Menu Region

Robespierre: dwie twarze wodza

Robespierre: dwie twarze wodza

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Bożydar Brakoniecki

4Komentarze Prześlij Drukuj
Upalnego 28 lipca 1794 roku, czyli w nowomowie rewolucji francuskiej 9 thermidora, głowę na gilotynie położył jej architekt, 36-letni Maximilien Marie Isidore Robespierre. Scena jednej z najsłynniejszych w historii świata dekapitacji wyglądała wyjątkowo malowniczo.
Robespierre wstąpił na szafot dumnie wyprostowany i wygłosił do milczących tłumów krótką przemowę o konieczności kierowania się w życiu uczciwością i obowiązkiem. Ale gdy tylko jego głowa stoczyła się w trociny, tłum oszalał z radości, bowiem wraz ze śmiercią Robespierre'a skończył się wreszcie znienawidzony terror.

Ruth Scurr, brytyjska historyczka z Oksfordu, której biografia "Robespierre. Terror w imię cnoty" trafi dziś na księgarskie półki, nie ma wątpliwości, że nasz lubujący się w gilotynowych harcach bohater mógłby spokojnie stać na czele listy historycznych, dwulicowych potworów.

A jego upudrowana peruka byłaby doskonałym znakiem rozpoznawczym tych, którzy mając usta pełne frazesów, kończą zaprowadzanie porządku strachem i krwią spływającą litrami do rynsztoka.

Dlatego Scurr pieczołowicie prześledziła koleje losu Robespierre'a, aby w jego biografii odnaleźć punkt, w którym poczciwy adwokacina z prowincjonalnego Arras zamienił się w kata, szwadronami wysyłającego politycznych wrogów pod ostrze wynalazku doktora Josepha Guillotina.

I jak sama przyznaje, zadanie okazało się nad wyraz trudne. Bo oto zaprzysięgły pogromca tyranów przez całe dorosłe życie uchodził za wzór obywatelskich cnót. Kończył elitarne szkoły, z lubością rozczytywał się w dziełach filozofów (szczególną estymą darzył Jeana Jacques'a Rousseau), a prowadząc praktykę adwokacką, niejednokrotnie bronił biedaków za darmo.

Nie zdegenerowała go także błyskotliwa kariera polityczna. Gdy został deputowanym stanu trzeciego, bronił nawet monarchii konstytucyjnej. A już na zupełną kpinę zakrawa fakt, że jako członek jakobińskich jastrzębi ogniście występował przeciw karze śmierci.

Przemowami, w których przyrównywał ją do największego barbarzyństwa, na jakie potrafi zdobyć się człowiek, zasłużył nawet na przydomek francuskiego Katona i wieniec laurowy od ziomków z Arras. Robespierre zamieszkiwał wtedy niewielki sublokatorski pokoik w Paryżu i na tle opływających w majątek politykierów uchodził za prawdziwe wcielenie cnót.

1 »
4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Błędy zawiera ta recenzja

+35 / -30

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Denoi (gość)  •

W tej książce nie ma niczego takiego o śmierci Robespierre'a na szfocie jak napisał autor tej recenzji, poniosła go fantazja.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Ja lubię Robespierre'a

+35 / -37

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

amolka (gość)  •

Ta książka to stek bzdur, zgadzam się z poprzednim komentarzem

odpowiedzi (0)

skomentuj

Co za brednie!

+48 / -44

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

rez (gość)  •

Robespierre i przemówienie przed szafotem? LLLLLLLLLLLOOOOOOOOOOOOOOOLLLLLLL. Oj widać że ktoś tutaj naprawdę nie wie co się stało przed tym jak Maksymilian został ścięty. Robespierre został ranny albo sam próbował popełnić samobójstwo. Ledwo się trzymał przed egzekucją. Na szafot został dostarczony na krześle katowskim. Zresztą nie miał jak mówić bo miał rane postrzałową która uszkodziła mu szczękę. Nie piszcie więc bzdur na samym wstępie.
No i Maksymiliana można polubić bez najmniejszego problemu. Tylko wypada czytać coś lepszego niż tendencyjne książeczki.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Co za brednie!

+28 / -23

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

rez (gość)  •

Robespierre i przemówienie przed szafotem? LLLLLLLLLLLOOOOOOOOOOOOOOOLLLLLLL. Oj widać że ktoś tutaj naprawdę nie wie co się stało przed tym jak Maksymilian został ścięty. Robespierre został ranny albo sam próbował popełnić samobójstwo. Ledwo się trzymał przed egzekucją. Na szafot został dostarczony na krześle katowskim. Zresztą nie miał jak mówić bo miał rane postrzałową która uszkodziła mu szczękę. Nie piszcie więc bzdur na samym wstępie.
No i Maksymiliana można polubić bez najmniejszego problemu. Tylko wypada czytać coś lepszego niż tendencyjne książeczki.

odpowiedzi (0)

skomentuj