Menu Region

"Free Rainer": Telewizja komercyjna to śmie(r)ć

"Free Rainer": Telewizja komercyjna to śmie(r)ć

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Leończuk

Prześlij Drukuj
Gdy poznajemy Reinera, właśnie wychodzi z biura i wsiada do wypasionego auta. Kasuje radiowóz, który tarasuje mu wyjazd, i pędzi ulicami Berlina. Po drodze wciąga kilka kresek i ostro pociąga z gwinta.
Ta kozacka jazda świetnie opisuje jego życie. Facet produkuje idiotyczne teleturnieje i reality show, które biją rekordy popularności. Nienawidzi siebie i świata, jest na najlepszej drodze do autodestrukcji.

Otrzeźwienie przychodzi, gdy ociera się o śmierć. Próbuje go zabić dziewczyna imieniem Pegah, która w ten sposób chce pomścić samobójstwo dziadka sprowokowane przez jeden z programów Rainera.
Teraz oboje postanawiają zmienić oblicze telewizji. Chcą tego dokonać, manipulując słupkami znienawidzonej oglądalności. Działanie Pegah, Rainera i grupki ich bezrobotnych przyjaciół ma dalekosiężne i nieprzewidziane skutki...

W lodówce straszy Doda, w internecie Paris "One Night" Hilton, a w telewizorze Jola "Koń" Rutowicz. Przeglądasz program telewizyjny, a tam straszy chłam. Każda stacja, nawet publiczna (z założenia misyjna), ma w ofercie telenowelę, która ciągnie się latami, żeruje na widzach i robi im wodę z mózgu. I programy z gwiazdami, które gibają się - na lodzie czy parkiecie - lub wyją, udając, że potrafią śpiewać. Z myślącą ofertą widz może obcować o nieludzko wczesnych lub nieludzko późnych godzinach.

W telewizji króluje szambo. Jesteśmy nim zalewani i z czasem przestaje nam to przeszkadzać.
- Przyzwyczajenie to największa siła na świecie - mówi Rainer, bohater filmu Hansa Weingartnera.
Lubię filmy niejednoznaczne. Ale "Free Rainer" do nich nie należy, a mimo to nie przeszkadzało mi, że reżyser, nie siląc się na niuanse, otwarcie potępia telewizję, która sprzyja niskim gustom,
i przyzwyczaja widzów do łajna. Przymknęłam też oko na mocno przerysowane, sięgające absurdu sytuacje. To wszystko mi nie przeszkadzało, bo miałam wiele okazji do śmiechu.

Niektórzy powiedzą, że "Free Rainer" służy taniej publicystyce, a HansWeingartner opowiada o współczesnym obliczu telewizji w sposób idealistyczny, naiwny, wręcz dziecinny. Ale czy kluczenie wokół tego tematu, ubieranie go w piórka i górnolotne frazesy nie byłoby najlepszym dowodem na to, że reżyser chce nami manipulować? To byłoby działanie w stylu telewizyjnym, które tak potępia.

Free Rainer

reż. Hans Weingartner
cccdd
Niemcy/Austria, 2007, dramat
wyst. Moritz Bleibtreu, Elsa Sophie Gambard, Milan Peschel,
dyst. Vivarto

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się