Menu Region

Słaby złoty to koniec tanich wycieczek do ciepłych krajów

Słaby złoty to koniec tanich wycieczek do ciepłych krajów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Dominiak, Joanna Pieńczykowska

Prześlij Drukuj
Droższe euro i dolar to kłopot dla osób wybierających się na zagraniczne wczasy, a nawet w zwykłą podróż samolotem.
Słaby złoty to nie tylko problem dla setek tysięcy osób spłacających kredyty hipoteczne. Polacy nie mają też co szukać w zachodnich autokomisach czy sklepach z elektroniką. Towary do niedawna dużo tańsze niż u nas, ze względu na słaby złoty dzisiaj kosztują praktycznie tyle samo.

Koniec importu aut z Unii i Stanów

Osłabienie się złotego to koniec marzeń o niedrogim samochodzie z importu.
Co prawda w tym roku sprowadziliśmy już ponad 800 tys. używanych aut z Unii i USA, ale analitycy przewidują, że ten wynik nieprędko się powtórzy. Powód? Używane 3-4-letnie auto średniej klasy kosztuje np. w Niemczech 10 tys. euro. Jeszcze w lipcu na jego zakup wystarczyło ok. 33 tys. zł, a dziś trzeba wysupłać z portfela aż 37,5 tys. zł. - Gwałtowne osłabienie się złotego z pewnością wyhamuje import aut używanych - uważa Leszek Lerch, ekspert branży motoryzacyjnej z firmy Ernst & Young. Według niego jest jednak i dobra strona kryzysu, bo w najbliższych tygodniach możemy oczekiwać kolejnych obniżek cen samochodów w salonach. - Dilerzy muszą pozbyć się aut, które zamawiali, gdy koniunktura była zdecydowanie lepsza - podkreśla Lerch.

Bilety lotnicze też podrożeją

Drogi dolar to również kłopot dla osób planujących podróż samolotem. Na koszt biletu składa się taryfa wyrażona w złotych oraz dopłaty i podatki naliczane w obcych walutach. Na razie w związku z osłabieniem złotego zwiększa się koszt podatków i opłat. Na przykład w British Airways w klasie World Traveller dla lotów poniżej 9 godzin dopłata paliwowa wynosi 68 funtów. Jeszcze w zeszłym tygodniu koszt dopłaty wynosił ok. 306, a teraz już ok. 326 zł. Analitycy są jednak przekonani, że wkrótce zdrożeją też same taryfy.

- Zagraniczne linie lotnicze w większości rozliczają się w euro lub dolarach, więc jeśli złoty nadal będzie tracił na wartości, to z pewnością dojdzie do podwyżek cen biletów w Polsce - mówi Marek Sławatyniec, ekspert branży lotniczej z doradczej firmy Aviareps. Podróżnym powinna pomóc, ale nie pomoże nawet coraz niższa cena ropy. - Teoretycznie taniejąca ropa powinna utrzymać ceny na obecnym poziomie, ale linie lotnicze muszą walczyć o dodatkowe wpływy, bo ich sytuacja finansowa jest bardzo trudna - podkreśla Sławatyniec.

Więcej wydamy na egzotyczne wczasy

Musimy zapomnieć o tanich wakacjach w egzotycznych krajach. Chociaż podstawowe ceny usług na razie jeszcze się nie zmieniły, to rośnie wysokość opłat dodatkowych. - Coraz więcej touroperatorów w związku z ryzykiem walutowym wprowadza dopłaty kursowe, podobnie jak jeszcze kilka miesięcy temu wprowadzało opłaty paliwowe. - Dotyczy to głównie kierunków egzotycznych, takich jak: Sri Lanka, Kuba, Jordania, Izrael - mówi Magdalena Krzywosińska z portalu Wakacje.pl. Wysokość dopłat uzależniona jest od biura podróży. Na przykład w przypadku podróży na Kubę może sięgać 300-500 zł. Więcej zapłacimy też za wycieczki fakultatywne, a także pamiątki i zakupy.

W krajach strefy dolarowej wydamy dziś o blisko 50 proc. więcej niż w lipcu. Touroperatorzy mają też kłopoty z obsługą niektórych planowanych wcześniej kierunków. Powód? Tanie linie lotnicze, które borykają się z problemami finansowymi, na nowo negocjują warunki umów. W efekcie biura podróży zmuszone są szukać nowych poddostawców, ale płacą zwykle wtedy wyższe ceny. Bywa też, że na skutek problemów z czarterami touroperatorzy są zmuszeni w ogóle wycofać się z niektórych ofert. Na przykład od stycznia próżno będzie poszukiwać tanich połączeń na Wyspy Zielonego Przylądka czy na wenezuelską Margeritę.

Elektronika tańsza w Polsce niż w USA

Drogi dolar to również koniec cenowego eldorado w sklepach z elektroniką w USA. Jeszcze w wakacje wystarczyło kupić w Stanach jeden laptop, maksymalnie dwa, aby zwrócił się koszt biletu lotniczego do USA (ok. 2 tys. zł w obie strony). Teraz komputery i aparaty cyfrowe za oceanem stały się prawie o połowę droższe. Za średniej klasy laptopa w lipcu wystarczyło tam zapłacić ok. 2 tys. zł, a dzisiaj już 3 tys. zł, nie licząc kosztów wysyłki i cła. A za podobną cenę bez problemu kupimy analogiczny model u nas.

W Polsce sprzedawcy elektroniki nie podnoszą cen. - Większość towarów pochodzi od dostawców mających siedzibę w Polsce - mówi Wioletta Batóg, rzecznik sieci MediaMarkt i Saturn. - Nie spodziewam się , by przed końcem roku, w okresie przedświątecznym, producenci decydowali się na podwyżki - uspokaja Grzegorz Chechłacz z firmy analitycznej HGM. Zdrożeć mogą jednak najnowsze modele, które pojawią się jak zwykle w ostatnich miesiącach roku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się