Menu Region

Na Kremlu trwa hossa ludzi z KGB

Na Kremlu trwa hossa ludzi z KGB

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Monika Libicka

Prześlij Drukuj
Z Edwardem Lucasem, dziennikarzem m.in. "The Economist", "The Independent" i BBC, rozmawia Monika Libicka
Słyszał Pan o tym, że Rosjanie, korzystając z kryzysu na światowych giełdach, wykupują udziały w ukraińskich bankach?
Tak, to bardzo niepokojąca wiadomość.

Dlaczego?
Bo zapłacimy wysoką cenę polityczną za wzmocnienie pozycji Rosjan na Ukrainie. Oni nie mają większego problemu, by sypnąć miliardami tu czy tam i wykupić ważne udziały.

W ten sposób można osiągać polityczne cele bez medialnego szumu i udziału armii, bez powtórki z konfliktu na Kaukazie?

Oczywiście. Powinniśmy bardziej martwić się o rosyjskie banki, a nie tanki, czyli czołgi. Gruzja była w polityce Kremla odstępstwem od reguły. A regułą jest wykorzystywanie tzw. soft power, szczególnie w obszarze finansowym. Rosjanie wykupują strategiczne instytucje w innych państwach, próbują podkupywać polityków, a nawet całe partie, tak jak to było ostatnio w Wielkiej Brytanii, gdzie powiązany z Kremlem oligarcha Oleg Dieripaska miał finansowo zasilić Partię Konserwatywną.

Czy jednak spadek cen ropy i gazu nie osłabia Rosji i jej polityki zagranicznej?

Obecny kryzys nie dotyka Rosji tak jak innych krajów demokratycznych. Dla jej władców to nie jest czynnik zmuszający do przemyślenia swojej polityki.

Jak to możliwe?
Rosja dziś nie biednieje, tylko bogaci się wolniej. Ostatnie 6 lat było dla reżimu byłych KGB-istów prawdziwą bonanzą, podczas której zgromadzili rezerwy w wysokości setek miliardów dolarów. W roku 2006 nadwyżka handlu zagranicznego tego kraju, szacowana na 400 miliardów, była trzecia na świecie, po chińskiej i japońskiej, a w skali międzynarodowej gospodarka rosyjska przesunęła się z miejsca dwudziestego drugiego na jedenaste.

Niektórzy jednak twierdzą, że cena za baryłkę ropy wyznacza rozmach, z jakim Kreml może określać swoje cele.
Rosja jest krajem, który ze względu na potężną korupcję ma bardzo wysokie koszty produkcji ropy i gazu. Jeśli ceny tych surowców nadal będą spadać, można zacząć ciąć te koszty. Jeśli cena jest obecnie ustawiona na około 70 dolarów za baryłkę, to nie jest to samo, co w przypadku krajów zachodnich, gdzie firmy obowiązuje przejrzystość finansowa. Na to trzeba patrzeć z punktu widzenia Putina, a nie firm produkujących surowce.

Czyli Putin i Miedwiediew mają nadal pieniądze na swobodne prowadzenie polityki zagranicznej?
Rosja dziś siedzi na górze pieniędzy. Potężny dług publiczny, który w 1998 roku stanowił 150 procent produktu krajowego brutto, w roku 2007 spadł do 7 procent. Te wskaźniki oznaczają obfitość środków na prowadzenie polityki wewnętrznej i zagranicznej. Jest to szczególnie znaczące w momencie, gdy Zachód jest bardzo osłabiony i tych pieniędzy nie ma. To widać choćby po tym, że w trudnym momencie Rosję stać na wielkie geopolityczne gesty.

Takie jak pożyczka dla Islandii?
To dobry przykład dzisiejszej siły Kremla. Putin nie ma żadnego problemu z wypisaniem czeku na drobne 5 miliardów dla wiernego dotąd sojusznika NATO. Wprawdzie transakcja nie jest jeszcze sfinalizowana, ale sygnał w świat poszedł. To powinno być ostrzeżeniem dla Zachodu, który w obecnej sytuacji nie ma pieniędzy na takie gesty.

Jakim ostrzeżeniem? Powinniśmy się Rosji obawiać?
Wnioski nasuwają się same. Układ sił właśnie teraz przesuwa się na korzyść Rosjan. Dostają to, czego chcą, udało im się skłócić UE i równocześnie zatrzeć złe wrażenie po ataku na Gruzję. Odnoszą sukcesy, a ponieważ nie jest to normalna demokracja, więc do zwykłych ludzi nie dociera, ile będzie ich kosztował ten kryzys. Media opisują go jako problem w innych krajach.

I zapewniają, że kryzys gospodarczy Rosji nie grozi?
Na razie głównym efektem kryzysu jest pęknięcie nadmuchanej bańki cen na moskiewskim rynku nieruchomości i zamiany niektórych oligarchów w "minigarchów". Na razie nie ma większych zakłóceń w funkcjonowaniu kraju, a nawet jeśli się pojawią, to przecież są jeszcze bogactwa Syberii, które można wyprzedawać i kupować za nie to, co się chce i gdzie się chce.

Tak jak na Ukrainie?
A w niedalekiej przyszłości - na przykład na Łotwie, której gospodarka bardzo wyhamowała. W swojej nowej książce piszę, że powinniśmy dużo silniej reagować, gdy rosyjskie pieniądze są wpompowywane w nasze systemy finansowe. Niestety, obecnie jesteśmy dość zdesperowani i gdy Rosjanie wyciągają swój najsilniejszy argument, czyli pieniądze, żaden zachodni kraj nie może się zdobyć na odmowę.

Jesteśmy wobec Rosjan bezradni?
Trudno zaprzeczyć. Może jeśli za rok ceny ropy i gazu nie wrócą do poziomu 100 dolarów za baryłkę, Rosjanie zaczną mieć kłopoty, ale na razie to ich specjalnie nie dotyka.

Czyli nic się nie zmienia?
Władza w Rosji zawsze była oparta na broni i pieniądzach. Obecna koalicja rządząca składa się z ludzi, którzy mają za sobą albo wielkie pieniądze (oligarchowie), albo dużo broni (ludzie KGB). Ten kryzys dotyka przede wszystkim tych, którzy opierają swoje wpływy na pieniądzach, a to jest całkiem dobra wiadomość dla ludzi z resortów siłowych. To wzmacnia ich pozycję w strukturach władzy. Podobnie było podczas kryzysu w 1998 roku, gdy na finansowym załamaniu wzbogacili się dawni KGB-iści.

Edward Lucas "Nowa zimna wojna. Jak Kreml zagraża Rosji i Zachodowi", Rebis 2008

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się