Menu Region

Majdan: Areszt za aferę bananową! OK, biorę kilo bananów i...

Majdan: Areszt za aferę bananową! OK, biorę kilo bananów i idę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Paweł Drażba

Prześlij Drukuj
Z Radosławem Majdanem, bramkarzem Polonii Warszawa, rozmawia Paweł Drażba.
Mimo zapowiedzi nie zagrał Pan we wtorkowym meczu derbowym z Legią w Pucharze Ekstraklasy (0:4). Próżno było szukać Pana także na ławce rezerwowych czy nawet na trybunach. Dlaczego?

Podczas treningu dzień przed meczem pogłębiła mi się kontuzja kciuka. Uraz ciągnął się za mną już od meczu z ŁKS Łódź w 3. kolejce PE. Myślałem, że będzie dobrze, ale niestety - uderzenie kolegi z zespołu spowodowało, że muszę odpocząć od piłki. Mam krwiaka, zerwaną torebkę, przerost błony maziowej. Przez tydzień muszę mieć unieruchomioną rękę. Potem 12 dni lekkiego treningu i wrócę już do normalnych zajęć ze strzałami.

Wielu w Pańskiej absencji upatrywało drugiego dna. We wtorek gdański sąd poinformował, że zostanie Pan zatrzymany na 30 dni za to, że nie stawił się na rozprawie kibica Lechii, który został oskarżony o rzucanie bananami w ciemnoskórych zawodników Pogoni Szczecin...


Moja absencja to wynik tylko i wyłącznie urazu. Mam na to dowód w postaci badania USG. Mam również zwolnienie lekarskie. A jeśli chodzi o aferę bananową, to jest to dla mnie - mówiąc delikatnie - dziwna sprawa. Pójdę do aresztu za to, że ktoś rzucał bananami! To absurd. Rozumiem, że trzeba stawiać się w sądzie, ale ja po prostu nie mogłem. Dostałem wcześniej dwa wezwania: jedno, kiedy byliśmy na obozie, drugie, kiedy graliśmy mecz. W obu przypadkach dzwoniłem i informowałem o tym, że nie dam rady stawić się na przesłuchaniu. Kazano mi napisać pismo, więc to zrobiłem. Okazało się jednak, że było za mało szczegółowe. Prosiłem, aby przesłuchano mnie w Warszawie, ale nie zgodzono się na to. I teraz ta decyzja o areszcie.

A jak to dokładnie było z tą aferą bananową?

Powiem szczerze, że jak dostałem pierwsze wezwanie, to nie wiedziałem nawet, o co chodzi. Przecież grałem mecz i nie mogłem obserwować, kto w kogo rzuca bananami. Byłem skupiony na spotkaniu. Nie jestem więc żadnym ważnym świadkiem, bo moje zeznania nic nie wniosą. Tym bardziej dziwi mnie decyzja o areszcie. Nie jestem świadkiem w sprawie morderstwa czy gwałtu, a afery bananowej! Jeśli miałbym pójść do aresztu za to, że nie widziałem, jak ktoś w kogoś rzucał bananem, to cześć. Biorę kilogram bananów i idę.

Co teraz będzie?

Nie wiem, zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że to nie są echa afery w Mielnie. Że nikt nie chce udowodnić, iż jestem zły i winny napaści na policjantów. Że lekceważę policję, sąd. Bo zapewniam, że tak nie jest. Z Piotrkiem Świerczewskim złożyliśmy wszystkie zeznania w sprawie Mielna, załączyliśmy nagranie filmowe. Zeznawali też świadkowie zajścia.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się