Menu Region

Polska drużyna jest produktem nieobliczalnym

Polska drużyna jest produktem nieobliczalnym

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Zbigniew Boniek, były piłkarz

1Komentarz Prześlij Drukuj
Jeżeli w sporcie coś jest nieobliczalne, to trudno przeanalizować to zjawisko w jakikolwiek sposób. Typowym produktem nieobliczalności jest polska reprezentacja narodowa.
Jeśli porównamy mecze sprzed dwóch lat z Portugalią w Chorzowie i Armenią na wyjeździe albo tegoroczne spotkania ze Słowenią we Wrocławiu i z San Marino na wyjeździe (o ostatnim ze Słowacją lepiej nie wspominajmy) do tego z Czechami w Chorzowie, to nie znajdzie się mądry, który mógłby powiedzieć coś merytorycznego i pewnego.

Widząc, że nie można powiedzieć niczego, co będzie potem możliwe do udokumentowania, cała krytyka i ocena reprezentacji sprowadza się do tego, czy Artur Boruc jest dobrym czy złym bramkarzem; czy Leo Beenhakker dał już z siebie wszystko czy ma coś jeszcze nam wszystkim do zaoferowania; co by było, gdyby Paweł Brożek został do kadry powołany wcześniej, albo co by się stało, gdyby ten, a nie inny zawodnik wszedł na boisko, a inny go zbyt wcześnie nie opuścił.


Brak jakichkolwiek odnośników podzielił również polskie media, które dzielą się na dwie grupy: pro-Leo i te, które stoją zupełnie po drugiej stronie rzeki.

Taka sytuacja będzie trwała tak długo, dopóki nie będziemy mieć silnej bazy. Dopóki spotkania pierwszej ligi będą wyglądały w taki sposób, dopóty ekstraklasa nie będzie dorównywała rozgrywkom ligowym w Europie.

Tak długo, jak będziemy się zachwycali faktem, że oto polski zawodnik grający w silnej lidze zachodniej wszedł na boisko w 50. min i strzelił bramkę w przegranym meczu, tak długo zawsze będziemy drżeli przed spotkaniami reprezentacji narodowej.

Pierwsze ślady zmiany tej smutnej tendencji już widać. Czasami, i z satysfakcją zauważam, że coraz częściej, można spotkać u naszych piłkarzy odpowiedni rytm podczas meczu. Wybieganie zawodników zaczyna być porównywalne do tego, co widzi się w niektórych spotkaniach w mocnych ligach zachodnich.

Droga do pełnego sukcesu jest jeszcze baaaaaardzo daleka, ale wcale nie niemożliwa do przejścia. Wymaga to tylko konkretnej pracy wielu, wielu ludzi na wszystkich szczeblach.

Sam bym chciał usiąść kiedyś na meczu reprezentacji i być pewien, że poniżej pewnego poziomu moja drużyna nie zagra. A tak dzisiaj wciąż obowiązuje słynne powiedzenie Janka Tomaszewskiego, który stwierdził kiedyś: "Nasza drużyna - to boska drużyna. Jeden Bóg wie, jak i kiedy zagra".


Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Gorzkie żale Pana Bońka

+3 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Oldboy-Nie-kibic. (gość)  •

Panie Boniek!
Piłka - to w normalnym kraju tysiące młodych ludzi. Nawet w naszej lidze, gdzie mamy kilkadziesiąt druzyn w ekstraklasie, ileś tam w drugich i innych ligach. Razem składy podstawowe + rezerwy daje to kilka tysięcy młodych ludzi. To samo dotyczy innych dyscyplin. I ci mlodzi ludzie, będący najczęściej w nastoletnim wieku wierzą jeszcze w ideały. Wyniesione ze szkół, z lektur. Wiedzą, ze piłka to dla nich szansa. Na odmianę swego zycia, polepszenia losu. Oni nie są sportowymi altruistami. Trafiają do klubów, ćwiczą, awansują. Jak juz dojdą do wyższego składu - nagle wchodzą na ścianę. Przestają byc ważne ich umiejętności - ważnym staje się układ. Kreowany i kontynuowany przez tzw. "działaczy". Umiejętności mlodego człowieka są nieważne. Ważne jest to, co sobie ustaliło dwóch panów przy zielonym stoliku. Jak Pan sądzi, czy w tej sytuacji któremuś z tych tysięcy młodziaków zależy na uczeniu się pracy zespołowej? Uważam że nie. Oni chcą jedynie pokazać się, zabłysnąć, aby trafić do ligi zagranicznej. Bo tam zostanie uznana ich wiedza, umiejętności. Tak więc - dopóki ta prawda nie trafi do Pana i Panu podobnych - może Pan traktować te swe wypocinyc na łamach prasy jeddynie jako sposób na zarobienie paru groszy wieszówkę. Nie jako pouczanie Benhakera. Ryba psuje się od działaczy. A tak - ku rozwadze: Kto wyszkolił siostry Radwańskie?, Roberta Kubicę? Jaki związek tego dokonał? A Pan gdzie więcej skorzystał? W Widzewie?

odpowiedzi (0)

skomentuj