Menu Region

Majewski: Nie chcę willi, ale marzę o Ameryce i doktoracie

Majewski: Nie chcę willi, ale marzę o Ameryce i doktoracie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Agnieszka Garbacik

Prześlij Drukuj
Z Tomaszem Majewskim, złotym medalistą olimpijskim w pchnięciu kulą, rozmawia Agnieszka Garbacik.
Jest Pan mistrzem olimpijskim. Dla większości sportowców medal na igrzyskach jest najważniejszym życiowym celem. Czy to oznacza, że nie ma Pan już o co walczyć?

Że niby miałbym teraz łazić po świecie i nic nie robić? To nie dla mnie. Zresztą jest jeszcze wiele rzeczy, które chciałbym osiągnąć, np. pobić rekord Polski i pchnąć kulą powyżej 22 metrów. Marzy mi się też, żeby zostać najbardziej utytułowanym polskim kulomiotem.


Tylko kulomiotem?

Tak, bo najlepszym sportowcem to ja nigdy nie będę. Mogę zdobyć jeden medal na każdej imprezie, więc na bycie multimedalistą nie mam niestety szans.

Co dały Panu igrzyska w Pekinie poza satysfakcją i olimpijską emeryturą?

Właściwie nic. Może to, że mam teraz sponsora, firmę Orlen. To zawsze jakiś zastrzyk gotówki, chociaż przez te 12 lat mojego trenowania radziłem sobie bez pieniędzy. Rzadko jeździłem na obozy i brałem jedynie 3 tys. złotych stypendium miesięcznie, a jakoś zostałem mistrzem olimpijskim.

W takim razie premia za medal musiała cieszyć? Kupił Pan sobie auto albo willę z basenem?

Ha, ha, nic takiego. Samochód mi niepotrzebny, bo to same problemy. Poza tym lubię warszawskie metro i taki środek transportu mi odpowiada. Mieszkać też mam gdzie, a pieniądze ulokowałem na koncie. Tam będą czekały na gorsze czasy.

Na pewno słyszał Pan o kryzysie gospodarczym? Czy nie nadchodzą właśnie te gorsze czasy?

Może i nadchodzą. Ja nie jestem ekonomistą, tylko sportowcem. Z wykształcenia to nawet politologiem. Jak będzie mi brakowało od pierwszego do pierwszego, zacznę się martwić.

Skończył Pan politologię, ale po Pekinie wspominał Pan o kolejnym kierunku. Ponownie jest Pan studentem?

Nie, ale cały czas o tym myślę. Politologię skończyłem, bo chciałem być dziennikarzem, ale nie dostałem się dziennikarstwo. A to było nieco pokrewne. Studia humanistyczne, dużo czytania, no i polityka wbrew pozorom może być interesująca. Śmieszy mnie tylko czasem to, co robią nasi politycy. Ale jak znajdę coś fajnego i ciekawego, podejmę jeszcze studia podyplomowe. Może kiedyś, za jakieś 100 lat, napiszę nawet doktorat.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się