Menu Region

Habemus papam - te słowa przestraszyły komunistów

Habemus papam - te słowa przestraszyły komunistów

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Andrzej Krajewski, historyk

Prześlij Drukuj
"Chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy" - zanotował 16 października 1978 r. w dzienniku pisarz Andrzej Kijowski. Tego dnia kardynał Karol Wojtyła został papieżem, a objawy szaleństwa dotknęły w Polsce każdego, nawet dygnitarzy z PZPR.
Przed trzydziestu laty prawdopodobnie pierwszą osobą w kraju, która dowiedziała się, że nowym papieżem będzie Polak, był członek Biura Politycznego KC PZPR Stanisław Kania. Akurat pracował w gmachu KC, gdy na jego biurko trafiła depesza Agencji Reutera z tą informacją.

Zaszokowany chwycił za telefon i zadzwonił do domu Edwarda Gierka. Gdy przekazał wiadomość, jak potem wspominał, usłyszał tylko okrzyk "O rany boskie!", a potem nastąpiła cisza. Niedługo potem taka sama cisza zapadła na Dworcu Centralnym w Warszawie, kiedy megafony ogłosiły niezwykłą nowinę.

"Zupełną ciszę przerywały tylko komunikaty o odjeżdżających pociągach. Tym razem - pomyślałem, obserwując moich przygodnych towarzyszy - milczenie musi być znakiem wielkiej radości" - zanotował historyk literatury Stefan Frankiewicz. Ta chwila milczenia poprzedzała wybuch spontanicznej radości.

W Krakowie, gdzie kardynał Wojtyła był metropolitą, na rynku zebrał się tłum ludzi. "Studenci i klerycy formują pochód, ktoś na jego czele niesie biało-czerwoną flagę. Śpiewają imponująco pieśni kościelne i patriotyczne. Ludzie w oknach biją brawo" - relacjonowano na łamach wydawanego w drugim obiegu pisma "Spotkania".

Krakowianie zgodnie pomaszerowali na Wawel, by tam rozkołysać dzwon Zygmunta. Sparaliżowane zachowaniem mieszkańców miasta władze nie interweniowały. Zresztą słowo "paraliż" było bardzo delikatnym określeniem dla oddania tego, co tamtego dnia poczuli partyjni aktywiści. Pisarz Jan Józef Szczepański opowiedział później Jackowi Kuroniowi, jak po południu 16 października przebiegało zebranie wojewódzkiego aktywu w siedzibie partii.

Przedstawiciel SB pułkownik Gołębiowski czytał referat o demokratycznej opozycji. Wynikało z niego, iż można by ją lekceważyć, gdyby nie to, że wspierali ją "reakcyjni księża, na czele z Wojtyłą". W tym momencie do sali wbiegła bufetowa, informując zebranych, iż kardynała wybrano na papieża. Pułkownik Gołębiowski usiadł. Ciszę przerwał dopiero komentarz podpitego partyjnego literata Władysława Machejka: "No to teraz będziemy lizać dupę katolikom" - stwierdził ów rzeczowo.
1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się