Menu Region

Ks. Jerzy mógł być ofiarą walk służb specjalnych

Ks. Jerzy mógł być ofiarą walk służb specjalnych

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Pielach

Prześlij Drukuj
Kto 20 lat po śmierci ks. Popiełuszki grozi świadkom tej zbrodni?
Dziennikarze "Superwizjera" TVN potwierdzają ustalenia dziennika "Polska" dotyczące przebiegu zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

Ich ustalenia - podobnie jak przedstawione na naszych łamach - obalają oficjalną wersję wydarzeń.
Reporterzy "Superwizjera" dotarli do pielęgniarki, która widziała księdza w szpitalu już po oficjalnej dacie jego śmierci. Rozmawiali też z mężczyzną, który widział moment wrzucenia zwłok księdza do Wisły 25 października.
Mimo że od zbro-dni minęło prawie ćwierć wieku, świadków ciągle paraliżuje strach. Nie chcą mówić, choć ich zeznania mogłyby ostatecznie obalić wersję, którą przygotował gen. Kiszczak, a później przyjął sąd w Toruniu.

- Bardzo trudno namówić ich na rozmowę. Nawet po latach docierali do nich ludzie, którzy im grozili. Tę sprawę ciągle ktoś zza kulis reżyseruje - mówi "Polsce" Przemysław Wojciechowski, współtwórca reportażu o zabójstwie księdza, który w poniedziałek wyemitował TVN. I choć kolejne dziennikarskie śledztwa ujawniają coraz więcej faktów, które udowadniają, że za zabójstwem księdza stali szefowie MSW, to jednak ciągle nie wiemy, kto wydał rozkaz. Nadal jesteśmy skazani na hipotezy. Część z nich znajdzie się w następnej części reportażu o tajemnicy śmierci ks. Jerzego. "Polska" jako pierwsza ujawnia ustalenia "Superwizjera".

- Ksiądz Popiełuszko musiał zginąć. On idealnie nadawał się na męczennika. I dlatego padł ofiarą walki służb specjalnych - przekonuje Wojciechowski. Jego zdaniem jednoznaczne dowody nigdy się nie znajdą, ale za zbrodnią kryją się dwie osoby - ówczesny szef MSW gen. Czesław Kiszczak i jego poprzednik gen. Mieczysław Milewski. Pierwszy jako były szef WSW reprezentował interesy służb wojskowych, drugi za pomocą służb cywilnych realizował interesy Moskwy.

- Wśród kilku innych możliwy jest taki przebieg wydarzeń: Porwanie księdza zleca Milewski, aby wprowadzić ferment w kraju i odsunąć od władzy idących w kierunku reform Jaruzelskiego i Kiszczaka. Kiszczak dowiaduje się o tym i wysyła wojskowych, którzy odbijają księdza z rąk Piotrowskiego. Później układa scenariusz, w którym trójka esbe-ków i ich zwierzchnik Adam Pietruszka biorą winę na siebie - tłumaczy Przemysław Wojciechowski.

Tezy tej nie wyklucza również historyk prof. Antoni Dudek. Zastrzega jednak, że poruszamy się w sferze domysłów. - Nie był to spór o reformy w PZPR, ale o pozycję Milewskiego, człowieka niezwykle ambitnego. Walczył on wtedy o zachowanie wpływów po odkryciu afery Żelazo. Śmierć znanego księdza wywołałaby zamieszanie w kraju, za które Moskwa na pewno winiłaby Jaruzelskiego. Nie znaczy to jednak, że Moskwa za wszystkim stała, bo Milewski mógł działać sam - tłumaczy prof. Dudek.
Obaj rozmówcy wątpią jednak, że nazwisko sprawcy kiedykolwiek wyjdzie na jaw. Takich rozkazów nikt nie wydawał przecież na piśmie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się