uhonorowanej dwiema statuetkami Grammy płyty "Time, Love and Tenderness" czy "How Can I Suppose To Live Without You" wykonywanego z udziałem saksofonisty Kenny'ego G, ale wokalista nie stracił scenicznej energii.

Wszak muzyczne szlify Michael Bolotin (tak brzmi prawdziwe nazwisko artysty) zdobywał u najlepszych - najpierw interpretując ukochaną czarną muzykę, czyli bluesowe i soulowe kawałki Raya Charlesa i Otisa Reddinga, a potem w hardrockowym bandzie Blackjack, z którym w połowie lat 70. supportował koncerty Ozziego Osbourne'a.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się