Menu Region

Karol Strasburger: Szanuję jedzenie

Karol Strasburger: Szanuję jedzenie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marta Mońko

2Komentarze Prześlij Drukuj
W kuchni Karol Strasburger kompromisów nie uznaje. Jeśli herbata, to parzona z liści, miód - tylko z dobrej pasieki, chleb - własnego wypieku. Ale jeśli ma do wyboru dobry obiad albo tenisa, wybiera... mecz.
Według Karola Strasburgera jedzenie nie jest w życiu najważniejsze. Ale nieustannie nam towarzyszy, trudno więc mówić o życiu bez jedzenia. Dlatego w jego książce "Apetyt na życie" wspomnienia i przepisy zajmują równorzędne miejsce. Nie zabrakło tam opowieści o pierwszych krokach aktora w kuchni, dalekich podróżach i cudem odnalezionym niebieskim zeszycie z przepisami babci Hanny. W rozmowie z "Dobrą Kuchnią" opowiada o posiłkach kampera, szacunku dla miodu i zamiłowaniu...do zakupów.

Po czym rozpoznać dobrą kuchnię?

W restauracji? Po liczbie gości.

A w mieszkaniu?


Po ostrym nożu. Bez niego żadna kuchnia funkcjonować nie może. Proszę zwrócić uwagę na szefów kuchni: mają zawsze noże najlepszej jakości, ale i tak co chwilę je ostrzą. Nóż po prostu musi być ostry, inaczej wszystko się rzępoli i gotowanie sprawia więcej stresu niż przyjemności.

Jedzenie jest dla Pana ważne?

Tak, ale nie najważniejsze. Nie wstaję rano i nie zastanawiam się przy śniadaniu, co zjem na obiad. Jeśli mam dużo pracy, potrafię nie jeść cały dzień. A jak mam do wyboru zjeść dobry obiad lub pójść na tenisa, to bez zastanowienia wybieram tenis.

Nie wierzę!

Ale to prawda. Co innego kiedy miałbym do wyboru na przykład obiad w Chorwacji. Mam tam parę takich miejsc, w których siadam przy stole i wiem, że będę tak siedzieć jeszcze parę godzin - bez względu na to, co na ten stół trafi. Nie ma też dla mnie nic przyjemniejszego niż choćby najprostsze danie zjedzone gdzieś na alpejskim stoku. Ostatnio w Austrii, w małym górskim schronisku, zamówiłem ziemniaki przesmażone z boczkiem i warzywami. Niby proste danie, ale w tamtej scenerii, po kilku godzinach jazdy, smakowało mi jak najbardziej wykwintna potrawa. Uważam po prostu, że od samego jedzenia ważniejszy jest klimat miejsca, w którym jemy.

Dużo miejsca w Pana książce zajmuje kemping.

Tak, to jedna z moich pasji. Wakacje to ten czas, kiedy jedzenie wysuwa się w moim życiu na pierwszy plan. Na kempingu w zasadzie wszystko kręci się wokół jedzenia, bo cały czas siedzi się przy stole, coś podjada, popija. Często też umawiamy się ze znajomymi, że jedna osoba wstaje rano i jedzie w miejsce, gdzie rybacy przywożą świeżo złowione ryby. Nieraz to jest czwarta rano! Ten ktoś kupuje wtedy z 50 ryb, z których robimy wieczorem prawdziwą grillową ucztę. Ryby pieką się na 4-5 rusztach równocześnie. Każda rodzina przyrządza je tak, jak lubi najbardziej. Potem wszyscy razem biesiadujemy. Atmosfera jest cudowna! Wszyscy są zrelaksowani, ubrani na luzie i mają świetne wakacyjne nastroje. Do morza jest często raptem kilka metrów!

1 3 »
2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

jcnwio

+14 / -19

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kinga (gość)  •

A ja lubię tego aktora. To bardzo dobrze, że szanuje jedzenie. Ja dopiero jestem na drodze do kupienia wypiekacza chleba. Jeszcze nie wiem na który się zdecyduję. Na temat tego mulinexa słyszałam wiele pochlebnych opinii, także poważnie rozważam jego zakup.

odpowiedzi (0)

skomentuj

chleb...

+19 / -14

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

laila (gość)  •

moze jego awaly nie sa najlepsze ale to co tutaj mowi o jedzeniu bardzo mi sie podoba. u nas w domu podejscie bylo podobne, mama stawiala na jakosc i samodzielnosc. moja kuchnie rowniez tak prowadze, znajomi czasem dziwia sie ze sama wypiekam chleb, ale znika szybciutko i smak ma boski. inna sprawa ze ja mam lepiej niz mama, bo dysponuje profesjonalnym wypiekaczem moulinexa wiec chleb wlasciwie sam sie piecze, a mama meczyla sie z piekranikiem...

odpowiedzi (0)

skomentuj