Menu Region

OFE do kontroli: rząd ratuje portfele emerytów

OFE do kontroli: rząd ratuje portfele emerytów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Beata Tomaszkiewicz, Andrzej Godlewski, Joanna Pieńczykowska

3Komentarze Prześlij Drukuj
Jak dowiedziała się "Polska", otwarte fundusze emerytalne, które inwestują pieniądze z naszych składek i mają potem wypłacać emerytury, będą wzięte pod ścisłą kontrolę.
- Ograniczymy ryzyko, jakie ponoszą przyszli emeryci, a także sprawimy, by ich świadczenia nie były przejadane przez menedżerów - powiedział nam Stanisław Kluza, szef Komisji Nadzoru Finansowego.

Piętnaście działających od 1999 roku otwartych funduszy emerytalnych jeszcze na początku tego roku miało ok. 48 mld zł zysku. Jednak z powodu kryzysu straciły już połowę tej kwoty. Zyski stopniały do 24 mld zł. Dlatego KNF chce narzucić im zasady inwestowania kapitału klientów.
Komisja proponuje następujące szczegółowe rozwiązania:

- Klienci sami będą decydowali, jakie ryzyko gotowi są ponieść - określą, czego chcą mieć więcej w portfelu inwestycyjnym - czy bardziej ryzykownych akcji, czy też np. bezpiecznych obligacji skarbowych i lokat bankowych.

- Kilka lat przed wypłatą świadczeń, np. pięć, pieniądze przyszłego emeryta będą inwestowane tylko w instrumenty bezpieczne. Pozwoli to na uniknięcie ryzyka utraty wartości zgromadzonych oszczędności podczas bessy tuż przed przejściem na emeryturę.

- Zarobki osób zarządzających funduszami emerytalnymi będą zależne od wyników funduszy.
Propozycja zmian trafiła już do Ministerstwa Finansów. Teraz rząd pracuje nad projektem, który ma być gotowy jeszcze w tym roku.

Kryzys finansowy i załamanie na giełdzie sprawiły, że zyski otwartych funduszy emerytalnych topnieją w zastraszającym tempie. Tylko do połowy października OFE straciły już ponad 24,2 mld zł. To prawie połowa wszystkich zysków wypracowanych przez dziewięć lat ich istnienia! Jednak dzięki temu, że w poprzednich latach były bardzo wysokie, fundusze nadal są na dużym plusie wynoszącym 24,8 mld zł. Nie wiadomo jednak, co się stanie i z tym zyskiem, jeżeli giełda nadal będzie spadać. A zdaniem analityków i głównych ekonomistów kryzys na rynkach finansowych potrwa przynajmniej do połowy przyszłego roku.

Wraz z zyskami maleje stopa zwrotu z zainwestowanych pieniędzy. Za ostatnie trzy lata we wrześniu wynosiła już tylko 12 proc. Na koniec października wyniki będą znacznie gorsze.
Co ciekawe, fundusze straciły 24 mld zł tylko na portfelu akcyjnym. A w walory spółek notowanych na giełdzie inwestowanych jest tylko 22 proc. aktywów OFE. Pozostałe pieniądze ulokowane są w lokatach i obligacjach rządowych.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

OFE do kontroli

+9 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

em.j (gość)  •

Ludzie ocknijcie sie przeciez to jest nic innego jak tylko PIRAMIDA napewno starsi pamietaja co to takiego za chwile nie bedziecie miec nic nawet 10 procent tego co zescie wplacili a grubasy z rzadu PO i PSL beda przejadac wasze ciezko zarobione grosze UCIKAJCIE z tego diabelskiego pomyslu przeciez ci dranie nic innego nie potrafia jak tylko krasc i smiac sie z narodu a potem beda mowic Polak glupi przed szoda i glupi po szkodzie

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nabici w reformę

+7 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

htp (gość)  •

Co miesiąc potrącają nam prawie jedną piątą pensji na przyszłą emeryturę. Wielu z nas części tych pieniędzy… nigdy już nie zobaczy.

Od 2009 roku rozpoczną się wypłaty pierwszych emerytur z tzw. II filara, czyli otwartych funduszy emerytalnych. Rząd ogłosił projekt, według którego każdy emeryt będzie mógł wybrać jedną z trzech form wypłaty emerytury. Przy okazji Polacy dowiedzieli się, że wcale nie będą mogli dysponować swoimi pieniędzmi.

Indywidualna, małżeńska, gwarantowana
Rządowy zespół pod kierunkiem wicepremiera Ludwika Dorna przedstawił trzy propozycje. Pierwszą jest „klasyczna” emerytura indywidualna: stała kwota, wypłacana co miesiąc do końca życia. Jej wysokość zależeć będzie od ilości zgromadzonych oszczędności i prognozowanej, według tabel statystycznych, długości życia. Jeśli ktoś umrze wkrótce po przejściu na emeryturę, cały jego kapitał przepadnie, rodzina nie dostanie ani grosza.
Druga propozycja to emerytura małżeńska. Jeśli na przykład mężowi należałoby się dwa tysiące emerytury, a żonie tysiąc, mogą oboje dostawać po półtora tysiąca. Po śmierci współmałżonka pozostawałaby jedna taka „uśredniona” emerytura.
I wreszcie tzw. emerytura z okresem gwarantowanym. Emeryt wskazuje osobę, która ma dziedziczyć emeryturę w wypadku jego śmierci. Obowiązuje to jednak tylko na dziesięć lat. Na przykład jeśli emeryt umrze po dziewięciu latach, spadkobierca będzie dostawać pieniądze tylko przez rok. Emerytura z okresem gwarantowanym ma być wyraźnie niższa niż indywidualna.

Śmierć frajerom?
Tylko ci, którzy będą żyli bardzo długo, mają szansę wybrać swoje oszczędności do końca. OFE będą obracać naszym kapitałem również przez cały okres emerytury. Można się spodziewać, że z dobrym skutkiem. W 2006 r. towarzystwa emerytalne pobrały z naszych składek ponad 1,45 mld złotych i zarobiły „na czysto” 590 milionów. My natomiast na emeryturze możemy liczyć głównie na waloryzację o kwotę inflacji. Nawet jeśli OFE będą się dzielić z emerytami zyskiem (co nie jest przesądzone), bardzo możliwe, że kapitał będzie się wyczerpywać wolniej niż zakładano.
Najbardziej poszkodowani będą pechowcy, którzy umrą tuż po przejściu na emeryturę. Mogą stracić nawet kilkaset tysięcy złotych. Żadna z propozycji nie zakłada możliwości wypłacenia większej kwoty naraz, żadna nie dopuszcza dziedziczenia całości oszczędności przez najbliższą rodzinę.
O propozycjach rządowych jako pierwszy napisał „Puls Biznesu”. Artykuł umieściły w Internecie wszystkie popularne portale. Na Interii pod tekstem było ponad 260 komentarzy. Nikt nie pochwalił propozycji. Większość nazywała je złodziejstwem i oszustwem. „Jak to? Dzieci nie odziedziczą moich pieniędzy? To po co była ta reforma? Czym to się różni od ZUS?”. „A jeśli zachoruję, to nie mogę własnych pieniędzy wybrać na leczenie? Czemu ktoś może mi tego zabronić? Przecież to moje oszczędności!” – to tylko najłagodniejsze komentarze. Skąd tak wielkie oburzenie ludzi? Ano stąd, że czują się zwyczajnie oszukani.

Nie tak miało być
Warto dziś sięgnąć do materiałów edukacyjnych, które rozprowadzano w 1999 roku, kiedy reforma emerytalna wchodziła w życie. „Do tej pory obowiązywał system repartycyjny, tzn. osoby aktywne zawodowo opłacały składki, z których wypłacano bieżące świadczenia. Teraz, w II filarze, wprowadzamy system kapitałowy. Każdy pracownik będzie gromadził pieniądze na indywidualnym koncie w funduszu emerytalnym, który potem będzie wypłacał świadczenie” – czytamy. „Ważną innowacją jest dziedziczenie oszczędności. Jeśli oszczędzający umrze, spadkobiercy otrzymają zgromadzone przez niego pieniądze” – podkreślali twórcy reformy. Zapomnieli dodać, że dziedziczenie ma obowiązywać tylko do chwili przejścia na emeryturę. Jeśli umrzesz dzień wcześniej, rodzina dostanie twoje pieniądze, jeśli dzień później – zobaczy figę. Polacy przyzwyczaili się już do tego, że oszczędzają pieniądze w różnych funduszach. Są to ich pieniądze i mogą nimi dysponować. Chyba nikt się nie spodziewał, że w tym wypadku ktoś ograniczy ich prawo własności.



Gorzej niż w Peru i Salwadorze
Oczywiście nie mamy co porównywać się z emerytami niemieckimi, francuskimi czy angielskimi. Nie te zarobki, nie te oszczędności i nie ten model systemu emerytalnego. Nasz model został oparty na doświadczeniach latynoamerykańskich. Tamtejsi emeryci otrzymują jednak od swych rządów ciekawsze propozycje.

Emeryci powinni mieć możliwość wyboru. Tak właśnie jest w Meksyku, Chile, Peru, Argentynie, Urugwaju, Salwadorze i innych krajach – twierdzi Fernando Jaime, dyrektor AIG Global Pension.
„Puls Biznesu” szczegółowo zbadał sprawę. Okazuje się, że w tamtych krajach emeryci mogą otrzymać np. tzw. emeryturę programowaną. Polega ona na tym, że emeryt negocjuje wysokość emerytury w trakcie jej wypłacania. Może na przykład zażądać od tamtejszego OFE wypłacania przez pierwsze lata większej kwoty miesięcznie niż wynikałoby to z kalkulacji, a jeśli żyje długo i kapitał jest bliski wyczerpania, emerytura się zmniejsza. Po wyczerpaniu kapitału zgromadzonego w funduszu zostaje mu jeszcze przecież pierwszy filar. Można też wypłacić jednorazowo całość lub część zgromadzonych oszczędności i samodzielnie je inwestować. W wypadku śmierci te pieniądze naturalnie dziedziczy rodzina.

ZUS bis
Argumenty twórców reformy emerytalnej oraz członków rządu przeciwko tym rozwiązaniom są rozbrajające. Twierdzą oni na przykład, że zbyt wiele propozycji zrodziłoby chaos, a niektórzy emeryci mogliby narobić głupstw. „Danie wyboru emerytom oznacza przerzucenie na nich odpowiedzialności za decyzję, której skutki nie zawsze będą w stanie ocenić” – ta wypowiedź prof. Marka Góry, współtwórcy reformy, wywołała szczególnie nieprzychylne komentarze.
Rzeczywiście, według tej logiki ludzie nie powinni co miesiąc dostawać pensji do ręki, bo a nuż następnego dnia przepiją. Co miesiąc na fundusz emerytalny oddajemy 19,52 procent pensji brutto. Z tego 12,22 proc. idzie na ZUS, a tylko 7,30 proc. na OFE. Składki wpłacane na ZUS, skąd dostaniemy stałą, dożywotnią emeryturę, są przecież zabezpieczeniem ewentualnego błędu, który emeryt może popełnić, „źle” wydając pieniądze wybrane z OFE. Tymczasem rząd, zamiast dać emerytom możliwość dysponowania pieniędzmi zgromadzonymi w II filarze, zafundował im ZUS bis, twierdząc, że to dla ich dobra, żeby sobie nie zrobili krzywdy!
Można jeszcze zadać pytanie, czemu rządzącym tak zależy na dobrej kondycji finansowej OFE. Otóż fundusze, jak się okazuje, nie mogą swobodnie inwestować tam, gdzie chcą. Ograniczenia dotyczą np. inwestycji za granicą, a także w rynek nieruchomości. Ma to zapewnić bezpieczeństwo naszym pieniądzom. Bez ograniczeń OFE mogą inwestować głównie w obligacje skarbu państwa. Jak twierdzi Robert Gwiazdowski, prezes rady nadzorczej ZUS, właśnie w obligacjach OFE lokują teraz 60 procent naszych oszczędności. To oczywiście bezpieczna inwestycja, ale przy okazji oznacza stały dopływ pieniędzy do skarbu państwa. Im bogatsze OFE, tym bogatszy budżet.

I pewnie dlatego wielu z nas nigdy nie zobaczy własnych pieniędzy, które w pocie czoła oszczędza.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Głodowe emerytury z OFE wywołają tsunami

+7 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

www (gość)  •

Jeśli powinna powstać jakaś komisja śledcza dla dobra kraju i milionów Polaków, to niewątpliwie komisja śledcza ds. Otwartych Funduszy Emerytalnych. Dwunastu milionom polskich emerytów - członkom OFE - dziewięć lat temu wciśnięto poprzez gazety i ekrany telewizji kota w worku...

Wielu uwierzyło, że na stare lata niczym dzisiejsi emeryci z Niemiec czy Szwecji będą wygrzewać kości na słonecznych plażach Florydy, Majorki. Tymczasem zapowiada się, że będziemy mieli powtórkę ze skandalu w stylu powszechnych świadectw udziałowych NFI. Skala rozczarowań i oburzenia, jaka niewątpliwie nadejdzie może zmieść każdy rząd i koalicję, a zbliża się błyskawicznie. Już na początku kwietnia 2009 r. pierwsi beneficjenci nieprzemyślanej i szkodliwej reformy ubezpieczeniowej z 1999 r. zgłoszą sie po emeryturę, a raczej wyrok skazujący ich na nędzę i wykluczenie.
Ubezpieczeniowy cud?

Trzy tysiące kobiet, które jako pierwsze uzyskają emerytury z II Filaru na głodowym poziomie stanowiącym realnie 900 zł – 1000 zł na rękę wywoła prawdziwe tsunami. Kończy się komfort PTE i OFE polegający wyłącznie na przyjmowaniu pieniędzy od emerytów poprzez budżet państwa w skali 20 – 30 mld zł rocznie (2–3 mld zł miesięcznie) i kasowaniu prowizji rzędu 700 mln – 1 mld zł rocznie. Wygląda na to, że stopy zastąpienia (czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniej pensji) dla osób z niskim wynagrodzeniem będą oscylowały pomiędzy 50 – 75 proc., podczas gdy w krajach OECD, gdzie takiej "cudownej" reformy nie przeprowadzono wynosi 83 proc., a w Polsce przed "cudem ubezpieczeniowym" wynosił 96 proc. Łatwo policzyć, że kobieta która zarabia obecnie 1500 – 2000 zł otrzyma na rękę od 900 do 1500 zł. Nic dziwnego, że z analiz OECD wynika, że wdrożony w Polsce z takimi fanfarami system emerytalny w ramach tzw. czterech reform Buzka – Balcerowicza może prowadzić do zagrożenia ubóstwem osób o niskich zarobkach. A takich w Polsce jest najwięcej.

Kłamano od początku

Błędy i kłamstwa leżały u podstaw tej reformy. Media, licząc na wpływy z reklam, skutecznie zablokowały krytyków tych rozwiązań. Działania wielu OFE rozpoczęto od oszukańczych praktyk inwestycyjnych, wszystkie miały świetne wyniki, często sztucznie zawyżone, nadzór był jak zwykle wyrozumiały i pobłażliwy, z krótkim epizodem staranności za czasów prezesury Cezarego Mecha. Wysokie wskaźniki zyskowności w OFE były wynikiem po części dziwnej inżynierii finansowej. Skutecznie ukrywano straty na konkretnych operacjach często powtarzanych wielokrotnie. Sprzedawano papiery po cenach niższych od rynkowych, kupowano natomiast po cenach wyższych od rynkowych. Ponieważ napływały nowe mld zł z ZUS, w papierach się zgadzało (w 2008 r. OFE otrzymają 33 mld zł z budżetu państwa via ZUS, co miesiąc od 2 – 3 mld zł z naszych składek).

Emerytalne niewolnictwo

Prowizje pobierane przez OFE były i są nadal gigantyczne – 7 proc. od wartości składek za sam fakt ich napływu. Wyobraźmy sobie minę klienta banku, który zakładając lokatę bankową na 30 lat miałby zapłacić za to 7 proc. Do tego dochodzą opłaty za zarządzanie, rocznie ok. 0,6 proc. wartości aktywów, które urosły dziś do ok. 134 mld zł, a w 2009r będzie to ok. 180 mld zł.

Do tego opłaty za zmianę przymusowego wcielenia do któregoś z OFE. Co to ma wspólnego z nowoczesną gospodarką wolnorynkową? To czyste niewolnictwo.

Czyje koszty, czyje zyski...

OFE mogą lokować do 40 proc. środków w akcje na GPW, na czym ostatnio w styczniu straciły blisko 6 mld zł pieniędzy emerytów i nie wiadomo czy to koniec. Podczas gdy klienci TFI stracili na giełdzie 11 mld zł, w styczniu 2008 r. mogli rzucić się do panicznej ucieczki, tu nawet zejść z pokładu emerytalnego "Titanica" nie ma możliwości. Około 60 proc. pieniędzy OFE lokują w państwowe obligacje. To blisko 90 mld zł, z których rząd i budżet dotują ZUS, emerytury i podwyżki w sferze budżetowej. Polski emeryt finansuje zatem podwyżki dla lekarzy, którzy często gęsto nie chcą go przyjąć w państwowej przychodni, bo akurat strajkują. Jeśli do tego dołożymy bałagan ustawodawczy, brak systemów informatycznych w ZUS-ie, brak jasnych zasad wypłat i dziedziczenia środków to 12 mln Polaków ma się czym martwić. OFE puchną jak pączki.

W 2006 r. zebrały 590 mln zł zysku netto, w 2007 r. około 700 mln zł. Aż 1,53 mld zł kosztowały nas usługi OFE tylko w 2007 r., podobnie będzie w kolejnych latach. Pamiętajmy, że co roku na emerytury przechodzi blisko 100 tys. Polaków. Gigantycznie rozbudowano biurokrację emerytalną. Przed reformą emerytalną płatnicy składek składali ok.18 mln dokumentów rocznie, a po reformie już 260 mln rocznie.

Ubodzy emeryci

Za grzech pierworodny tak szkodliwej reformy emerytalnej ponoszą winę rząd Jerzego Buzka, którego partia znów jest dziś u władzy, oraz twórcy tej reformy m.in. prof. Marek Góra, który dziś doradza rządowym gremiom. W ostatnich dniach odtrąbiono kolejny cud emerytalny rządu Donalda Tuska. Poinformowano, że za 30 lat polski emeryt otrzyma 5500 zł emerytury. Problem w tym, że dotyczy to wyłącznie dzisiejszego 30-latka, a realna wartość tych pieniędzy za 30 lat to obecnie 1800 zł. Podobnie dzisiejsi 50-latkowie przy pensji 3000 zł dostaną emeryturę 1697 zł (dla kobiet) o realnej wartości 1056 zł i 2648 zł (dla mężczyzn), czyli realnie na stan teraźniejszy 1531 zł.

Co z kontrolą?

OFE proponują, by mogły inwestować za granicą docelowo nawet 30 proc. aktywów, choć dotychczas nie wykorzystywały nawet dozwolonego 5-proc. pułapu, bo w Polsce łatwo i dobrze się zarabiało. Trzeba się zastanowić, czy to nie jest droga do wyprowadzenia oszczędności emerytów za granicę.

W wyniku spadków na GPW majątek OFE skurczył się przez ostatnie 12 miesięcy o około 16 mld zł. Tylko w styczniu aktywa zmniejszyły się o 6 mld zł.

Co by było, gdyby OFE zainwestowały w pożyczki subprime za Oceanem? Kto wówczas wyrównałby straty polskim emerytom?

odpowiedzi (0)

skomentuj